W Borzęcinie Dariusz Pitaś ma fatalną opinię, mieszkańcy mówią, że przez całe swoje dorosłe życie kombinował i nie zajmował się rodziną. – Teraz występuje w roli czułego tatusia, ale to tylko na pokaz. Kiedy jego dwie córeczki były małe, zostawił je i żonę, nie płacił na ich utrzymanie. Żona praktycznie sama wychowała dzieci, a teraz Darek chwali się córkami. Ale to tylko pod publiczkę – mówi chcący zachować anonimowość jeden z członków rodziny Pitasia.
Ludzie w Borzęcinie są zniesmaczeni tym, że ktoś wielokrotnie karany zajmuje teraz tak ważną posadę. Jeszcze gorsze zdanie na temat przybocznego Kukiza mają pokrzywdzeni przez niego działacze ruchu, którzy, jak twierdzą, zostali przez Pitasia potraktowani instrumentalnie. – Miałem obiecane, że moje nazwisko znajdzie się na dość wysokiej pozycji na liście wyborczej w naszym okręgu. Wiedziałem, że nie dostanę tego za darmo, więc zakasałem rękawy i zabrałem się do pracy – opowiada jeden z nich. – Organizowałem spotkania, przekonywałem wyborców, rozwoziłem plakaty i ulotki, współredagowałem ich treść. Przez kilka miesięcy cały czas byłem w rozjazdach, na co straciłem wiele czasu i pieniędzy. Kiedy przyszło do ostatecznego ustalania listy, okazało się, że nie ma na niej dla mnie miejsca. Ale nie tylko ja znalazłem się w takiej sytuacji, Pitaś niewiele robił, a potem układał listy według własnego uznania, do dzisiaj nie wiem, co o tym decydowało. W czasie całej kampanii wyborczej do Sejmu Pitaś prowadził niejasną grę, pełną intryg i podstępów. Myślę, że Paweł Kukiz o tym nie wiedział – mówi jeden z pokrzywdzonych.
Dariusz Pitaś ma 43 lata, nie ma matury, ale nie przeszkadzało to liderowi Kukiz`15 w zatrudnieniu go na stanowisku dyrektora biura klubu parlamentarnego. Natomiast całkiem imponująco przedstawia się jego kartoteka sądowa. Według informacji pochodzących z Sądu Rejonowego w Brzesku w 2001 Dariusz Pitaś został skazany za uporczywe niepłacenie alimentów (sygn. akt IIK 397/01). Wyrok uległ zatarciu w czerwcu 2005 roku, ale rok wcześniej Pitaś, o czym informuje brzeski sąd, został skazany za trzy czyny stanowiące każdorazowo przestępstwo z artykułu 286 paragraf 1 kodeksu karnego. Skazano wówczas Pitasia na półtora roku wiezienia w zawieszeniu na cztery lata za to, że ukradł sześć tysięcy złotych i dziesięć tysięcy dolarów. W sądowym piśmie można przeczytać dalej, że tym samym wyrokiem (sygnatura akt II K 397.01) D. Pitaś został uznany za winnego czynu opisanego w artykule 297 paragraf 1 kodeksu karnego – mowa o oszustwie. Co ciekawe, ta kara uległa zatarciu dopiero w czerwcu ubiegłego roku, gdy Pitaś pracował już na konto Pawła Kukiza.
Sam zainteresowany twierdzi, że faktycznie popełniał w młodości błędy i siedział w więzieniu za pobicie. Jest to jednak nieprawda.
Pitasia bronią jego koledzy z ruchu. Paweł Kukiz nie widzi nic złego w tym, że jego najwierniejszy druh był w przeszłości karany. Twierdzi, że „każdemu może się zdarzyć”. Jak lew broni także Pitasia wicemarszałek Sejmu, Stanisław Tyszka z Kukiz`15. Jego zdaniem Pitaś, który był w przeszłości karany za kradzież, oszustwa i niepłacenie alimentów, był… niekarany. – Albo szanujemy prawo, albo nie. Jeżeli mamy instytucję zatarcia, to w tym momencie nie wolno mówić o Dariuszu Pitasiu, że miał problemy z prawem – powiedział wicemarszałek.
Dyrektor poselskiego biura z wyrokami
REKLAMA
REKLAMA
























