Po roku przerwy spowodowanej okresem pandemii powrócił w tym sezonie Małopolski Festiwal Smaku (MFS). Jedna z jego części odbyła się w Tuchowie. Kiedy ten tekst dotrze do czytelników, będzie już po finale imprezy zaplanowanym w Krynicy Zdroju. Nie spotkałem nikogo, kto byłby przeciwko jej organizacji. Ja też jestem za festiwalem, ale mam wrażenie, że w tej postaci, w której występuje od lat, już trochę się przejadł.
Zdaję sobie sprawę, że trudno być krytykiem festiwalu smaku. Impreza jest bardzo popularna i przez większość lubiana. Bo czego tu nie lubić? Można przyjść, sprawdzić, jak inni gotują, a także popróbować wymyślnych specjałów. Za darmo. Festiwal smaku lubią też różni politycy i decydenci, bo można się na nim pokazać. W tym sensie MFS spełnia się znakomicie. Ale czy nie powinno wymagać się od niego czegoś więcej?
Dziś wygląda to tak: większość wystawców to entuzjaści gotowania, a zwłaszcza entuzjastki, często zgrupowane w lokalnych kołach gospodyń wiejskich. Wielkim staraniem przygotowują swoje potrawy, którymi częstują licznych gości. Jedzenie – palce lizać! Można zdegustować to i owo. Tylko co potem? Co po festiwalu? Nic. Tu się szybko je i szybko zapomina o tym, co się zjadło. A przecież mogłoby być inaczej.
Kurczak sołtysa
W tym roku przyglądałem się Małopolskiemu Festiwalowi Smaku w Tuchowie. Mnóstwo smacznych dań. Chłodnik z moreli z agrestem, malinami i z małdrzykami drożdżowymi, kurki z cukinią w śmietanie z grzankami, kugiel galicyjski z żeberkami, kapusta duszona z jabłkami, koprem i skwarkami, gołąbki z wiejskim mięsem w sosie z prawdziwków, kurczak nadziewany sołtysa… Pytałem wystawców, gdzie po festiwalu można zamówić niektóre z wystawianych specjałów, gdzie można je zjeść, ale niemal wszyscy bezradnie rozkładali ręce. Tylko dwóch czy trzech uczestników festiwalu miało coś do zaproponowania na potem, bo albo mają własne sklepiki, albo kierują swoje wyroby do sprzedaży w innych sklepach.
Ale i tak najczęściej dotyczy to pieczywa i wyrobów wędliniarskich, nie zaś gotowych dań. O niektóre potrawy pytałem także w kilku restauracjach w Tarnowie. Nie słyszał o nich nikt.
W założeniu organizatora – urzędu marszałkowskiego w Krakowie – głównymi celami MFS są – jak głoszą oficjalne dokumenty – zaprezentowanie i upowszechnienie wśród mieszkańców regionu oraz turystów kulinarnego bogactwa Małopolski oraz zwiększenie zainteresowania małopolskimi specjałami, a także zdrową, tradycyjną żywnością. Sam marszałek województwa Witold Kozłowski mówił w tym roku o promocji produktów regionalnych i tradycyjnych, potraw przygotowywanych według tradycyjnych receptur.






















