Rok temu informacje brzmiały sensacyjnie. Nieznana dotychczas, skromna spółka z Wojnicza pod Tarnowem postanowiła się zmierzyć z wyzwaniem na miarę… „Gwiezdnych wojen”. Chodzi o projekt pod nazwą: „Hoverbike Raptor”, czyli – używając popularnego określenia – o latający motocykl.
Kiedy jesienią ubiegłego roku gościliśmy w Wojniczu, widzieliśmy, jak trwają prace związane z budową egzemplarza prototypowego. Miał być on gotowy do pierwszego próbnego lotu w listopadzie.
Wynalazek wzbudził duże zainteresowanie, ale potem zrobiło się wokół niego cicho. Hoverbike Raptor także do dzisiaj nie wystartował…
– Natrafiliśmy na pewne problemy techniczne – wyjaśnia Tomasz Czapkiewicz, prezes spółki Skynamo Aerospace w Wojniczu, która we współpracy z Akceleratorem Technologicznym w Gliwicach realizuje przyjętą koncepcję. – Musieliśmy przekonstruować układ, dokonać istotnych zmian. To jest tego rodzaju projekt, w którym zawsze istnieje ryzyko, że nie wszystko uda się za pierwszym razem.
Jak informuje prezes Czapkiewicz, zmiana koncepcji polega przede wszystkim na modyfikacji systemu stabilizacji i kontroli lotu. Dotychczas zaprojektowany system nie sprawdził się, więc trzeba było się odwołać do innych rozwiązań.
– Nawiązaliśmy współpracę ze specjalistami z Politechniki Wrocławskiej, obecnie testujemy nowe pomysły – dodaje prezes.
Przypuszczalnie potrwa to przez kilka najbliższych miesięcy. W razie pomyślnego rozwoju wydarzeń latający motocykl z Wojnicza może być w przyszłości techniczną rewelacją. Inspiracją dla konstruktorów był znany amerykański film „Gwiezdne wojny”, w którym pojawił się podniebny skuter z napędem grawitacyjnym.
Przypomnijmy, że mowa jest o konstrukcji, która łączy w sobie cechy motocykla i śmigłowca. W założeniu ma to być innowacyjny środek transportu niskiego pułapu, który może być wykorzystany zarówno przez różnego rodzaju służby, jak i do celów prywatnych. Projektanci uważają, że dzięki zastosowaniu odpowiednich systemów cyfrowych kierowanie pojazdem będzie stosunkowo łatwe. Ponieważ rynek zareagował na te doniesienia, jesienią wojnicka spółka podawała wstępną cenę wynalazku: ok. 500 tys. zł za wersję jednoosobową.
Próby skonstruowania latającego motocykla były prowadzone na świecie już od początku lat 50. minionego stulecia. Inżynierowie wciąż jednak natrafiali na barierę nie do pokonania: na problem ze stabilizacją lotu. Wydawało się, że z problemem upora się spółka z Wojnicza, ale – jak się wydaje – natrafiła ona na podobne kłopoty.
Mimo to prezes Czapkiewicz jest optymistą. Prosiliśmy go też, by odniósł się do niektórych komentarzy, które pojawiły się po naszej publikacji o latającej maszynie z Wojnicza, sugerujących, że efekty prac nad wynalazkiem mogą w ostateczności okazać się wątpliwe.
– Na razie nie będę się odnosił do tych opinii, ale zapewniam, że nasz projekt nie jest ściemą. Prawda obroni się sama, dlatego proszę cierpliwie zaczekać na finał naszych prac. Kiedy będę miał już w ręku istotny argument, ustosunkujemy się do różnych komentarzy.
Co ma być tym istotnym argumentem?
– Na przykład film z nagraniem pierwszego lotu motocykla, na początek nawet bezzałogowego – odpowiada prezes.
Projekt „Hoverbike Raptor” wcześniej był realizowany przez spółkę o nazwie NEWind Energy. Dofinansowany został z publicznych pieniędzy – przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Jest to agencja wykonawcza Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, która wspomaga różne programy badawcze i ma za zadanie wspierać politykę innowacyjną państwa.
Prezes spółki z Wojnicza zapewnia, że ich projekt ma zapewnione finansowanie i nie ma obaw, że nie starczy na ten cel funduszy. Jeśli chodzi o pierwszy próbny lot, na razie nie wiadomo, kiedy w końcu nastąpi.
Motocykl na razie nie poleci
REKLAMA
REKLAMA
























