Wśród orchidei

0
Wśród orchidei
fot. Marta Tutaj
REKLAMA

Nie jestem wielbicielką wypielęgnowanych ogrodów, a moje sukcesy w hodowli kwiatów ograniczają się do kwitnących (czasem) kaktusów. Zdarzało się jednak, że podczas podróży zwiedzałam ogrody botaniczne. Dwa, w których rosły orchidee, zrobiły na mnie naprawdę duże wrażenie.

Orchid Park w Kuching był najspokojniejszym miejscem w centrum Kuching, stolicy malezyjskiego stanu Sarawak na wyspie Borneo. Bywałam w nim dość regularnie, gdy tylko „przesiadałam się” w Kuching w drodze do kolejnego rezerwatu przyrody. Mieszkałam w małym schronisku w samym centrum Kuching, a Park Orchidei był szybką ucieczkąa od miejskiego zgiełku i migotania. Tak – migotania, bo stanowiący centralny punkt Kuching Złoty Most Jubileuszowy (Golden Anniversary Bridge) po zmierzchu świecił cały jak wesołe miasteczko, nieustannie zmieniając kolory.

Park Orchidei leży za mostem, po drugiej stronie rzeki Sarawak, po drodze do sławnego, choć i nieco kiczowatego Muzeum Kotów, w sąsiedztwie Astany (pałacu) i Fortu Margerita – głównych zabytków miasta. W przeciwieństwie do wymienionych obiektów wstęp do ogrodu jest wolny, a na stosunkowo niewielkim jego terenie znajduje się kilka miejsc, gdzie można usiąść, odpocząć wśród zieleni i nie tylko podziwiać kwiaty, ale i popatrzyć na ptaki, które tu – na obrzeżach miasta, choć tuż przy jego centrum – znajdują sobie oazę.

Park Orchidei w Kuching narodził się jako przedsięwzięcie prywatne w latach dziewięćdziesiątych i w roku 1994 został otwarty dla publiczności. Znajdował się wtedy bliżej rzeki i zajmował zaledwie kilka hektarów. W 2003 roku, kiedy zaczęto zagospodarowywać brzeg rzeki Sarawak naprzeciw dzielnicy Waterfront, teren ogrodu przeznaczony został pod budowę Centrum Zgromadzeń Państwowych Sarawaku (obecnie to jeden z najbardziej charakterystycznych budynków Kuching). Park wraz z większością sadzonek kwiatów przeniesiono wtedy na większą, 15-hektarową działkę, do której od rzeki prowadzi wysadzana palmami droga. Ponowne otwarcie parku odbyło się w 2009 roku i od tamtego czasu w Kuching znów można oglądać orchidee i wśród nich odpoczywać. Całe szczęście. Centrum Zgromadzeń zawsze wolałam podziwiać z daleka.

REKLAMA (2)

Najlepiej jako odbicie w wodzie.

Borneańskie piękności

Prowadzący ogród dobrze wykorzystali nową przestrzeń – obecnie znajduje się tam szkółka kwiatów i część parkowo-ekspozycyjna, obejmująca m.in. oranżerię ze sztucznie nawilżanym powietrzem, kwiatowe rabaty i aranżacje oraz miejsca rekreacyjne ze strumykami i ławeczkami w cieniu. W cieplarni, na rabatach oraz w wiatach z podwieszanymi doniczkami, a także na drzewach (!) uprawia się ponad 75 tys. roślin, w tym ponad 80 gatunków storczyków i przeszło 40 gatunków ananasowców, bananowców i innych roślin. Jak informuje folder Orchid Park, są tu storczyki lądowe, hybrydowe i epifity, są rośliny właściwe dla miejsc zacienionych, wilgotnych i dla terenów otwartych. Mnie najbardziej podobały się aranżacje, gdzie storczyki i rośliny z rodziny ananasowatych prezentowane są na starym drewnie martwych i żywych pni. Polscy ogrodnicy, zbyt często zakochani w niskich iglakach, czarnej folii i tłuczniu kamiennym, mogliby z tych ekspozycji wiele się nauczyć.

Choć oczywiście uprawa storczyków na wolnym powietrzu w Polsce to raczej marzenie. Dlatego już rabaty przed bramą Orchid Park, porośnięte gęstwą orchidei wyższych niż człowiek i kapiących od niezwykłych nakrapianych kwiatów to coś, co w Polsce w ogóle trudno sobie wyobrazić.

Wśród orchidei
fot. Marta Tutaj

Dumą ogrodu jest kolekcja Borneo Orchids, prezentująca lokalne, często dzikie gatunki storczyków. Niektóre z nich udało się przystosować do hodowli w warunkach ogrodowych i w parku można nabyć ich sadzonki. Gwiazdą Orchid Park jest Phalaenopsis bellina, zwana też Normah Orchid – gatunek endemiczny, niewystępujący nigdzie poza Borneo (bywa hodowany w warunkach domowych, ale jest trudny w uprawie!). Storczyk ten został odkryty w 1849 roku przez podróżnika-botanika Teijsmana i do dziś rośnie dziko w Sarawaku, m.in. w Parku Narodowym Lambir Hills. W warunkach naturalnych nie jest go jednak łatwo zobaczyć, bo to epifit, rosnący wysoko w koronach drzew, w lesie deszczowym. W Orchid Park Kuching – owszem, mają tych kwiatów sporo.

Z innych borneańskich orchidei zobaczyć tu można m.in. Paphiopedilum sanderianum – duże storczyki rosnące dziko w Parku Narodowym Gunung Mulu na północy wyspy, Coelogyne pandurata – epifity o zielonych i czarnych kwiatach, czy Vanda dearei – orchidee zwane też Tebaknag (od wioski, gdzie je odkryto), podobno niekwitnące poza rodzinną wyspą. Na Borneo mają biało-żółte, mocno i przyjemnie pachnące kwiaty. Albo Bulbophyllum beccarii – storczyki o dużych skórzastych liściach i wielkich ciężkich kiściach kwiatów. Te okazałe rośliny mało są jednak popularne w uprawie, ponieważ ich zapach w porze kwitnienia jest ponoć… nie do zniesienia.

REKLAMA (3)

Nad ogrodem unosił się jednak całkiem przyjemny zapach, pochodzący zapewne nie tyle z delikatnych orchidei, co z kwitnących pnączy rosnących nad strumieniem. Do ich żółtych kwiatów ściągało wiele nektarników, a wśród krzewów buszowały mniszki, żołny, drobne gołąbki i majny. Gdy robiło się naprawdę cicho, z zarośli nad strumieniem wychodziły kurki wodne i barwne argusy malajskie, by spacerować po alejkach między orchideami.

Miniaturowy Eden

Zupełnie innym doświadczeniem była wizyta w Ogrodzie Orchidei w Mindo, miejscowości położonej w dolinie Andów Tropikalnych w Ekwadorze. Ten niewielki, południowoamerykański ogród specjalizował się bowiem w… miniaturowych storczykach. Klombów orchidei rosnących wyżej niż człowiek – jak te sprzed bramy Orchid Kuching Park – nikt tu pewnie nie umiałby sobie wyobrazić, a kwiaty o średnicy większej niż centymetr zdarzały się bardzo rzadko. Kilkadziesiąt gatunków lokalnych górskich orchidei mieściło się po prostu w małych doniczkach i skrzynkach, ustawionych pod ścianami domu lub w ogrodzie, w cieniu krzewów. Właściciel tego miniaturowego Edenu oprowadzał mnie, pokazując kwiaty i pomagając eksponować je do zdjęć. Najczęściej fotografowałam storczyki… na tle ludzkiego paznokcia.

Niestety, właściciel ogrodu nie mówił po angielsku, a ja zbyt mało rozumiałam hiszpański, by dowiedzieć się czegoś więcej o maleńkich cudach natury, które oglądałam. Jeden czy dwa gatunki nauczyłam się jednak rozpoznawać i sprawiło mi potem wielką przyjemność, gdy następnego dnia podczas wędrówki przez górski wilgotny las znalazłam na skale drobne orchidee właśnie z tej rodziny.

Do roślinnego świata w tym ogrodzie dostosowała się miejscowa fauna. Najczęstszymi gośćmi były kolibry, ściągające do rozwieszonych wśród krzewów poidełek ze słodkim napojem. Zawisały w powietrzu, granatowo-turkusowe, szmaragdowozielone lub mieniące się fioletem. Motyle także były drobne, błękitne, żółtawe lub białe – raz tylko wpadł duży, barwny, z długimi ostrogami przy skrzydłach. Właściciel jednak pokazał mi w rogu ogrodu mrówki, które wśród swojej rodziny na pewno były olbrzymami…

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze