Kołodziej prezentujący u schyłku sezonu bardzo dobrą dyspozycję był, obok wicemistrza świata Jarosława Hampela, uważany za głównego faworyta finału. I w przeciwieństwie do zawodnika Falubazu nie zawiódł, Hampel bowiem, najwyraźniej zmęczony sobotnim startem w ostatniej rundzie Grand Prix, pojechał w Tarnowie zaskakująco pasywnie i właściwie tylko w ostatnim biegu pokazał „lwi pazur”. Było to jednak zbyt mało na jakikolwiek sukces, ostatecznie zajął dopiero dziewiąte miejsce.
Tylko inauguracyjny bieg był właściwie bez historii; pewnie wygrał go etatowy uczestnik finałów, Sebastian Ułamek, a począwszy od drugiego wyścigu zaczęły się prawdziwe emocje. Wyścig ten wygrał niespodziewanie gdański junior Krystian Pieszczek, a niesiony dopingiem kibiców Maciej Janowski przedarł się na drugie miejsce przed doświadczonych byłych mistrzów kraju – Grzegorza Walaska i Piotra Protasiewicza. Znakomity był czwarty wyścig, w obsadzie, którą kibice ochrzcili przedwczesnym finałem. Pod taśmą stanęli: Janusz Kołodziej, Jarosław Hampel, Patryk Dudek i rekordzista tarnowskiego toru, Bartosz Zmarzlik. Prowadził Hampel, ale świetnie dopasowany do toru Kołodziej wyprzedził go i zdobył pierwsze trzy punkty. Wicemistrza świata na samej linii mety wyprzedził jeszcze młodszy kolega z drużyny, Patryk Dudek.
Po dwóch emocjonujących seriach startów Kołodziej był już samodzielnym liderem, mając na koncie komplet 6 punktów. Po 5 mieli Patryk Dudek oraz niespodziewanie Krystian Pieszczek i Krzysztof Jabłoński. Trzeba jednak podkreślić, że każdy z zawodników, nawet ci, którzy punktów nie zdobywali, jeździł bardzo ambitnie, a kolejność na trasie w poszczególnych biegach zmieniała się niczym w przysłowiowym kalejdoskopie, zawodnicy doskonale zdawali sobie bowiem sprawę z szansy, jak dała im nowa formuła turnieju. Oto po XX biegach nie następował bowiem koniec emocji. Dwóch najlepszych zawodników kwalifikowało się do finału i dopiero ten wyścig rozstrzygał o losach tytułu. Czwórka następnych brała wcześniej udział w biegu barażowym, dwóch najlepszych z niego także awansowało do finału. Teoretycznie więc nawet szósty zawodnik turnieju zasadniczego mógł jeszcze zostać indywidualnym mistrzem Polski!
Po czterech seriach startów było praktycznie przesądzone, że bezpośredni awans do finału wywalczą Janusz Kołodziej i Patryk Dudek. Kołodziej znalazł wprawdzie pogromców – w biegu trzynastym w osobie Krzysztofa Kasprzaka, a wcześniej w jedenastym pokonał go Krzysztof Jabłoński – pozostałe jednak wygrał. O cztery miejsca premiowane awansem do barażu do ostatniej serii rywalizowało praktycznie aż dziesięciu zawodników.
W siedemnastym biegu swoją szansę wykorzystał Maciej Janowski, który rozkręcił się w drugiej fazie zawodów i ostatecznie w turnieju zasadniczym zdobył 10 punktów. Sporo braw po tym biegu otrzymał także tarnowianin jeżdżący w tym sezonie w barwach Kolejarza Opole i będący w finale jedynym przedstawicielem II ligi – Marcin Rempała. Tasując się na dystansie, pokonał w walce o 1 punkt Bartosza Zmarzlika, pokazując efektowną jazdę jak za swoich najlepszych czasów w Unii. Kolejny bieg dał cień nadziei nierówno jeżdżącemu Piotrowi Protasiewiczowi, który na ostatnim okrążeniu wyrwał wygraną Patrykowi Dudkowi. Zwycięstwo Hampela w dziewiętnastym biegu okazało się niestety pyrrusowe, natomiast na zakończenie fazy zasadniczej kibice obejrzeli kapitalny bieg dwudziesty. Początkowo prowadził w nim Tomasz Jędrzejak, będąc w tym momencie w barażu. Wyprzedził go jednak Janusz Kołodziej, potem Rafał Okoniewski, a na końcu także Grzegorz Walasek. W tym momencie Kołodziej i Dudek, mając po trzynaście punktów, byli już w finale, a w barażu Janowski (10 punktów) oraz Ułamek i Kasprzak (po 9). Po 8 punktów mieli natomiast aż trzej zawodnicy Falubazu: Hampel, Protasiewicz i Jabłoński, najlepszy bilans zwycięstw miał z nich ten ostatni, który dołączył do uczestników barażu.
Jako pierwszy zewnętrzne pole startowe wybrał Janowski i okazało się to dobrym posunięciem. Maciej wygrał i wraz z Kasprzakiem dołączyli do grona finalistów. Tym razem pierwszy wybierał pole startowe zwycięzca części zasadniczej – Kołodziej, i teraz to on wybrał dla siebie żółty kask, Dudek czerwony, Janowski niebieski, a Kasprzakowi pozostał biały. I to właśnie zawodnik gorzowskiej Stali najlepiej wystartował i prowadził, ale Janusz Kołodziej był tak szybki, że w pewnym momencie przemknął obok niego niczym ekspres obok pociągu osobowego. Z tyłu Janowski wygrał twardą, trwająca do ostatnich metrów rywalizację z Dudkiem, zdobywając ostatecznie trzecie miejsce w zawodach.
Dla Janusza Kołodzieja był to już trzeci mistrzowski tytuł w karierze. Zwycięzca, obok tradycyjnych oficjalnych i nieoficjalnych nagród, takich jak szarfa, medal, czapki Kadyrowa i Holty oraz puchar Dochy, otrzymał także puchar od rodziny Rudolfa Breslauera, pierwszego mistrza Polski jeszcze z roku 1932! Efektowana dekoracja i pokaz sztucznych ogni zakończyły udany sportowy wieczór na Stadionie Miejskim.
Po zawodach powiedzieli:
Janusz Kołodziej: – Jestem bardzo szczęśliwy, ale także bardzo wyczerpany tym turniejem. Wiedziałem, że kibice widzą we mnie faworyta, słyszałem, jak wielokrotnie skandowali moje nazwisko, a taka sytuacja dodatkowo stresuje. Chciałem pojechać jak najlepiej i dla siebie, i dla kibiców. Musiałem to zrobić, bo nie daliby mi żyć. Udało się i bardzo się z tego złotego medalu cieszę.
Maciej Janowski: – Początek zawodów miałem nie najlepszy, było trochę problemów ze sprzętem, w trzecim starcie miałem awarię motocykla. Na szczęście udało mi się pozbierać i awansować do finału. Z trzeciego miejsca jestem bardzo zadowolony. Jeżdżę w Tarnowie dwa sezony, bardzo dobrze się tutaj czuję i bardzo dziękuję za dzisiejszy doping.
Piotr Szymański, przewodniczący GKSŻ: – Zawody oceniam bardzo wysoko, myślę, że stanowiły znakomitą promocję sportu żużlowego, co po ostatniej aferze w finale ekstraligi było naszemu środowisku bardzo potrzebne. Świetny turniej! Myślę też, że nowa formuła finału, która wywoływała sporo kontrowersji, sprawdziła się, bo przyniosła dodatkowe emocje. Warto chyba ją będzie kontynuować w przyszłości.























