Ostatnie zdjęcie Agnieszki

0
agnieszka
agnieszka
REKLAMA

W jednej z miejscowości w pobliżu Tarnowa wydarzyła się tragedia. Osiemnastoletnia Agnieszka, licealistka, popełniła samobójstwo. Któregoś dnia nie pojechała do szkoły, została w domu sama, poszła na strych i powiesiła się. Był piękny jesienny dzień.
– Tego dnia słyszałam tylko karetkę pogotowia, która jechała ulicą w tamtym kierunku – opowiada mieszkająca niedaleko pani Irena. – Myślałam, że któryś z sąsiadów zasłabł albo jakiś wypadek się zdarzył. Za niedługo ktoś mówi, że Agnieszka się powiesiła. Byłam w szoku. Znałam dobrze tę dziewczynę. Długie włosy, ładna niewinna buzia, często uśmiechnięta. Przez dwa dni myślałam tylko o tym, nie dawało mi to spokoju…

Poznikały zdjęcia
Na pogrzebie płakali wszyscy – młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni. Przyjechała delegacja ze szkoły, do której chodziła. Koleżanki, koledzy, wychowawczyni. Wszyscy twierdzili, że nic nie zapowiadało tragedii.
Ale we wsi od razu odżyły dawne podejrzenia. Do redakcji TEMI przyszedł list, że dziewczyna targnęła się na swoje życie z powodu miłości do młodego wikarego – księdza Andrzeja. „Po tym wszystkim ksiądz oddelegowany został do innej parafii. Ciekawe, dlaczego…” – zastanawiał się autor. Ktoś inny twierdził, że w dniu, w którym doszło do tragedii, Agnieszka była widziana z księdzem nad jeziorem… Podawana jest też informacja, że po nieszczęściu ze stron internetowych poznikały jakieś zdjęcia z uroczystości parafialnych, na których był duchowny.
Sporo mieszkańców wsi jest przekonanych, że księdza Andrzeja coś mogło łączyć z Agnieszką.
– Kilka razy widziałem, jak wsiadała do jego samochodu – opowiada jeden z naszych informatorów. – Mogę pokazać, gdzie to było.
– Młode dziewczyny łatwo ulegają różnym nastrojom, nastolatki tak mają, ale od dojrzałego człowieka, jakim jest ksiądz, można byłoby oczekiwać pewnej życiowej odpowiedzialności – komentuje pani z sąsiedztwa.

Plotki, nie plotki…
– To wszystko głupie plotki – sprzeciwia się napotkana w pobliżu sklepu kobieta. – Ksiądz Andrzej był u nas chyba trzy lata, fajny z niego człowiek. Organizował różne wycieczki, na które jeździła także Agnieszka. Z innymi robili sobie wspólne zdjęcia na pamiątkę. Lubili się. Ale nic poza tym. Nie wierzę w to, co teraz gadają inni.
Wtóruje jej pan Zenek. – Młodzi są bardzo skryci i nigdy nie wiadomo, co im wpadnie do głowy.
– A ja mówię, że w każdej plotce zawsze coś jest z prawdy – przekonuje pani Bożena, która przysłuchuje się naszej rozmowie. – Zapytajcie innych, to wam to samo powiedzą…
Ksiądz uczył w miejscowym gimnazjum, do którego wcześniej uczęszczała Agnieszka. Dyrektorka mówi, że to był życzliwy, serdeczny człowiek, z którym jako kierująca szkołą nie miała żadnych problemów. A Agnieszka?
– Bardzo dobra uczennica. Solidna, odpowiedzialna.

REKLAMA (2)

Dwa listy
Podobną opinię wystawia zmarłej dziewczynie dyrektorka szkoły średniej, w której się uczyła. Mówi, że szkoła była wstrząśnięta wiadomością o samobójczej śmierci Agnieszki i dopóki rodzina nie potwierdziła tego faktu, łudzono się, że jest to nieprawda.
Na stronach szkoły zamieszczono pożegnalny list, którego autorką jest wychowawczyni klasy.
„Kochana Agnieszko, wybacz (…), ale do tej naszej ostatniej lekcji czuję się zupełnie nieprzygotowana. Kiedy w ubiegły poniedziałek robiliśmy pamiątkowe zdjęcie klasowe, nikt z nas nie przypuszczał, jaką szczególną pamiątką ono będzie. Dziś wiemy, że jest to ostatnie nasze wspólne zdjęcie. (…) Dziś stoimy wobec tajemnicy śmierci z wielkim bólem i żalem. (…) wierzymy głęboko, że tam, gdzie przebywasz, jesteś spokojna i szczęśliwa”.
Zgodnie z obowiązującą w takich przypadkach procedurą kuratorium oświaty przeanalizowało sytuację szkolną Agnieszki, ale wiadomo już, że nie w niej tkwiła przyczyna tragicznej decyzji.
Podobno dziewczyna pozostawiła list, lecz ani prokuratura, ani policja nie potwierdzają tego faktu. W sprawie samobójstwa wciąż prowadzone jest postępowanie.
Rodzice Agnieszki są psychicznie zdruzgotani. Pozostał im tylko syn. Wszyscy we wsi ich żałują, rodzina jest lubiana i szanowana.
– Zwyczajni, porządni ludzie – nikt nie zawaha się, aby tak powiedzieć. Słychać, że rodzice Agnieszki nikogo nie obwiniają za śmierć córki.

REKLAMA (3)

Halo, nic nie słyszę…
Ksiądz proboszcz pytany o pogłoski dotyczące wikarego i dziewczyny odpowiada, że nic na ten temat nie wie. Zaprzecza informacji, że wikary opuścił parafię z powodu zdarzenia.
– On odszedł z naszej miejscowości już wcześniej. Tak to było ustalone, ponieważ przyjęte jest, że po pierwszych trzech latach pracy wyświęcony ksiądz przenoszony jest do innej parafii. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.
Udało nam się dotrzeć do informacji, gdzie pracuje teraz ksiądz Andrzej, chcieliśmy, by odniósł się do informacji na temat jego kontaktów z Agnieszką. Kiedy udaje nam się dodzwonić, przedstawiamy się i pytamy o znajomość. Wtedy ksiądz zaczyna mówić do słuchawki: – Halo, halo… nie słyszę… Halo! Zaraz potem połączenie zostaje przerwane.
W kilka minut później telefon odbiera już inna osoba i oznajmia, że duchowny, z którym chcemy się skontaktować, jest nieobecny. Kolejnego dnia, poinformowani wcześniej, że ksiądz Andrzej od rana będzie miał w kancelarii dyżur, przez telefon otrzymujemy z parafii odpowiedź, że doszło do pomyłki – wikarego nie ma. Prosimy naszego rozmówcę, by ksiądz Andrzej skontaktował się z nami, podajemy telefonu, wiadomość pozostawiamy także w skrzynce mailowej parafii.
Do chwili oddania artykułu do druku duchowny się nie odezwał.

(Imiona bohaterów reportażu zostały zmienione)

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze