Właściciele i mieszkańcy kamienic stojących wokół brzeskiego rynku skarżą się na hałas i nieobyczajne zachowania klientów korzystających ze znajdującego się tam ogródka kawiarnianego. Twierdzą, że nie mogą spać, bo głośne imprezy trwają do białego rana, nie mogą też otwierać okien, bo przeszkadza im dym z palącego się grilla.
Uważają, że właściciele lokalu za nic mają porządek i ciszę nocną, muszą także sprzątać śmieci i odchody pozostawione przez imprezowiczów. Mało tego, niektórzy przekonują, że piwo sprzedawane jest w lokalu niezgodnie z prawem, bowiem w Brzesku od kilku lat obowiązuje nocny zakaz sprzedaży alkoholu.
Menadżer lokalu odpiera zarzuty, twierdząc, że jego działalność jest całkowicie zgodna z prawem, a on może brać odpowiedzialność tylko za to, co dzieje się w samym ogródku, nie ma uprawnień, aby pilnować całego rynku. Zapewnia także, że absolutnie piwo nie jest podawane nieletnim. Mówi, że w najbliższym czasie ma zamiar zorganizować otwarte spotkanie z mieszkańcami, na którym odpowie na wszystkie nurtujące ich pytania.
Krzyki i dym z grilla
– To, co tutaj się dzieje od początku lipca, woła o pomstę do nieba – skarży się właścicielka jednej z kamienic stojących przy rynku. – Nigdy nie było tu całkiem cicho, na ławkach zawsze przesiadywała młodzież i nocami hałasowała, ale to było nic w porównaniu z tym, co wyprawia się obecnie. Imprezowicze pod wpływem alkoholu krzyczą, podjeżdża tu wiele samochodów, motocykle jeżdżą po płycie rynku. Młodzi ludzie kupują piwo i siadają z nim nie na ławkach przypisanych do Beczki, ale gdzie komu wygodnie, chodzą po podwórkach naszych domów, siadają na schodach i zostawiają tam nie tylko śmieci, lecz także odchody. Kilkakrotnie wdziałam, jak oddają mocz do fontanny, w której potem za dnia małe dzieci chłodzą rączki. Najgorzej jest w weekendy, kiedy Beczka ma najwięcej klientów, wrzaski i ryk silników nie dają nam spać nawet do trzeciej, czwartej rano. Nie ma co marzyć o tym, aby otworzyć okno, do mieszkania wpadają nie tylko krzyki rozbawionej młodzieży, ale także dym z grilla.
– Śmiem przypuszczać, że część imprezowiczów siada za kierownicą po spożyciu alkoholu, a najgorsze jest to, że nikt nad tym nie panuje. Wielokrotnie dzwoniłam na policję, jednak wygląda to tak, że gdy zbliża się radiowóz część młodzieży ucieka, a po kilkunastu minutach wraca do głośnej zabawy – mówi inna kobieta, której dom stoi zaledwie kilka metrów od Beczki. – Jeden z moich sąsiadów, starszy człowiek, zwrócił raz uwagę pijanym młodzieńcom. Zwyzywali go, a on tak się tym przejął, że aż poczuł się źle.
Wyjące silniki samochodów
– My tu prawie wszyscy starzy jesteśmy, potrzebujemy spokoju, ale nikt na to nie zwraca uwagi. Nie mam nic przeciwko temu, żeby lokal działał, ale czy ożywienie centrum miasta ma polegać na tym, że oddaje się go we władanie pijanej młodzieży? – pyta kolejny rozgoryczony mieszkaniec.
– Cały plac zajęty jest przez pijących, chodzą też po sąsiednich ulicach, wysiadują na podwórkach i na naszych schodach, które musimy sprzątać. Wielokrotnie dzwoniłem na komisariat policji, ale to nic nie dało. Funkcjonariusze przyjeżdżają, okrążają rynek i tyle. W naszej gminie obowiązuje zakaz nocnej sprzedaży alkoholu, nie obejmuje on lokali gastronomicznych, pytanie jednak, czy takowym jest owa Beczka? Tak czy inaczej, w takim miejscu powinien pracować jakiś ochroniarz, którego zadaniem byłoby pilnowanie porządku. Parę dni temu, w nocy, kilku młodzieńców tuż pod moim oknem zostawiło samochody z włączonymi silnikami, zszedłem do nich i poprosiłem, żeby je zgasili, bo nie mogę spać. Usłyszałem, że jestem starym dziadem i wapniakiem, a były to najdelikatniejsze określenia skierowane w moją stronę. Naprawdę ciężkie życie tutaj teraz mamy – skarży się Zbigniew Bączek, którego dom stoi ledwie kilka metrów od Beczki.
Nasi goście siedzą w ogródku
Menadżer lokalu, Mateusz Tekiela, twierdzi, że często słyszał o zarzutach stawianych przez mieszkańców. – Większość z nich jest jednak bezpodstawna, wydaje mi się, że zanim nasza Beczka stanęła na rynku, było tam o wiele głośniej, młodzi ludzie regularnie spotykali się przy alkoholu, niszczone były znajdujące się tam ławki i parasole. Zdarzyło się nawet, że gdy montowaliśmy Beczkę, osoby pijące przy stołach należących do urzędu miejskiego obrzuciły pracowników instalujących ogródek puszkami z piwem. Każdego dnia widziałem, jakie pozostawiają po sobie góry śmieci, miałem nawet obawy, co będzie, gdy już rozpoczniemy działalność. Osoby, które piją na płycie rynku alkohol, to nie są nasi goście. Nasi goście siedzą w naszym ogródku, a ja nie jestem uprawniony do tego, aby pilnować całego placu, mogę wziąć odpowiedzialność tylko za teren przez nas zajmowany. Chcę także powiedzieć, że wszystkie wydatki poniesione w związku z uruchomieniem lokalu pokryte zostały w całości przez firmę. I jeszcze chcę dodać jedno, jedynym inwestorem Beczki jest firma Kryslex Krzysztof Zachara, właściciel Restauracji Rzym Brzesko. Urząd Miejski w Brzesku w żaden sposób w tych kosztach nie partycypował.
Sprawdzamy dowody osobiste
Mateusz Tekiela zapewnia, że nigdy nie było sytuacji, aby głośna muzyka zakłócała nabożeństwa, które odbywały się na płycie rynku. – Gdy zdarzyło się, że u nas trwał akurat koncert, ściszaliśmy muzykę z szacunku dla uczestników tych spotkań.
Zgodnie z umową ogródek kawiarniany zajmuje 90 metrów kwadratowych. – Jednak zgodnie z zawartym z urzędem porozumieniem, możemy dodatkowo korzystać ze stojących na rynku ławek i stolików, a w zamian zobowiązani jesteśmy do utrzymania na dodatkowym terenie porządku. A jeśli chodzi o przyjeżdżających w okolice rynku głośnymi samochodami i motocyklami, to jesteśmy niestety bezsilni, bo po pierwsze, z reguły nie są to nasi goście, po drugie, nie możemy nikomu zabronić poruszać się drogami publicznymi. W razie konieczności dyscyplinujemy naszych niesfornych gości, absolutnie nie ma mowy o tym, że moglibyśmy sprzedawać piwno małoletnim. Gdy mamy wątpliwości co do ich wieku, zawsze prosimy o pokazanie dowodów tożsamości. Jeśli zaś chodzi o grilla, to gdy tylko dotarły do mnie skargi mieszkańców, od razu przestaliśmy z niego korzystać – dodaje Mateusz Tekiela.
Spotkanie z mieszkańcami
Menadżer lokalu mówi, że zanim rozpoczęli działalność, musieli mieć zgody z urzędu miejskiego, sanepidu oraz konserwatora zabytków, bowiem brzeski rynek wpisany jest do rejestru zabytków.
– Zatem wszystko, co robimy, jest zgodne z prawem, także to, że sprzedajemy alkohol po godzinie 22.00. Nasz ogródek rządzi się takimi samymi prawami jak restauracja, więc nie obowiązuje nas uchwała dotycząca nocnej prohibicji. Już niedługo planujemy zorganizować spotkanie z zainteresowanymi i wyjaśnić ich wątpliwości – zapewnia Mateusz Tekiela.
„W Rzymie jest OK” – to slogan reklamowy widniejący na Beczce. – Nie mogliśmy zamieścić pierwotnie sugerowanych haseł, bo byłaby to ewidentna reklama piwa, a jak wiadomo, w przestrzeni publicznej nie można umieszczać reklam alkoholu. Uznaliśmy, że skoro ogródek należy do restauracji Rzym, naturalnym jest, że w haśle handlowym jest nasza nazwa – wyjaśnia współpracujący z właścicielami lokalu, Jarosław Migoń.
























