W ciucholandzie można kupić markowe, dobrej jakości ubrania, dodatkową zachętą są atrakcyjne ceny. Większość klientów sklepów z używaną odzieżą to dziewczęta i młode kobiety, przekonują się do nich także ludzie starsi, coraz częściej do szmateksów zaglądają panowie.
Właściciele takich sklepów z reguły kupują przysłowiowego kota w worku, bo do worków właśnie pakowane są rzeczy, które przywożą z hurtowni. Po odpakowaniu okazuje się, że w paczkach są ubrania, buty, torebki, bielizna, okulary, pościel, ręczniki, dywany, zabawki, różnorakie ozdoby. Problem w tym, że w jednym transporcie trafiają się rzeczy dobrej jakości, które szybko znajdują nabywców, w innym są buble i trudno je sprzedać.
Kinga kupuje rzeczy według kolorów, potem dopasowuje spódnice do swetrów, marynarki do spodni.
– Nie lubię na sobie mieszkanki kolorów, bo to nieelegancko i bez stylu. Drugą moją żelazną zasadą jest to, że kupuję tylko rzeczy znanych firm odzieżowych, chociaż czasem trafia się coś wyjątkowego bez metki. Nie kupuję butów i bielizny – mówi siedemnastolatka. Po kilkakrotnym włożeniu ubrań rozdaje je koleżankom albo wymienia na coś innego.
Asia uwielbia styl sportowy.
– W szmateksach pełno jest świetnych bluz, podkoszulków, czapeczek, wiatrówek, spodni. Wszystko to rzeczy markowe, za które w normalnym sklepie musiałabym zapłacić krocie. Zawartość mojej szafy kosztowała bardzo niewiele, a mam w niej same świetne ubrania. Najważniejsze, że żadna koleżanka mnie nie zaskoczy i nie przyjdzie do szkoły czy do klubu w takich samych ciuchach – opowiada dziewczyna.
Na zakupy przychodzą też panie, które same szyją i dziergają na drutach i na szydełku.
– Szukają odpowiednich materiałów, guzików, suwaków… Najczęściej przychodzą, gdy jest wyprzedaż towaru po dwa złote za sztukę. Kupują też swetry, które można spruć i z odzyskanej włóczki zrobić nowe. Nasze klientki przerabiają nawet buty i torebki – tu coś przyszyją, w innym miejscu odprują. Nieraz przychodzą do mnie i chwalą się, co udało im się wyczarować, to naprawdę cudeńka – opowiada Magda.
Część klienteli stanowią ludzie o niskich dochodach, ci przychodzą rzadko i kupują tylko rzeczy najpotrzebniejsze – kurtki, płaszcze, swetry, to co w sklepach jest drogie. Magda z uśmiechem mówi o kobietach, które są już uzależnione od kupowania w ciucholandach.
– Panie same się do tego przyznają, mówią, że kupują, aby poprawić sobie nastrój. Zresztą w moim sklepie widzę stale tych samych kupujących, niektórych codziennie – twierdzi sprzedawczyni.
Coraz częściej do sklepów z używaną odzieżą przychodzą panowie i – jak mówi Magda, są bardzo wymagający. Każdą rzecz oglądają wiele razy, przymierzają, porównują ceny. Bywają także mężczyźni, którzy kupują odzież damską, podają rozmiary i kolory, niektórzy ze znawstwem oceniają fasony.
Asia twierdzi, że jeszcze dwa, trzy lata temu wejście do lumpeksu było obciachem, teraz jest w dobrym stylu.
– Mam koleżanki, które na byle jaką bluzkę wydają 200 złotych, a ja tyle nie mam. Po drugie, rzeczy kupione w szmateksie są niezwykłe, lubię się zastanawiać, kto przede mną nosił sweter, kto to był, co robił, może to była dziewczyna w moim wieku? – zastanawia się Asia.
Elegancja ze szmateksu
REKLAMA
REKLAMA
























