Turniej Speedway of Nations zakończył ściganie w sezonie 2021. Jaki on był dla naszych żużlowców? Dziś o tym, co działo się na międzynarodowych arenach.
Rosjanin po raz pierwszy
Najważniejszą imprezą sezonu były mistrzostwa świata, rozgrywane ciągle w cyklu turniejów Grand Prix. W tym roku było ich jedenaście: po dwie rundy w Pradze, Wrocławiu, Lublinie (po raz pierwszy w historii w stolicy województwa lubelskiego), następnie po jednym w szwedzkiej Malilii, rosyjskim Togliati i duńskim Vojens oraz dwie ostatnie na Motoarenie w Toruniu. Zmagania były bardzo zacięte, o podziale medali zadecydowały dopiero dwie ostatnie rundy rozegrane w Toruniu.
Kapitalną rywalizację o złoto stoczyli broniący tytułu mistrza Bartosz Zmarzlik oraz, co dla wielu stanowiło pewną niespodziankę, Rosjanin Artem Łaguta. Nasz najlepszy zawodnik był bliski dokonania wielkiego osiągnięcia – zdobycia mistrzostwa świata po raz trzeci z rzędu. Takiego wyczynu dokonał w historii jedynie legendarny Nowozelandczyk Ivan Mauger. I trzeba przyznać, że gorzowianin był tego bliski. Ale na finiszu o przysłowiowy „błysk szprychy” lepszy okazał się jednak Łaguta, o czym de facto zadecydował nieco słabszy występ Zmarzlika w przedostatniej rundzie. Jego rywal okazał się zawodnikiem nieco równiejszym i to zadecydowało.
Gratulując Łagucie warto w tym miejscu przypomnieć dwa fakty. Młodszy z braci jeżdżących na żużlu jest pierwszym Rosjaninem, który został indywidualnym mistrzem świata. Nawet w naszym kraju nie brakowało głosów, że dla promocji speedwaya stało się bardzo dobrze. Oby nakręciło to dobrą koniunkturę nie tylko u naszych wschodnich sąsiadów. A fakt drugi ma wątek tarnowski. Kibice zapewne pamiętają, że Artem Łaguta był kilka lat temu zawodnikiem naszej Unii i był to dobry czas zarówno dla klubu („Jaskółki” jeździły wówczas w ekstralidze), jak i dla niego. Nie brakuje opinii, że dopiero w Tarnowie Łaguta stał się zawodnikiem dużego formatu.
Trzecie miejsce na podium zajął kolejny Rosjanin Emil Sajfutdinov. W cyklu mieliśmy jeszcze dwóch naszych reprezentantów: Macieja Janowskiego i Krzysztofa Kasprzaka. Janowski rozpoczął znakomicie od podium w Pradze, potem jednak jeździł bardzo nierówno, kilka turniejów „zawalił”, ale ostatecznie uplasował się na wysokim piątym miejscu. Natomiast o występie w mistrzowskim cyklu Kasprzaka nie ma się co wiele rozpisywać. Były wicemistrz świata, w tym sezonie był outsiderem, ostatecznie zajął 16. miejsce. Odnotujmy w tym miejscu świetny występ Dominika Kubery, który wystąpił z „dziką kartą” w Lublinie. O ile w mistrzostwach świata dwa miejsca na podium w klasyfikacji końcowej zajęli Rosjanie, o tyle w indywidualnych mistrzostwach Europy (cztery rundy w Bydgoszczy, Gdańsku, niemieckim Gustrow i w Rybniku) rządzili i dzielili Duńczycy. I także dobrzy znajomi tarnowskich kibiców: Mikkel Michelsen (złoto) i Leon Madsen (srebro). Dopiero za nimi zameldował się w klasyfikacji Patryk Dudek, najlepszy z biało – czerwonych.























