Po taaaka rybe z… przewodnikiem

0
wedkarstwo
wedkarstwo
REKLAMA

Polski Związek Wędkarski zaprasza i zachęca do wędkowania w tarnowskich akwenach, a przy okazji do bliższego kontaktu z przyrodą – dziką jeszcze w wielu miejscach i nieskażoną.
Dunajec między zaporą w Czchowie a Tarnowem jest dobrze znany amatorom łowienia ryb. Uznawany jest przez nich za jedno z najlepszych krajowych łowisk brzan i świnek. Odcinek ten obfituje także w inne gatunki, jak: kleń, certa, boleń, lipień, leszcz. Czysta, natleniona woda stwarza dogodne warunki dla żyjących w tej rzece ryb, wiele z nich osiąga zasługujące na uwagę rozmiary. Z nurtu Dunajca wyciągane są blisko czterokilowe brzany czy dziesięciokilowe szczupaki. Z wód tej rzeki wyciągano też metrowej długości głowacice o wadze kilkunastu kilogramów.
Niemniej popularne są dobrze zarybione wyrobiska pożwirowe w Niwce, Trzydniakach czy Komorowie, gdzie żerują głównie waleczne karpie. –Komorów np. jest prawdziwą oazą ciszy, miejscem, gdzie można idealnie połączyć wypoczynek z emocjonującym wędkowaniem… – potwierdzają moczykije z Tarnowa.
W poszukiwaniu taaakiej ryby tarnowskie łowiska odwiedzają chętnie wędkarze z Katowic, Kielc, Radomia, Krakowa czy Częstochowy i bardziej odległych miast. Przyjeżdżają w te strony od lat, wiedząc, że się nie zawiodą, a zmagania z rybami dostarczą im silnych wrażeń. Na brzegach akwenów trudno natomiast spotkać wędkujących cudzoziemców, ci wybierają zwykle rzeki w ich górnym biegu.
– Nie gościmy u siebie większych grup z zagranicy. Najczęściej korzystają z naszych łowisk pojedynczy wędkarze z polskim rodowodem, którzy przebywając na emigracji, odwiedzają krewnych w kraju – mówi Krzysztof Zakrzewski z PZW Tarnów. -Tęsknią za naszymi krajobrazami i okazałymi rybami, o jakie trudno w wodach zachodniej Europy. Mogą u nas np. wykupić zezwolenie na łowienie okresowe lub jednodniowe, dla niezrzeszonych kosztujące 60 złotych.
Cudzoziemcy czasowo przebywający w Polsce nie mają obowiązku posiadania karty wędkarskiej. Szukający mocniejszych wrażeń mogą skorzystać z pomocy Krzysztofa Sowy z Tarnowa, który od dwóch lat świadczy usługi tzw. przewodnika wędkarskiego. Opłata za udział w jednodniowej wyprawie na ryby (drapieżne sandacze i sumy bądź karpie i leszcze) wynosi ok. pięciuset złotych – w tej kwocie zawiera się ubezpieczenie i sprzętowe zabezpieczenie. Chętnych do przeżycia kosztownej przygody nie brakuje, są wśród nich obcokrajowcy z Francji, Anglii, USA. Najczęściej z mieszanych małżeństw, w których jedno z małżonków pochodzi z Polski.
Na zainteresowanych czekają w każdym razie nie lada emocje i nierzadko spora dawka adrenaliny, za co gotowi są zapłacić kilkaset i więcej złotych.
– Proponuję mały survival, niekiedy z noclegiem pod chmurką i nieprzewidzianymi przygodami. Nie ma łowienia „do lodówki”, chodzi przede wszystkim o satysfakcję, że drapieżnik połknął haczyk, doświadczenie prawdziwego pojedynku z waleczną rybą itd. Dla uczestników powinna to być odskocznia od codzienności i wygodnego życia, a przy okazji sprawdzian wytrzymałości, sprawności i wiedzy o środowisku naturalnym – tłumaczy przewodnik Sowa.
Najczęściej zabiera swoich klientów nad zbiorniki w Solinie, Rożnowie, Czorsztynie, a także nad Wisłę czy Dunajec. Jak na profesjonalistę przystało, każdej wyprawie na ryby towarzyszy wcześniejsze rozpoznanie akwenu m.in. przy pomocy echosondy wędkarskiej. Przydaje się też wieloletnie doświadczenie w wabieniu i łowieniu ryb, znajomość ich zwyczajów itp. Tam, gdzie pan Krzysztof wskaże, biorą podobno największe sztuki…

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze