Jak to się stało, że firma z Tarnowa organizuje prestiżowy puchar Volkswagen Castrol Cup, który wyrobił sobie świetną markę w świecie wyścigów samochodowych?
W sporcie samochodowym pracujemy już od kilkunastu lat. Kiedy Volkswagen pojawił się w Tarnowie, założyliśmy sobie, że sport będzie częścią naszej działalności, bo to doskonała forma promocji, ale też coś bardzo ciekawego i ważnego w naszym życiu. Moi synowie startują w różnych seriach wyścigowych na całym świecie, a ja zastanawiałem się, dlaczego w Polsce nie ma czegoś takiego. W latach 2005‑2007 zorganizowaliśmy więc pierwszą edycję Volkswagen Castrol Cup. Wybrano nas do tego działania, bo wykazywaliśmy inicjatywę i byliśmy aktywni na polu sportów samochodowych.
Ale ten puchar w Polsce w pewnym momencie się zakończył…
Warto podkreślić, że dużym sukcesem, bo tak spodobał się zagranicznym firmom, że zaproponowano nam współpracę. W Tarnowie zbudowaliśmy 51 aut, które jeżdżą do dzisiaj w holenderskim Volkswagen Endurance Cup. Natomiast w Polsce faktycznie, zgodnie z założeniami, zakończyliśmy organizację pucharu, który osiągnął swój cel, a my zdobyliśmy cenne doświadczenie. Ale od dwóch lat korciło mnie, żeby zorganizować puchar ponownie, jednak na bazie innych założeń. Dzisiaj mogę powiedzieć, że udało się zrealizować ten plan w stu procentach.
I tak w tym roku ponowie wystartował z wielkim rozmachem Volkswagen Castrol Cup, o którym mówi się, że jest to puchar wyjątkowy jak na realia sportu samochodowego, nie tylko polskiego zresztą.
Zmieniło się wiele. Kiedyś przebudowywaliśmy auta i sprzedawaliśmy je zawodnikom, którzy sami je obsługiwali. Tym razem wszystkie auta są naszą własnością. Produkujemy je w Tarnowie, dbamy o to, by ich stan techniczny był taki sam. Dzięki temu na torze wiele zależy od kierowcy, bo każdy ściga się identycznym samochodem. Samochody mają 310 koni, w całości przygotowuje je tarnowska firma Volkswagen Racing Polska, której właścicielem jest rodzina Gładyszów. Zajmujemy się kompleksową obsługą pucharu, łącznie z dostarczaniem samochodów, opon, szkoleniami czy nawet wyżywieniem dla kierowców. Samochody ruszają na zawody z Tarnowa, tu jest centrala i mózg całego wydarzenia.
Kto startuje w tych wyścigach?
W tym roku 24 kierowców z ośmiu państw świata, w tym oczywiście Polacy. Są też kobiety, które świetnie radzą sobie na torze. Ponadto w każdych zawodach startuje dwóch zaproszonych VIP‑driverów, którzy nadają wydarzeniu medialnego rozgłosu. Są to osoby publiczne, dziennikarze motoryzacyjni czy sportowcy, którzy posiadają odpowiednią licencję i jeżdżą poza konkurencją. Startował chociażby bramkarz Jerzy Dudek, który wręcz zakochał się w naszych wyścigach, żużlowiec Tomasz Gollob, bokser Przemysław Saleta…
Kierowcy ścigają się golfami GTI, ale po znaczącym tuningu. Co zmieniono w samochodach?
Wszystkie auta są w Tarnowie przebudowywane, przystosowywane do profesjonalnego sportu samochodowego. Zmieniamy wiele elementów zawieszenia, silnika, skrzyni biegów, telemetrię systemów hamulcowych. Mamy specjalne opony, a kierowca podczas jednego wyścigu zużywa ich aż osiem. To opony typu slick, a o potencjale organizacyjnym niech świadczy fakt, że w czternastu wyścigach tego sezonu zużyjemy 1 700 sztuk nowych opon.
Zawodnik nie ma też prawa ingerować w samochód, może tylko decydować o ciśnieniu w oponach. To sprawia, że rywalizacja jest wyrównana i pasjonująca. Kilka dni temu na torze w Austrii startowało 25 samochodów, w tym 11 z nich podczas kwalifikacji znalazło się w odstępie 0,4 sekundy od siebie, kolejne w odstępie 0,7 i 1,2 sekundy. W mgnieniu oka po 4,5 kilometrach ścigania mamy praktycznie dwudziestu kierowców o tych samych czasach, a więc jest ciaśniej i walka jest zdecydowanie bardziej wyrównana niż w F1.
O co walczą kierowcy?
Najlepszy dostanie nowy samochód i 30 tysięcy euro, które mają być przeznaczone na rozwój jego kariery. Kolejni też zdobywają nagrody i gratyfikacje finansowe. Niedawno rozpoczęliśmy kolejny nabór i mamy już ponad stu kandydatów ze wszystkich kontynentów. Podoba im się formuła pucharu: w ciągu weekendu mamy dwa główne wyścigi, a w sezonie czternaście w pięciu państwach Europy. Ósemka najlepszych z pierwszego wyścigu zostaje zamieniona miejscami w drugim. Tym razem pierwszy startuje z ósmej pozycji, a ósmy z pierwszej. Skoro ktoś się wykazał i był najlepszy, to musi pokazać, że nie było to przypadkowe, musi pokonać tych przed sobą. Taka rywalizacja jest fascynująca.
Dlaczego postawiliście akurat na młodych kierowców, którzy w tym pucharze są otoczeni dość wyjątkową opieką?
Wzorem zachodnich wyścigów staramy się działać wychowawczo. Zdrowa rywalizacja na torze przyciąga młodych ludzi. Zamiast ścigać się używanymi samochodami na drogach, można bezpiecznie wyżyć się na torze. Wystarczy mieć trochę chęci, przejść testy kwalifikacyjne, a potem można startować. Zapewniamy młodemu zawodnikowi praktycznie wszystko.
A przy okazji stawiacie też na tarnowską młodzież…
W Mościcach mamy Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego z działem samochodowym. Zaproponowaliśmy najlepszym uczniom współpracę – są potem pomocnikami w trakcie pucharu. Uczeń jest przypisany do mechanika przy samochodzie, pomaga mu w pracy, obywa się z zawodem, uczy się wielu rzeczy technicznych, ale też organizacyjnych i marketingowych. To wspaniała szkoła życia dla tych młodych tarnowian, dzięki której otwierają się przed nimi duże perspektywy.
Jak to się dzieje, że firma z Tarnowa organizuje prestiżowe zawody na światowym poziomie, a w mieście nic o tym nie słychać?
Sam nie wiem. I muszę przyznać, że dziwi brak zainteresowania. Chciałem w Tarnowie zrobić pokaz, zamknąć trzy ulice, zaprezentować samochody, pokazać piękno tego sportu… Miałem różne pomysły, ale pozostało mi tylko bezradnie rozłożyć ręce. Nie ma żadnej chęci współpracy ze strony władz miejskich. Volkswagen wykłada ogromne pieniądze na bezpieczeństwo, sport i marketing, które również mogłyby służyć Tarnowowi. Niestety miasto woli wydać na kilkuminutowy przejazd kolarzy, zamiast wykorzystać potencjał, który służy rozwojowi młodych mieszkańców, tworzy nowe miejsca pracy dla tarnowian i kreuje pozytywny wizerunek Polski i Tarnowa na arenie międzynarodowej.
Ale w Polsce media się interesują: dziennikarze jeżdżą na zawody, przygotowują relacje, telewizja transmituje wyścigi…
W Polsce tak, w Tarnowie nie. Ja miałem nawet pomysł, żeby jedno auto jeździło w barwach Tarnowa. Niech ludzie zobaczą, niech się zainteresują, może przyjadą jacyś inwestorzy. Ale nikogo to nie obchodzi.
Najbliższe wyścigi mają odbyć się w przyszły weekend na Węgrzech, pojawią się na nich także przedstawiciele Automobilklubu Tarnowskiego.
Na torze Hungaroring odbędzie się przedostatnia runda tegorocznego cyklu. Zaprosiliśmy też kilka osób i zawodników z Automobilklubu Tarnowskiego, aby wesprzeć tarnowskie środowisko motoryzacyjne i pokazać nowoczesną organizację wyścigów. Warto zresztą dodać, że wśród 24 kierowców z powodzeniem startuje 17‑letni tarnowianin Maciej Dreszer. Naszym celem nie jest też autopromocja. Robimy to z pasji, kierując się tegorocznym hasłem pucharu: „Wyścigi to nasze życie”.




















![„Ty kapusiu pier****ny, idź stąd!” [FILM] Gładysz](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2020/06/gladysz2-218x150.jpg)


