Bez względu na to, jak głęboko przeżywamy Wielką Sobotę, wspólne malowanie pisanek na pewno zbliża i dostarcza wielu wrażeń. Nie każdemu się chce, ale są tacy, którzy pisanki mogą robić na okrągło. Stefania Fidowicz z Ryglic jedne pisanki maluje, inne wydrapuje. We własnym gospodarstwie jajek ma pod dostatkiem, bo kury ładnie niosą. Na jasnym tle przy pomocy farb akwarelowych maluje na wydmuszkach wielobarwne wzory kwiatowe. Coś pięknego. Pozostałe farbuje w łuskach cebuli czy łupinach orzecha i po uzyskaniu koloru wydrapuje skalpelem ornamenty, bardzo często motywy roślinne. Technika ta daje możliwość wykonywania bardzo misternych wzorów z efektem cieniowania.
To rodzinna tradycja; tak prababcia, a potem babcia przygotowywały jajka do święcenia, tyle że zamiast skalpela brały żyletkę albo większą igłę. Za malowanie wydmuszek na obecną Wielkanoc pani Stefania wzięła się w lutym, a za wydrapywanie jeszcze wcześniej. – To dla mnie relaks. Odprężam się, zapominam o wszystkim. Zdarza się, że nawet latem biorę się za wydrapywanie – przyznaje. Teraz na XXIII Regionalny Konkurs na Pisankę Ludową i Technikę Obrzędową związaną z okresem Wielkanocy przywiozła do Muzeum Etnograficznego w Tarnowie blisko dwieście własnoręcznie wykonanych pisanek. Dzięki tym pisankom w ogóle nie kupuje makaronu. Całe życie zagniata własny, domowy. Żółtek i białek wystarcza również do placków.
Na konkurs dostarczyła także baranki, które pięknie wyrzeźbiła w maśle własnej roboty. Maślane baranki mają oczy z pieprzu, brwi z łusek bazi, różki z pieprzu mielonego. Tuż obok sto swoich pisanek prezentowała córka pani Stefani – Dorota Fidowicz. Nie próżnuje ośmioletnia wnuczka Dagmara – skrobie, maluje, a oprócz tego z wielką cierpliwością wykleja pisanki cieniutko zrolowaną bibułką i na tak oklejoną skorupkę nakleja bibułowe kwiatuszki i listeczki.
Agnieszka Maziarka, również z Ryglic, upatrzyła sobie technikę batikową. – Uwielbiam malować woskiem – zapewnia z uśmiechem. Najstarsza polska pisanka zdobiona była właśnie metodą batikową. W regionie tarnowskim ta technika należy do najstarszych i najpopularniejszych metod zdobienia jajek. – Na czystym, surowym jajku maluję wzór gorącym woskiem pszczelim. Używam do tego wykałaczki, ale można sięgnąć też po szpilkę, gwóźdź, czy specjalny lejek. Następnie jajka wkładam na całą noc do ostudzonego wywaru z łupinek cebuli, a rano stawiam garnek na ogniu i bardzo powoli zaczynam gotować, tak aby wosk się wytopił. Wyjmuję, wycieram ściereczką i gotowe. Moja babcia tak malowała, tak mnie nauczyła i tak mi się to spodobało, że do dzisiaj wolę malować woskiem, niż drapać.
Metodą batikową można uzyskać wielobarwne tła. Główna zasada polega na tym, aby jajka zanurzać w barwnikach w odpowiedniej kolejności tj. od najjaśniejszego koloru do najciemniejszego i po kolei odsłaniać poszczególne ornamenty woskowego wzoru.
Dzieci pani Agnieszki: siedmioletnia Aleksandra i pięcioletni Adam również robią pisanki, na razie po swojemu. – Bardzo się staramy, żeby tradycja była zachowana. Póki co, tylko jeden nowy zwyczaj przedarł się do naszego domu. Kupne, czekoladowe jajeczka w złotych staniolkach chowamy w ogródku, a dzieci biorą koszyczek i ich szukają. Mają przy tym bardzo dużo radości.
Z kolei Agnieszka Niemiec z Ryglic zaprezentowała wydmuszki oklejone miękkim rdzeniem sitowia i kolorową włóczką. W tym przypadku trudność polega między innymi na tym, by ściąć sitowie w odpowiednim czasie, tak by znajdująca się w środku biało-kremowa „gąbeczka” nadawała się do celów artystycznych.
Ryglickie pisanki i plastyka obrzędowa były bodaj najliczniej reprezentowane w tarnowskim Muzeum Etnograficznym. – Organizujemy u siebie taki sam konkurs. Teraz była osiemnasta edycja. Wzięło w niej udział 213 osób, od przedszkolaka do seniora – mówi Teresa Lisak, dyrektorka Ośrodka Kultury w Ryglicach. – Po ocenie dokonanej przez komisję przywieźliśmy do Tarnowa najlepsze prace. Trudno jest utrzymać tradycje, ale nam się udaje.
Jaja jak malowane
REKLAMA
REKLAMA
























