
Czy można to zrobić uczciwie? Andrzej Pacura ze Stadionu Miejskiego „Jaskółcze Gniazdo” w Tarnowie zna wszystkie tajniki dobrej i złej nawierzchni, ale zapewnia, że na pewno nie ma kombinacji. Na temat innych torów w kraju nie chce się wypowiadać.
Wyścigi motocyklowe na specjalnych torach, kształtem zbliżonych do owalu, wciąż cieszą się w Polsce niemałą popularnością. Jest dużo emocji – motocykle nie mają skrzyni biegów ani hamulców, prędkości są duże, do pokonania wiraże, więc dyscyplina jest widowiskowa, lecz i niebezpieczna – jej uczestnicy ryzykują zdrowiem, a nawet życiem. Znawcy tematu często podnoszą, że sukcesy w „czarnym sporcie”, jak niekiedy nazywa się żużel, często bardziej zależą od miejsca, w którym odbywają się zawody, niż od umiejętności samych zawodników. Nikt nie ma wątpliwości, że tajemnica niejednej ważnej wygranej w tym sporcie tkwiła w torze, na którym odbywały się wyścigi. Tak samo niejednej przegranej. I – niestety – wielu groźnych w skutkach upadków zawodników.
Andrzej Pacura to doświadczony toromistrz w kraju, jeden z dwóch zatrudnionych w Tarnowie. Jedenaście lat praktyki. Kiedy go się zapyta, jaki tor jest dobry, odpowie bez zastanowienia: Taki, na którym wygrywa się dla siebie mecze.
Jest to jednak odpowiedź dyplomatyczna, bo diabeł – jak wiadomo – tkwi w szczegółach. W tym przypadku najważniejszym szczegółem jest… woda. Odpowiednie nawilżenie toru decyduje o jakości. Podobno dlatego toromistrz powinien choć trochę znać się na roli. Zorientowani wiedzą: wodą można zdziałać dużo dobrego i złego.
– W zasadzie rozróżniamy dwie nawierzchnie, dwa jej rodzaje: twardą, czyli beton, i miękką, czyli kopę, bardziej luźną – tłumaczy podstawy Pacura. – Jedną i drugą można zrobić bez problemu.
Czarny sport już nie czarny
W miejscu, w którym rozmawiamy, na Stadionie Miejskim w Tarnowie, tor żużlowy istnieje od 1957 roku. Ma 392 metry długości, pokrywa go głównie granit pozyskiwany z kamieniołomów. Grubość materiału wsypywana do mielenia wynosi zwykle ponad 2 milimetry. Granit zaletę ma taką, że dobrze „wiąże”, pozwala uzyskać grubszą i twardszą strukturę. W kraju nie ma torów skrajnie odmiennych, z tym że do niektórych dodaje się jeszcze sjenit, materiał cechujący się mniejszą gęstością od granitu.
Nie ma już klasycznych czarnych nawierzchni żużlowych (stąd określenie: „czarny sport”) wypartych przez mieszankę granitowo‑sjenitową. Bodaj ostatni taki tor znajdował się w Krośnie, wysypany ostatnio innym materiałem. Nie ma już czarnego pyłu, który w czasie meczów osiadał na strojach zawodników i odzieży kibiców. Wszystko się zmienia.
Nawierzchnię przygotowuje się przed każdymi zawodami. Równiarka, talerzówka, polewaczka, walec i szyna to podstawowy sprzęt. Do tego trzeba dołożyć dwugodzinne bronowanie.
Istotną czynnością jest ubijanie toru, jak najdokładniejsze, żeby nie dostała się potem woda i nie doprowadziła do pęknięcia nawierzchni. Granit czy sjenit trzeba z czasem uzupełniać. W ubiegłym roku na stadion w Tarnowie dotarło 10 wielkich ciężarówek, które przywiozły łącznie 250 ton sypkiego materiału. Jak niektórzy wspominają, za trenera Marka Cieślaka, który kiedyś prowadził Unię, było to dwa razy więcej.
Cuda na torze
Stan przygotowanej nawierzchni musi być powtarzalny, to znaczy nie może się wyraźnie różnić od treningowego i meczowego, gdyż – jak twierdzi Pacura – „chłopaki wtedy by się pogubiły”. Miejscowe chłopaki, rzecz jasna.
– Jedni lubią jeździć na torze twardym, śliskim, inni na bardziej przyczepnym. Na pewno tor źle przygotowany to tor zbyt miękki, który nie służy motocyklom o dużej mocy – objaśnia Mirosław Cierniak, utytułowany polski żużlowiec, m.in. kilkukrotny indywidualny lub drużynowy mistrz i wicemistrz Polski w zawodach młodzieżowych; dziś prowadzi szkółkę żużlową w Tarnowie i jest menedżerem pierwszej drużyny. Piętnaście lat spędzonych na torze.
– Człowiek musi spełniać rolę dozownika wody. Od tego najwięcej zależy – podkreśla Paweł Baran, były zawodnik i obecny trener drużyny żużlowej Grupa Azoty Unia Tarnów. – To duża sztuka, bo wystarczy, że słońce na dłużej zaświeci, i tor nabiera już innych właściwości.
O torach żużlowych w Polsce do niedawna krążyły legendy. Złe legendy. W całkiem niedawnych wspomnieniach zawodników można jeszcze przeczytać, jak na różnych stadionach dochodziło do różnych „cudów”. Na przykład takich, że wokół stadionów nie było ani jednej kałuży, a tor przypominał gąbkę, spod której z sykiem wydobywała się woda. Albo swoimi właściwościami nawiązywał do plasteliny. Albo, że jedna warstwa nawierzchni oddzielała się od drugiej jak dywan od podłogi. Zdarzały się i takie tory, na wirażach których szybko tworzyły się tzw. półki.
Niewidoczne pułapki
Ludzie związani z czarnym sportem niechętnie o tym rozmawiają. Mirosław Cierniak przyznaje, że ze swojej kariery wiadomo mu, że na niektórych odcinkach toru zdarzały się tzw. ścieżki, pewne niemiłe niespodzianki dla przeciwnika, o których nie mógł wiedzieć.
– W myśl regulaminu nawierzchnia na całej długości i szerokości musi być taka sama – dodaje żużlowiec.
– Generalna zasada jest taka, że tor przygotowuje się „pod siebie”, z myślą o drużynie gospodarzy, ale musi się to odbywać zgodnie z określonymi zasadami – mówi Andrzej Pacura.
Uczciwie przygotowana nawierzchnia musi być równa, bez dziur, bruzd i innych zamaskowanych zasadzek.
– Własny tor jest atutem, lecz nie decyduje o tym tylko nawierzchnia, ważna jest na przykład również jego geometria – przekonuje Cierniak.
Na szczęście coraz rzadziej mówi się o preparowaniu torów, choć nieufność pozostała. Jeszcze kilka lat temu było o tym głośno. Działacze, trenerzy i kibice często byli zdania, że niektóre wypadki na torze spowodowane były niewłaściwym ich przygotowaniem – świadomym bądź nie. Do historii przeszło wystąpienie byłego posła SLD, Jerzego Wenderlicha, fana żużla, że w Lesznie doszło do spreparowania toru, wskutek czego narażone zostało zdrowie i życie zawodników drużyny gości.
– Takie sytuacje to już przeszłość – twierdzi Andrzej Pacura. – Obecnie przed zawodami zjawia się niezależny komisarz toru, potem sędzia odbiera tor przed meczem.
Dosypka
Paweł Piskalski z Polskiego Związku Motorowego mówi, że zjawisko preparowania toru można uznać już za melodię przeszłości.
– Zastrzegam jednak, że w związku pracuję dopiero od niespełna roku. Mogę tylko stwierdzić, że w minionym sezonie nie było zastrzeżeń i myślę, że w tym również nie będzie. Teraz przed każdym meczem jakość nawierzchni jest dokładnie weryfikowana i nie powinno dochodzić do jakichś nieprzewidzianych sytuacji.
Nie jest pewne jednak, czy rzeczywiście tak było i czy będzie w przyszłości, ponieważ – jak informowała prasa branżowa – w 2016 r. kilka klubów PGE Ekstraligi dosypało na tor trochę świeżej nawierzchni (inne zapowiedziały podobną operację), co zaniepokoiło wielu żużlowców obawiających się nadmiernej przyczepności nawierzchni. Były poważne uwagi do bezpieczeństwa toru ułożonego w Gorzowie Wielkopolskim. Jesienią zostały pobrane próbki z nawierzchni, na których nastąpiła dosypka. Jeśli w przyszłości okaże się, że doszło do jakichś kombinacji lub tor nie spełnia wymogów bezpieczeństwa z innych przyczyn, klubom mogą grozić bardzo wysokie kary finansowe.
Ale i tak jedno jest pewne: to woda w głównym stopniu decyduje o stanie nawierzchni. Pod tym względem nic się nie zmienia. Dlatego organizatorzy zawodów taką uwagę przywiązują do prognoz pogody.
Andrzej Pacura: Korzystamy z różnych serwisów, ale polegamy głównie na norweskim. Nieraz już się okazało, że jest najpewniejszy.PS Kiedy gościliśmy na Stadionie Miejskim „Jaskółcze Gniazdo”, trwały prace nad przygotowaniem toru do nowego sezonu. Kilka dni później władze miasta w liście do Żużlowej Sportowej Spółki Akcyjnej poprosiły o zajęcie stanowiska w kwestii okresowego wyłączenia stadionu z rozgrywek żużlowych ze względu na planowany remont obiektu.






















