Po wypadku Krystiana Rempały zadzwonił do mnie kolega mało interesujący się sportem i zadał pytanie: Dlaczego na żużlu giną ludzie?
Rozmawiałem kilka dni temu ze znajomą, od której dowiedziałem się, że w ostatnim czasie śmierć poniosło trzech jeźdźców uprawiających skoki przez przeszkody. Niestety, są sporty, których uprawianie wiąże się z dużym ryzykiem. To nie jest tak, że żużel to jakaś dyscyplina dla potencjalnych samobójców.
Co w takim razie wydarzyło się w niedzielę 22 maja na torze w Rybniku? Znamy dramatyczne skutki wypadku Krystiana Rempały i Kacpra Woryny, ale tak naprawdę nie znamy wszystkich przyczyn?
Pierwszy łuk po starcie to newralgiczne i najbardziej niebezpieczne miejsce w każdym biegu. Zawodnicy jadą tuż obok siebie, wpadają w łuk kontrolowanym ślizgiem z prędkością około 70 kilometrów na godzinę i walczą na styku o jak najlepszą pozycję. W Rybniku, jak zwykle w takich przypadkach, zadecydował splot niekorzystnych okoliczności. Nie znam szczegółów, ale przecież coś musiało spowodować, że Kacper Woryna nie zdołał opanować motocykla, i coś musiało spowodować, że Krystianowi Rempale spadł kask z głowy, co miało tragiczne następstwa.
Kiedyś nie było pneumatycznych band, zawodnicy jeździli w kaskach, które pękały po silniejszym uderzeniu pięścią, nie korzystali z ochraniaczy na kręgosłup. Dziś przepisy dotyczące bezpieczeństwa na torach są coraz bardziej restrykcyjne, zdobycze techniki też wydają się robić swoje, tymczasem nadal jesteśmy świadkami tragedii…
Z jednej strony tak jest, z drugiej jednak podejmuje się decyzje dla bezpieczeństwa niekorzystne. Chociażby kontrowersyjna kwestia nowego typu tłumika. Problem wziął się stąd, że Międzynarodowa Federacja Motocyklowa FIM chciała otrzymać dotację od Unii Europejskiej za obniżenie głośności w sportach motorowych. Chodziło oczywiście o sprawę ochrony środowiska. Działacze poszli więc po najmniejszej linii oporu i zlecili konstrukcję nowego tłumika, który – mówiąc oględnie – po prostu zatkano. W efekcie wpływa to niekorzystnie na pracę silnika, który momentami ma za małą moc i utrudnia prowadzenie motocykla. Przelotowe tłumiki nie powodowały przegrzewania i nie zabierały mocy silnikowi. W stowarzyszeniu, którym kieruję, walczymy o powrót do dawnych, bezpieczniejszych tłumików, ostatnio stosowny apel do żużlowych władz podpisali kapitanowie wszystkich drużyn ekstraligowych. Warto też zwrócić uwagę na materiał wysypywany w ostatnich latach na tory. To już nie jest sypki granit, ale z reguły sjenit, który, kiedy spadnie na niego deszcz, zachowuje się jak gąbka. W efekcie zawodnicy mają problem z płynną jazdą. Bo na takiej nawierzchni jeździ się ciężej. Tomasz Gollob zaapelował ostatnio o wprowadzenie zakazu bronowania torów i moim zdaniem ma rację.
Co siedzi w psychice zawodnika, że po ciężkim wypadku wraca do uprawiania tego sportu. Albo jest świadkiem śmierci kolegi na torze, ale pomimo to nie wyobraża sobie, aby nie startował dalej? Jak to było z Tobą, przecież byłeś świadkiem wielu dramatów na torze, a pomimo to nadal uprawiałeś żużel do momentu wypadku w Szwecji, który na wiele lat skazał Cię na inwalidzki wózek?
Oczywiście każdy zawodnik to bardzo przeżywa i taki dramat, jak ten w Rybniku, przez jakiś czas „siedzi” gdzieś, jak to się mówi, z tyłu głowy. Ale tego balastu trzeba się jak najszybciej pozbyć, aby normalnie funkcjonować. Myślę, że zawodnicy są na takie myśli o potencjalnym niebezpieczeństwie specjalnie uodpornieni. Złe myśli trzeba po prostu odrzucić. Jak wszyscy jestem bardzo przygnębiony śmiercią Krystiana. Tak samo było, kiedy kilka lat termu zginął Anglik Lee Richardsson, z którym – można tak powiedzieć – wspólnie „rosłem” na żużlu. Tyle że ja już nie jeżdżę na torze. Zawodnikom, którzy startują, szczególnie najbliższym Krystianowi, współczuję, bo nie jest im teraz łatwo.
Ciężko przeżywających zawodników Unii czeka ciężka walka o ligowy byt. Słyszałem opinie poważnych kibiców związanych z tarnowskim żużlem od wielu lat, że trzeba się poważnie zastanowić nad wycofaniem drużyny z rozgrywek. Gdyby do tego doszło, to biorąc pod uwagę zbliżającą się modernizację stadionu w Mościcach i fakt, że drużyna „Jaskółek” przez dłuższy czas będzie „bezdomna”, mogłoby oznaczać potężny kryzys, a w konsekwencji nawet koniec tego sportu w Tarnowie…
Mam nadzieję, że tak się nie stanie. Nie możemy się poddawać!
Krzysztof Cegielski: Każdy przeżywa ten dramat
REKLAMA
REKLAMA























