
O moście w Kamyku zrobiło się głośno już w lipcu ubiegłego roku. Wówczas władze gminy Łapanów postanowiły po licznych protestach mieszkańców zamknąć przeprawę i wyznaczyć objazdy. Mieszkańcy twierdzili wówczas, że most zagraża ich bezpieczeństwu, mając na myśli m.in. spróchniałe stemple i belki. Wiosną bieżącego roku gmina poinformowała, że otrzymała pieniądze na remont przeprawy. Niestety budowa nowego mostu, której koszt szacowano na 4,75 mln zł przy dotacji 4,45 mln zł, okazała się nierealna. Podczas pierwszego przetargu wykonawca zażądał 8,2 mln zł, w drugim ta sama firma zaproponowała 7,4 mln zł.
– Zaraz po unieważnieniu drugiego przetargu wystąpiliśmy do wojewody o rekomendację do MSWiA wniosku gminy Łapanów o wyrażenie zgody na wykonanie tego przedsięwzięcia w dwóch etapach. Pierwszy z nich wiązałby się z rozbiórką istniejącego mostu i budową przyczółków nowego mostu jeszcze w 2018 roku, natomiast drugi etap to budowa reszty w przyszłym roku. Udało nam się załatwić wszystkie formalności. Pierwszy etap prac kosztował będzie blisko 740 tys. zł. Wkład własny gminy to ponad 23,8 tys. zł, pozostała część pokryta zostanie przez wojewodę – mówi wójt gminy Łapanów, Robert Roj.
Taka decyzja gminy nie podoba się jednak części mieszkańców Kamyka, którzy przez zamknięty most już od ponad roku muszą nadłożyć blisko 6 km, by dostać się na drugą stronę rzeki i dalej do Łapanowa. Na utrudnienia związane z zamkniętym mostem skazani są nie tylko mieszkańcy Kamyka, ale również osoby z przysiółka Sieradzka w Sobolowie.
– Nie rozumiemy tej decyzji. Most nie powinien być rozbierany i budowany od nowa, a jedynie remontowany. Uważamy, że cała operacja powinna opierać się jedynie na wymianie konstrukcji drewnianej, czyli: belek, desek i poręczy. Przyczółki są dobrym stanie, podobnie konstrukcja stalowa. Decyzja gminy o podzieleniu inwestycji na dwa etapy spowoduje, że ten most nigdy nie powstanie. Gmina zadłużona jest na około 26 mln zł. Skąd władze wezmą pieniądze na budowę mostu, skoro już dwukrotnie anulowały przetarg? Na dniach mają rozebrać most, a my przez kolejne kilkanaście lat zostaniemy bez przeprawy. Zastanawiamy się, czy rozbiórki mostu po prostu nie zablokować siłą – mówią wyraźnie zbulwersowani całą sprawą mieszkańcy Kamyka.
Nastroje mieszkańców stara się tonować wójt gminy Łapanów, Robert Roj, który mówi, że gmina nie po to zaczyna inwestycję, by jej nie dokończyć. – Powódź w 2010 roku spowodowała ogromne straty m.in. w infrastrukturze komunalnej na terenie gminy Łapanów. Powołana przez wojewodę małopolskiego komisja wojewódzka ds. weryfikacji szkód potwierdziła te fakty również w przypadku mostu na rzece Stradomka w miejscowości Kamyk. Zanim usunięto usterki, to kolejna powódź w 2014 roku doprowadziła do pogłębienia nieusuniętych szkód w sposób zagrażający bezpieczeństwu użytkowników. Poprosiliśmy o opinię ekspertów, którzy stwierdzili, że most musi być wybudowany od podstaw, bo przy obfitych opadach deszczu i wysokim stanie wody może ulec uszkodzeniu – światło mostu jest zbyt niskie. Nie ma więc mowy o tym, abyśmy dokonywali jedynie remontu przeprawy. Rozbiórkę zaczynamy w ciągu najbliższych kilku dni, a jej zakończenie przewidziane jest na koniec listopada – mówi wójt i dodaje, że w tym czasie mieszkańcy będą mogli przedostać się na drugą stronę rzeki za pomocą specjalnej kładki. – Mamy poparcie ze strony wojewody, który zagwarantował nam dofinansowanie na budowę mostu. Nie wiemy jeszcze, jak duże ostatecznie będą koszty prac. Trzeba liczyć się jednak z wydatkiem 5-6 mln zł. Pomimo olbrzymiego zadłużenia gminy jestem przekonany, że doprowadzimy inwestycję do szczęśliwego końca i już w listopadzie przyszłego roku mieszkańcy będą mieli do swojej dyspozycji nowy most.























