Mecz rozpoczął się od małego „zimnego prysznica”, bowiem w biegu juniorów faworyzowana tarnowska para przegrała 2:4. Kacper Gomolski upadł na pierwszym łuku i został wykluczony z powtórki, w której Maciej Janowski przegrał z Arturem Czają. Kiedy jednak gospodarze wygrali cztery kolejne biegi, w tym trzy podwójnie, i objęli prowadzenie 21:9, wydawało się, że wygrają spokojnie i bardzo wysoko. Nic z tych rzeczy. Najpierw w wyścigu VI zawód sprawił słabo dysponowany w niedzielę Janusz Kołodziej, który jadąc w parze z młodym Gomólskim, dał się „przywieźć” parze Łaguta‑Zengota na 1:5, a za moment Greg Hancock zaliczył defekt już na starcie. Na szczęście, ku radości miejscowych kibiców, osamotniony Jakub Jamróg, który w nagrodę za obiecujące starty w turniejach indywidualnych otrzymał szansę ligowego debiutu, zastępując w składzie Dawida Lamparta, pewnie pokonał parę Nermark‑Czaja. Jamróg mógł się podobać, w każdym wyścigu jechał widowiskowo, do ostatnich metrów walcząc z rywalami o punkty, chociaż z różnym skutkiem.
Największe jednak zagrożenie dla rywali stanowiła para Leon Madsen‑Martin Vaculik, szczególnie w pierwszej części meczu, kiedy to wygrała trzy biegi podwójnie. Po 10. wyścigach było 37:23 dla gospodarzy i mecz wydawał się być pod kontrolą. Ale nic z tych rzeczy. W końcowych wyścigach, kiedy warunki torowe zmieniły się na tyle, że można już było jechać całą szerokością, okazało się, że goście wcale nie zamierzają łatwo oddać punktów podopiecznym trenera Marka Cieślaka. Kapitalnie jeździli przede wszystkim Grigorij Łaguta oraz pozyskany z Zielonej Góry Grzegorz Zengota. Kibice przecierali oczy ze zdumienia, kiedy XI i XII bieg Włókniarz wygrał po 5:1 i przed ostatnimi trzema wyścigami przewaga miejscowych zmalała do zaledwie 6 punktów ‑39:33.
W tym momencie wygrana była poważnie zagrożona. Na szczęście tarnowianie otrząsnęli się i ostatecznie mecz wygrali, ale przyjezdni także zasłużyli na duże brawa i udowodnili po raz kolejny, że skazywanie ich jedynie na walkę o utrzymanie się w lidze jest chyba nieporozumieniem.
Rewanż pod koniec sezonu zasadniczego zapowiada się niezwykle interesująco. Niestety, chociaż walki na torze nie brakowało, to jednak wyprzedzeń było zaledwie kilka. Jedną z ładniejszych akcji meczu wykonał Maciej Janowski, który w VIII biegu na dystansie ładnym, przygotowanym wcześniej atakiem wyprzedził Chrisa Harrisa i zajął na mecie trzecie miejsce, co pozwoliło gospodarzom uratować remis w tym wyścigu. Tego samego próbował w XIV biegu z Danielem Nermarkiem, tym razem jednak sztuka ta się nie udała.
Azoty‑Tauron: Hancock 10 + 1 (3, w, 3, 2, 2), Jamróg 5 (1, 3, 1, 0), Madsen 11+2 (2, 3, 2, 1, 3), Vaculik 11+1 (3, 2, 3, 3, 0), Kołodziej 6 (3, 0, 2, 1), Gomólski 1 (w, 1, d), Janowski 6+2 (2, 2, 1, 1).
NCD: Jakub Jamróg 67,68 w wyścigu VII. Sędziował Krzysztof Meyze. Widzów ok. 11 tysięcy.
* * *
Po meczu powiedzieli:
Grzegorz Zengota, zawodnik Włókniarza: – Byliśmy skazywani na wysoką porażkę, więc uważam, że wynik nie jest taki zły. Ze swojej postawy jestem bardzo zadowolony, wraz z bonusami zdobyłem 11 punktów. A dotąd na wyjazdach rozmaicie bywało
Leon Madsen, zawodnik Azotów Tauronu: – Chciałem podziękować przede wszystkim Martinowi Vaculikovi, z którym bardzo dobrze jeździ mi się w parze. Dużo ćwiczyliśmy wspólnie przed tym meczem i efekt był dobry. Na razie idzie nam dobrze i mam nadzieję, że tak będzie dalej.























