Nie bałam się, że ktoś mnie wyśmieje
Gdy Klaudia była w pierwszej klasie gimnazjum zmarł jej tato. Miał rozległy zawał. – Właściwie to nigdy z ojcem nie rozmawiałam, nie znałam go, ale kiedy go zabrakło, poczułam wielką stratę. Bo chyba zawsze miałam nadzieję na zmianę, na to, że wytrzeźwieje i faktycznie pojedziemy na tę wymarzoną wycieczkę.
Kilka tygodni po pogrzebie ojca do domu Klaudii wprowadził się przyjaciel mamy, tłumaczyła to tym, że nie pracuje, nie ma pieniędzy, więc dla dobra dzieci zdecydowała się na ten związek. – Mama poszła na odwyk, nie było jej kilka miesięcy. W tym czasie ojczym wymalował mieszkanie, kupił parę nowych rzeczy, podobało mi się, nikt nigdy takich rzeczy w naszym domu nie robił. Rozmawiał ze mną, pytał, co w szkole, czy nie potrzebuję czegoś do ubrania. Zachwyciło mnie, że gotował, wracał z pracy, smażył kotlety, przyrządzał surówkę, pachniało już na klatce schodowej. Zachęcał mnie, żebym się uczyła i gotowała razem z nim. Pewnego razu przyszedł do niego kolega z żoną. Pili. Ja też usiadłam przy stole, chciałam coś zjeść, postawili przede mną kieliszek, napełnili go. Wódka była ohydna, gorzka, paliła w gardle. Ale po kilku kieliszkach świat stał się nagle inny, ustąpił niepokój, poczułam pewność siebie, rozmawiałam, nie bałam się, że ktoś mnie wyśmieje.
To był sygnał, że muszę się napić
Od tamtej pory alkohol stał się dla Klaudii antidotum na stres, lęki, wstyd. Już nie potrzebowała niczyjej uwagi, nie prosiła o nią, miała świadomość, że w najgorszych chwilach zawsze może sięgnąć po butelkę i znowu poczuć siłę. – Miałam rentę po ojcu, część pieniędzy dostawałam do ręki, ani złotówki nie wydałam na ubrania, kosmetyki czy słodycze, wszystko szło na wódkę i piwo. Początkowo piłam rzadko, najwyżej raz w tygodniu, potem jednak alkoholowe wyskoki stawały się częstsze, nawet nie wiem, kiedy doszłam do tego, że picie stało się przymusem. W okolicach serca i w głowie czułam pulsowanie, to był sygnał, że muszę…
Matka Klaudii wróciła z odwyku zupełnie odmieniona, lepiej wyglądała, zajęła się domem. Pić już nie chciała, zresztą nie pozwalał jej na to stan zdrowia, wieloletnie spożywanie alkoholu spowodowało u niej wiele chorób, miała poważne problemy z nadciśnieniem, wrzody żołądka, kłopoty z pamięcią. Do tej pory cierpi z powodu urazu stawu biodrowego, jakiego doznała, gdy po pijanemu przewróciła się na schodach. – Mimo że chora była wreszcie moją wyśnioną mamą, rozmawiała ze mną, zajmowała się domem, wielki wpływ na jej zmianę miał jej przyjaciel, z którym kilka lat temu wzięła ślub – mówi Klaudia.























