Awans po 14 latach
Po degradacji „Jaskółek” z I ligi w 1971 roku tarnowski speedway pogrążył się w wieloletnim kryzysie. Unia na dobre zakotwiczyła w II lidze, popadając w totalną przeciętność. W 1977 roku zespół wygrał tylko dwa mecze w lidze, przed mało zaszczytnym mianem najsłabszej drużyny w kraju uratował go tylko fakt, że w tym sezonie debiutowała w lidze ekipa Grudziądzkiej Sekcji Żużlowej, jako filia Apatora Toruń, i tylko ją tarnowianie zdołali wyprzedzić lepszą różnicą tzw. „małych” punktów. Nieco lepszy okazał się sezon następny, kiedy to Unia pod kierunkiem rybnickiego trenera Antoniego Woryny stała się groźna dla najlepszych zespołów, chociaż praktycznie tylko na własnym torze. Ale dobre dni miały nadejść dopiero w połowie kolejnej dekady.
Kierownictwo ZKS Unia, wielosekcyjnego klubu przy Zakładach Azotowych, postawiło na żużel. Pojawiły się spore możliwości finansowe, kiedy klub otrzymał od swojego patrona możliwość sprzedaży chodliwego wapna pokarbidowego. Były pieniądze, niezłe jak na tamte realia, pojawiły się więc także możliwości transferowe. Od dłuższego czasu w Tarnowie, pomimo intensywnego szkolenia, nie pojawił się żaden talent. Uważany za takowy Stanisław Kępowicz przedwcześnie zakończył karierę z powodu poważnego urazu ręki, którego nabawił się na torze w Ostrowie. Postanowiono więc na „armię zaciężną”. Przed sezonem 1984 w Tarnowie pojawił się były dwukrotny indywidualny mistrz kraju, wychowanek Unii Leszno Bernard Jąder, z Motoru Lublin pozyskano natomiast wychowanka Gwardii Łódź Sławomira Troninę, natomiast ze Sparty Wrocław jej lidera Henryka Jaska. Nowi zawodnicy stanowili trzon drużyny, która w rozgrywkach o mistrzostwo II ligi zajęła drugie miejsce i walczyła o awans w barażach z przedostatnim zespołem I ligi, lokalnym rywalem Stalą Rzeszów. Sąsiedzi okazali się lepsi, ale, jak mówi przysłowie, „co się odwlecze, to nie uciecze”.
Przed kolejnym sezonem działacze Unii dokonali kolejnych wzmocnień. Na przenosiny do Tarnowa namówiono kolejnego byłego mistrza kraju, współtwórcę wielu sukcesów Stali Gorzów, wielokrotnego reprezentanta Polski Bogusława Nowaka, który został jeżdżącym trenerem. Takiej szansy nie można było wypuścić z rąk. Po ciekawym sezonie, przy rekordowym zainteresowaniu kibiców, Unia wygrała rozgrywki i z pompą wjechała na salony I ligi. Szybko jednak okazało się, że I a II liga to dwa zupełnie inne byty. Pomimo kolejnego wzmocnienia znanym i doświadczonym ligowcem Eugeniuszem Błaszakiem Unii jako beniaminkowi szło w elicie polskiego speedway’a jak po przysłowiowej grudzie. Przegrywała często bardzo wysoko mecze wyjazdowe, u siebie także miewała problemy. Widmo degradacji z odzyskanej po tylu latach I ligi zaczęło zaglądać w oczy. 10 punktów na mecie sezonu pozwoliło jednak wyprzedzić Kolejarza Opole, a to oznaczało szansę na obronę ligowego bytu w dwumeczu z wicemistrzem II ligi Śląskiem Świętochłowice.
Z piekła do nieba
Świętochłowiczanie i tarnowianie mieli za sobą dawne barażowe porachunki, spotkali się w nich bowiem już w latach 1964 oraz 1966. Za każdym razem pretendentem z II ligi była Unia. W 1964 roku lepsi byli rywale, dwa lata później tarnowianie. W 1986 roku Ślązacy byli doświadczoną, zaprawioną w bojach w I lidze drużyną, chociaż najlepsze lata, kiedy zdobywali medale Drużynowych Mistrzostw Polski, mieli już poza sobą. Tamtejszym kibicom pozostał wspomnień czar po latach, kiedy na krajowych torach brylowali tacy zawodnicy jak: bracia Paweł i Wiktor Waloszkowie, Jan Mucha czy Józef Jarmuła. Teraz o sile Śląska stanowiło inne pokolenie zawodników: Jerzy Kochman, Krzysztof Zarzecki czy Andrzej Kułaga.
Pierwszy mecz rozegrano na słynnej „Skałce” w Świętochłowicach 12 października. Dla tarnowskich kibiców spotkanie przyniosło bolesne rozczarowanie. Na bardzo mokrym, przyczepnym torze goście nie potrafili sobie poradzić, nawet tak doświadczeni zawodnicy jak Nowak, Jasek czy Wardzała. Dobrze punktowali jedynie Błaszak (pomimo dwóch wykluczeń zdobył 10 punktów) oraz najlepszy wśród tarnowian Tronina. Unia doznała jednak klęski przegrywając aż 36:54. Wydawało się, że losy rywalizacji są przesądzone i po zaledwie roku „Jaskółki” zostaną zdegradowane.
Pomimo tego tydzień później stadion w Mościcach wypełnił się do ostatniego miejsca. Ładna, jesienna aura dodawała optymizmu. Kierownictwo Unii dokonało pokerowej zagrywki, w jednej parze ustawiając juniorów Janusza Kapustkę i Artura Taraszkę. Rezerwę stanowili doświadczeni Jąder oraz Jasek (wówczas regulamin nie nakazywał obowiązku startu z tych pozycji zawodników młodzieżowych). Początkowo niewiele zapowiadało na powodzenie, gospodarze prowadzili, ale niewielką różnicą punktową. Gościom wynik „trzymali” przede wszystkim Jerzy Kochman i Antoni Bielica. W drugiej części meczu pojechali jednak znacznie słabiej. Tymczasem Unia odwrotnie: nawet młody Taraszka potrafił przyjechać za plecami swojego klubowego kolegi i „przywieźć rywali” na 5:1. Po XIII biegu straty ze Świętochłowic zostały odrobione, a dwa ostatnie wyścigi 18 tysięcy widzów oglądało na stojąco. Unia ostatecznie wygrała 56:34 i w ten dramatyczny sposób obroniła miejsce w I lidze.
Radości nie było końca. Nowak zdobył komplet 15 punktów, tylko o jeden mniej uzyskał Błaszak. Dla gości to był szok. Dzień po spotkaniu w Świętochłowicach doszło do dramatycznych wydarzeń. W wypadku samochodowym zginął Andrzej Kułaga. Jakby mało było tego nieszczęścia – śląscy działacze zaczęli podejrzewać swoich liderów, że sprzedali tarnowianom rewanżowy mecz. Nie dowierzali, że mierne zdobycze punktowe uzyskane w drugiej jego części były zasługą przypadku lub nagłej niedyspozycji. W efekcie Jerzy Kochman, zawodnik niezwykle zasłużony dla śląskiego żużla, został zawieszony pod pretekstem niesportowego trybu życia, co w efekcie oznaczało dla niego koniec kariery. A Śląsk do najwyższej klasy rozgrywkowej nie awansował już nigdy.
Unię natomiast czekały kolejne trudne lata wśród najlepszych krajowych drużyn, rok później ponownie dramatyczne baraże, tym razem z Włókniarzem Częstochowa, potem nawet jednoroczny spadek. W latach 90. nowa drużyna „Jaskółek” oparta na wychowankach, którzy rozpoczęli przygodę z tym sportem pod wpływem boomu zapoczątkowanego w połowie poprzedniej dekady, sięgnęła po pierwszy w historii medal drużynowych mistrzostw kraju, zajmując w sezonie 1994 drugie miejsce w lidze.
Ale to już temat na zupełnie inną opowieść.























