Rodzice będą protestować?

0
gminna oswiata
Zespół Szkolno - Przedszkolny w Słupcu ma warunki lokalowe do tego, aby mieściła się tam szkoła ośmioklasowa i przedszkole. Koncepcja samorządu dotyczy tylko szkoły, co nie podoba się mieszkańcom, którzy nie chcą stracić przedszkola
REKLAMA

Zapowiadają, że jeśli tak się nie stanie, wyślą swoje dzieci do szkoły i przedszkola w Otałęży w województwie podkarpackim. To nie jedyny punkt zapalny związany z oświatą, do protestów przygotowują się także rodzice uczniów ze szkół w Skrzynce i Radwanie.
– Zaproponowano nam dwa rozwiązania, ale żadne nas nie satysfakcjonuje. Dano nam do wyboru pomiędzy mniejszym a większym złem, a co najgorsze zawiadomiono nas o tym dwa dni przed sesją rady miejskiej, nie mieliśmy chwili czasu, aby się zastanowić. Chcą zabrać dzieci z naszego przedszkola i dowozić je do odległego o kilka kilometrów Maniowa – mówi mieszkaniec Słupca, Jacek Łachut.
W Słupcu na razie jest zespół szkolno-przedszkolny, znajduje się tam mieszany oddział przedszkolny i podstawówka z klasami od pierwszej do trzeciej. W sąsiednich Borkach znajduje się przedszkole, gimnazjum i podstawówka z klasami czwartą, piątą i szóstą, w niedalekim Maniowie jest malutka podstawówka, w której uczą się dzieci w klasach od pierwszej do trzeciej. Władze Szczucina zaproponowały mieszkańcom, że w Słupcu i w Borkach będą ośmioklasowe podstawówki, zaś w Maniowie powstanie duże przedszkole. – Postawiono nam warunek, że jeśli przedszkolaki zostaną w Słupcu, wtedy szkoła będzie trzyklasowa, absolutnie nie możemy się z tym zgodzić, bo boimy się, że z czasem placówka zostałaby zlikwidowana. Jeśli się okaże, że faktycznie starsze dzieci będą musiały być dowożone do innej miejscowości, wtedy poślemy je do Otałęży, a gmina straci na nie dopłatę oświatową – dodaje Jacek Łachut.
Samorządowe propozycje jeszcze większy sprzeciw budzą wśród rodziców przedszkolaków. – Mam trzyletnie dziecko i chciałam, aby poszło do przedszkola blisko domu, aby w każdej chwili mogła go stamtąd odebrać moja mama. Tymczasem dowiaduję się, że maluch będzie dowożony ponad 10 kilometrów do Maniowa, a gdy zachoruje w przedszkolu, to kto go wtedy odbierze? Chciałabym posyłać synka tylko na trzy, cztery godziny, gdy będzie dowożony, zmuszony będzie czekać na resztę dzieci do popołudnia – denerwuje się Dorota Woźniak.
Mieszkańcy Słupca i Borków, jak usłyszeli, co planują zrobić władze gminy, w czasie kilkudziesięciu godzin zebrali blisko pół tysiąca podpisów pod listem, który wysłali do krakowskiego kuratorium. – Czekamy na odpowiedź i liczymy na to, że kuratorium przychyli się do naszego stanowiska, a rada miejska uchyli uchwałę o sieci szkół i przedszkoli – dodaje Dorota Woźniak.
Stanowisko rodziców w pełni popiera dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Słupcu, Władysława Wróbel. – Mamy warunki lokalowe do tego, aby była u nas szkoła ośmioklasowa i przedszkole. Nie bez znaczenia jest fakt, że jeśli chodzi o wyniki nauczania, jesteśmy najlepszą placówką w gminie. Skoro coś dobrze działa, to po co to psuć? Rodzice są zadowoleni, stąd ich determinacja – mówi.
– Jeszcze zanim podjęliśmy jakiekolwiek decyzje, udaliśmy się do kuratora i wspólnie ustaliliśmy, że specyfika usytuowania szkół w naszej gminie, ich wyposażenie oraz demografia wymagają uporządkowania sieci szkolnej – wyjaśnia kierownik Centrum Usług Wspólnych, Janusz Ryś. – Propozycje te przedstawiliśmy na zebraniach, w których uczestniczyli rodzice, mieszkańcy, nauczyciele, radni, dyrektorzy szkół. Naszym zdaniem dobrym rozwiązaniem byłaby likwidacja podstawówki w Maniowie, przekształcenie przedszkola w Słupcu i likwidacja oddziału przedszkolnego w Borkach. W konsekwencji w Borkach i w Słupcu powstałyby ośmioletnie szkoły, zaś w przedszkolu w Maniowie działałyby cztery oddziały dostosowane dla poszczególnych grup wiekowych. Placówka pracowałaby dziewięć godzin, a dzieci miałyby doskonałe warunki lokalowe, maluchom zapewnimy oddzielny dowóz.
Kierownik Ryś zapewnia, że wszystkie decyzje są podejmowane z troską o dobro dziecka, ich rodziców, ale także nauczycieli, którzy w związku z reformą narażeni są na utratę miejsc pracy.- Radni podjęli uchwały intencyjne, zostały one przekazane do oceny kuratora, prawdopodobnie pod koniec lutego otrzymamy odpowiedź, która będzie podstawą następnych decyzji związanych z ustaleniem sieci szkolnej w naszej gminie  – mówi.
Janusz Ryś wspomina o kolejnym sporze w innej części gminy – w Radwanie i Skrzynce. Są to dwie sąsiadujące ze sobą miejscowości, w pierwszej z nich jest gimnazjum, w drugiej szkoła podstawowa, w której z powodu małej liczby uczniów nauka prowadzona jest w klasach łączonych. Każda z tych miejscowości chciałaby mieć szkołę, co ze względów ekonomicznych i demograficznych nie jest możliwe. – Każdy rodzic chciałby, aby jego dziecko uczyło się blisko domu, ale z różnych względów jest to po prostu nierealne. Gdybyśmy chcieli opierać się tylko na racjach rodziców, wtedy w każdej szkole uczyłaby się garstka dzieci, a gmina dopłacałaby dodatkowe miliony na ich utrzymanie – dodaje.
Już teraz gmina do subwencji oświatowej dokłada rocznie dwa miliony złotych, drugie tyle kosztuje utrzymanie przedszkoli – dla Szczucina to kwoty ogromne, a z pewnością w związku z reformą oświaty wydatki te wzrosną. Ze względu na to, że szkolne placówki położone są na obrzeżach gminy, każdego dnia konieczne jest zapewnienie dowozu dla ponad pół tysiąca uczniów. Ale nie tylko to spędza sen z powiek samorządowców. – W tym roku i w przyszłym nie powinno być zwolnień ze szkół, jednak za dwa lata, po wygaśnięciu gimnazjów, bez pracy może pozostać nawet kilkudziesięciu nauczycieli i pracowników obsługi – mówi Ryś.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze