Madagaskar jest krajem trudnym, gdzie ceny dla turystów są wielokrotnie wyższe niż te dla miejscowych ludzi, i gdzie podróże są męczące, a nawet bolesne, bo drogi istnieją tylko na krótkich odcinkach. Mimo to – uważam – Madagaskar jest krajem fascynującym, niezwykłym, niepowtarzalnym. Z tych samych powodów, z których jest trudny.
Tuk-tuk i „biedka”
Dla mieszkańców Madagaskaru chodzenie piechotą jest wciąż najbardziej popularnym sposobem dotarcia gdziekolwiek. Przejście pięciu czy ośmiu kilometrów to w zasadzie codzienność – tak chodzi się na targ, do pracy, kościoła czy w odwiedziny do rodziny. Tylko zamożniejszych stać na miejsce w tuk-tuku (motorowej rykszy z kabinką, zabierającą od trzech do siedmiu osób). Tuk-tuki nie wszędzie zresztą dotrą, bo drogi na Madagaskarze są w naprawdę fatalnym stanie, a czasem po prostu nie istnieją. Malgasz musi dobrze chodzić, a towar na targ, bagaż czy zakupy – nosić na głowie. Sztukę tę opanowują wszystkie kobiety, a także większość mężczyzn.
W okolicach wioski Andasibe spotkaliśmy idącą poboczem dziewczynę, młodą, drobną i wiotką, która niosła w chuście na ciele niemowlę, a na głowie ni mniej, ni więcej, tylko… kanapę. Kanapa była co prawda z bambusa i rafii, ale całkiem spora, a dziewczynę spotkaliśmy na siedmiokilometrowym odcinku między dwiema wioskami. Taki dystans zamierzała i musiała przejść z dzieckiem i kanapą na głowie. Chciałam ją podwieźć tuk-tukiem, ale dziewczyna nie chciała zostawić kanapy, która nie zmieściłaby się do pojazdu. Jak wyjaśniła nie bez dumy, jakiś czas temu zamówiła tę nową kanapę u rzemieślnika w Andasibe i teraz niosła ją do domu. Musiała. Zwyczajnie nie było sposobu, by inaczej dostarczyć mebel.
Do przewożenia rzeczy, które trudno przenieść, na Madagaskarze są dwukołowe ręczne wózki. W Polsce ten model popularny był w latach międzywojennych i nazywany „biedką”. Na Madagaskarze to częsty widok – „biedki” przeważnie toczą nastoletni chłopcy, którzy pchają je czasem w kilku, przy okazji pokazują sztuczki z huśtaniem się lub gimnastykowaniem na drągach uchwytów. Jeśli ręczne uchwyty zamieni się na dyszel, można do wózka zaprząc parę garbatych krów zebu.
Pasażer musi siedzieć?
W nadrzecznej dzielnicy Tany widziałam kiedyś wypadek z udziałem takiego wózka. Spłoszone przez motocykl zebu wbiegły na stok rzecznego wału, niemal wywracając ciężko wyładowany wózek, a w każdym razie zrzucając powożącego mężczyznę, jego żonę i małego synka. Na szczęście skończyło się na strachu i siniakach.
Pomijając przewóz towarów, w Tanie nietrudno o tani transport. Pomiędzy miastem a odległymi o kilkanaście kilometrów wioskami kursują stale zatłoczone busy, zwane taxi-brousse. Przejazd jednej osoby kosztuje 600-800 ariarów, czyli równowartość 60-80 groszy. Oczywiście trzeba wiedzieć, który bus skąd i gdzie jedzie, i gdzie ewentualnie można się przesiąść. Turyści w ten sposób nie jeżdżą – między Taną a Ivato zawsze byłam jedyną białą. Ale pasażerów jest mnóstwo i ładuje się ich „na full”, czyli nie tylko na wszystkie miejsca siedzące, ale także na „dostawki” z cienkich desek, wsuwanych między siedzenia. Wszyscy muszą siedzieć, bo w Tanie jest zakaz wożenia pasażerów na stojąco. Powodem był podobno karambol, w którym zderzyło się kilkanaście busów i ciężarówek, bo kierowca któregoś busa skręcił, nie widząc z powodu tłoku nic z tyłu ani z boków. Jedna z głównych ulic Tany przez trzy dni była potem zablokowana. Oczywiście to jedna z miejskich opowieści, która nie musi być prawdziwa.
Uroki handlu
Zasadniczo Malgasze starają się raczej zamieniać towar na pieniądze niż na odwrót. Jeśli jest wybór, lepiej używać rzeczy, za które nie trzeba ekstra płacić – plecionych koszów i narzędzi domowej roboty, łatanych ubrań, naprawionych sprzętów. Szewców, krawców, kotlarzy łatających metalowe naczynia w każdej wiosce i na każdym targowisku znaleźć łatwo. Kotlarzy – po dźwięku nieustannie wyklepywanych miednic…
Na targowisku w Ivato przy jednym z prowizorycznych drewnianych stołów widziałam człowieka ubranego wyłącznie w rzeczy, które można zrobić domowym sposobem: szorty z samodziałowej tkaniny i czapkę z plecionki palmowej. Co robił? Naprawiał smartfony. Tak. Za pomocą cienkiego wkrętaka i spawarki, chyba też domowej roboty. Smartfony są bardzo modne wśród młodzieży i biznesmenów na Madagaskarze. I bardzo drogie dla przeciętnego mieszkańca wyspy. Większość z nich nie ma nie tylko smartfonów, ale w ogóle telefonów, czyli starego typu komórek, które są tu najbardziej popularne.
Trzeba dodać, że „na targu w Ivato” to określenie bardzo ogólne. Oczywiście w Ivato jest co najmniej jeden duży targ, ale poza tym – jak wszędzie na Madagaskarze – targ jest wszędzie. Wystarczy kawałek krawężnika, mur albo kamień przy drodze, kawałek płotu lub pół metra kwadratowego ziemi czy betonu, by można było rozłożyć płachtę, położyć deskę, postawić koszyk, powiesić kilka ubrań albo też stanąć samemu, z tacą w ręku lub pudłem na głowie…
To całkiem proste: jeśli można coś sprzedać, trzeba to zrobić, bo pieniądze są cenne jako coś wymienialnego na wszystko. Jeśli zbierzesz trochę owoców gujawy, ułóż z nich ładny stosik i spróbuj go spieniężyć. Nieważne, że rosną wszędzie, nawet tuż nad twoją głową (bo stoisz w cieniu) – nie każdemu chce się je zbierać, ktoś zamożniejszy niż ty może je kupi. Nagotowałaś gar kawy albo zupy – świetnie, wystaw go przed domem, połóż obok kilka placków i możesz sprzedawać gotowe śniadania/obiady (zwykle w cenie 80 gr – 3 zł). Dzieci wyrosły z ubranek – powieś je na płocie, ktoś z przechodniów kupi… I tak dalej. Nie trzeba stale trudnić się handlem, wystarczy mieć czegoś trochę więcej niż potrzeba na bieżąco – zupy, ciastek, warzyw, szaszłyków z mięsa zebu, wyciśniętego soku.
Świat bez lodówek
Dlatego też na Madagaskarze handluje się m.in. plastikowymi butelkami po napojach i pustymi słoikami (na soki i domowej roboty jogurty), a w kuchni nigdy nie brak dużych misek, tac albo szklanych gablotek na dwie półki, w których można wystawić ciasto czy mięso… Nadmiar żywności trzeba od razu sprzedać, bo większość malgaskich domów nie posiada lodówek. Dlatego na zwierzęta na targu przykro patrzeć – sprzedaje się je i kupuje żywe, skrępowane, na pół uduszone. Nawet drobne ryby sprzedaje się jeszcze żywe, trzepoczące na ladzie. Nie ma innego wyjścia. Krowy zebu na ubój pędzi się kilkadziesiąt albo ponad sto kilometrów, żeby zaopatrzyć miasto w świeże mięso.
Oczywiście są uliczne „boucherries”, czyli jatki. Małe dziuple z ladą przy ulicy, w których wiszą poćwiartowane kawałki czerwonej wołowiny czy wieprzowiny ze skórą, tuszki kurczaków czy długie pęta kiełbasek z zebu. Zwykle nie ma tego wiele. Podobno niektórzy z rzeźników mają lodówki, ale większość musi sprzedać towar do wieczora. Dlatego jatki są otwarte do późna i podobno wieczorem można kupić mięso znacznie taniej. Trzeba je od razu przyrządzić. Jednym z popularnych towarów sprzedawanych w miastach i wioskach wszędzie, nawet na poboczu chodnika, jest węgiel drzewny, na którym się gotuje. Sprzedaje się go w małych kupkach, po kilka kawałków. Nie każdego stać na całe wiadro…
Na co stać każdego, to… fryzura. Nie tylko w miastach, ale i w każdej wiosce roi się od drewnianych budek (czy wolno stojących krzeseł!) z odręcznie wypisaną tabliczką „Mpanety” – co po malgasku oznacza fryzjera. Fryzjerowi z sąsiedztwa (zawsze taki jest) zapłacić można miską zupy, wyhodowanym w ogródku ananasem (widziałam taką transakcję) czy kawałkiem deski do załatania dachu. I dzięki temu nosić na głowie albo modne, artystycznie wystrzyżone wzory (w przypadku mężczyzn i chłopców) albo kompozycję z mnóstwa cienkich warkoczyków (kobiety). Co więcej, aby chodzić w burzy warkoczyków nie trzeba mieć długich czy szczególnie gęstych włosów. Na targu można sobie bowiem niedrogo dokupić treski, tupeciki czy dodatkowe pasma włosów pakowane w folię, które doplata się do tych prawdziwych włosów, tworząc „naturalnie wyglądającą” fryzurę. I tak naprawdę nie musi to wyglądać szczególnie naturalnie. Przecież lepiej, gdy dziewczynę stać, by dokupić sobie włosów…
# TEMI, Podróże, Od kanapy do fryzury, Madagaskar, tuk-tuk, biedka, Andasibe, zebu, Tana, taxi-brousse, Ivato, targ uliczny, handel, boucherries, jatki, warkoczyki
![Utrudnienia w ruchu przy tarnowskim sądzie [ZDJĘCIA] Utrudnienia na ul. Dąbrowskiego](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Utrudnienia-ul.-Dabrowskiego-4-218x150.jpg)



![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)



















