Nowe zasady będą obowiązywać od 1 lipca. Śmieci zmieszane, znajdujące się w kontenerach, wywożone będą dwa razy w miesiącu. Odpady segregowane odbierane będą raz w miesiącu, przy czym pracownicy BZK zabierać będą tylko worki całkowicie wypełnione. – Na początku lipca każdy, kto ma podpisaną umowę z gminą, dostanie komplet 4 worków – na plastik, szkło, papier i metal – wyjaśnia prezes Brzeskich Zakładów Komunalnych, Janusz Filip. – Teraz odbieramy śmieci tylko połowicznie segregowane, w workach znajdują się wszystkie rodzaje odpadów, ale od lipca to się zmieni, a nasi klienci będą musieli sortować śmieci bardzo dokładnie i w danym worku umieszczać tylko jeden ich rodzaj.
4 miliony złotych zapłaci samorząd za odbiór od mieszkańców i wywóz śmieci z terenu gminy przez dwa lata. Przetarg wygrały Brzeskie Zakłady Komunalne, ale jak mówi prezes spółki, zwycięstwo jest połowiczne, bo nie przyniesie firmie praktycznie żadnych zysków, pozwoli jedynie na bezpieczne funkcjonowanie. Do przetargu spółka przygotowywała się kilka miesięcy, odbywały się szkolenia pracowników, a na parkingu firmy pojawił się nowy, niezbędny sprzęt. – Z wielką uwagą śledziłem przetargi w innych gminach i stwierdziłem, że różnice w cenach oferowanych przez firmy są ogromne – wyjaśnia prezes. – Po żmudnych obliczeniach stwierdziłem, że nie mogę wystawić ceny niższej niż 4 miliony, bo to groziłoby poważnymi kłopotami finansowymi. Będziemy także obsługiwać gminny punkt zbiórki odpadów wielkogabarytowych, będą trafiać do niego także elektrośmieci i gruz. Śmieci segregowane w workach przewożone będą do Nowego Sącza, zaś te z kontenerów do Krakowa, tam będą jeszcze odpowiednio selekcjonowane i większa ich część po specjalistycznej obróbce trafi do cementowni jako paliwo.
Wielkim i dotąd nierozwiązanym problemem jest segregacja odpadów przez mieszkańców osiedli mieszkaniowych. Przed blokami stoją co prawda odpowiednie pojemniki, ale wystarczy, że ktoś wyrzuci do nich śmieci zmieszane z kosza i już odpady nie mogą być przetwarzane. – Łamiemy sobie nad tym głowę od lat, na razie bez skutku – przyznaje prezes Filip. – Myślę, że do czasu, gdy ludzie sami nie nabiorą zwyczaju segregowania swoich śmieci i umieszczania ich w odpowiednich kontenerach, to nawet najlepsze przepisy niczego nie zmienią.
Prezes BZK wątpi w to, że wprowadzenie nowej ustawy wyeliminuje problem dzikich wysypisk. – Na część śmieci nie ma miejsca w kontenerach, a ich producenci zobowiązani będą sami zawieźć je w odpowiednio do tego przystosowane miejsca. Część mieszkańców na pewno zastosuje się do tych nakazów, ale nie wszyscy. Bo skoro nie będą mogli wyrzucić śmieci do kontenera, a do punktu będą musieli dojechać wiele kilometrów, to łatwiej im będzie pozbyć się kłopotliwych odpadów i wyrzucić je w nocy do pobliskiego lasu czy rowu.
Uwaga! Będą zaglądać do naszych śmieci!
REKLAMA
REKLAMA
























