Co nas truje z komina?

0
dym smog
fot. archiwum
REKLAMA

Stosunkowo najlepsza sytuacja panuje tam, gdzie działają straże miejskie. I rzeczywiście tarnowscy strażnicy twierdzą, że spalanie śmieci nie stanowi w mieście większego problemu. Innego zdania są sami mieszkańcy.

Czym nie wolno palić?
– Brak systemu kontroli tego, co jest spalane w domowych piecach, jest wielkim nieobecnym rządowego Programu Czyste Powietrze i zagraża jego skuteczności – twierdzi Anna Dworakowska reprezentująca PAS i dodaje, że należy to jak najszybciej zmienić. Polski Alarm Smogowy wymienia również pozostałe przyczyny złej sytuacji. To niewystarczająca liczba funkcjonariuszy straży miejskiej, co przekłada się na długi czas reakcji, prowadzenie kontroli w sposób chaotyczny, brak sprzętu do badania uziarnienia węgla i wilgotności drewna, brak funduszy na opłaty za badanie składu próbek popiołu z pieca oraz niechęć do wystawiania mandatów lub zbyt niska wysokość nałożonej kary.Nie tylko śmieci nie wolno spalać. W Tarnowie, jak i w całej Małopolsce, obowiązuje całkowity zakaz spalania najgorszej jakości węgla oraz mokrego drewna. Tarnowianie powinni zatem pamiętać, że nie mogą palić w kotłach, piecach i kominkach miałem, mułem i flotem węglowym oraz mokrym drewnem i biomasą o wilgotności powyżej 20 procent.
W praktyce oznacza to, że drewno przed spaleniem powinno być sezonowane co najmniej dwa lata. Do niedawna ten, kto łamał te zakazy, mógł spać spokojnie, bo strażnicy ze względu na brak stosownego rozporządzenia nie mogli go ukarać. Teraz już mogą, od 1 listopada mają prawo nakładać grzywny za nieprzestrzeganie uchwały antysmogowej.
Największe podejrzenia zawsze wzbudza dym – czarny, gesty, kłębiasty. Dla sąsiadów to znak, że ktoś pali w piecu czymś, czym palić nie powinien. – Wtedy dzwonią po nas. Dym jest głównym powodem sąsiedzkich interwencji – potwierdza Zofia Hebda, kierująca Referatem Porządkowym Straży Miejskiej w Tarnowie. – Kontroli robimy dużo. Mamy uprawnienia, by wejść na posesję. Prosimy o pokazanie kotłowni i mieszkańcy nie robią problemu, wpuszczają nas. W jaki sposób sprawdzamy, czym palą? Otwieramy palenisko i patrzymy, co jest w środku. Innej możliwości nie mamy. Bazujemy na swojej wiedzy, łatwo odróżnić drobne muły węglowe od grubych brył węgla, czasem coś z paleniska wystaje – płyty meblowe czy panele.

REKLAMA (3)

Czym palą? Olejem silnikowym, panelami, ulotkami
Na 187 kontroli palenisk przeprowadzonych w minionym sezonie w siedmiu przypadkach tarnowscy strażnicy ujawnili spalanie zabronionych odpadów. Najwyższy mandat w wysokości 500 zł wystawili za palenie… zużytym olejem silnikowym. W pozostałych przypadkach okazało się, że właściciele posesji wrzucali do pieca płyty meblowe, panele podłogowe, stare meble, drewniane okiennice powleczone farbą, duże ilości kolorowych ulotek. Było też 11 pouczeń, gdy na przykład w kotłowni leżały odpady. Dopóki nie trafią do pieca, karać nie można, ale można przestrzec przed konsekwencjami.
– Nasze kontrole nie potwierdzają tego, jakoby mieszkańcy nagminnie mieli spalać śmieci – twierdzi Zofia Hebda. – Nie palą też mułem i flotem. Ten problem dotyczy przede wszystkim terenów wiejskich. Jest dym – jest interwencja. I najczęściej okazuje się, że domownicy albo dopiero wstali albo właśnie wrócili z pracy i postanowili ogrzać mieszkanie. W chwili rozpalania dym bywa czasem czarny, brunatny, szarawy, ale to nie znaczy, że ktoś właśnie spala plastikowe butelki i opony.
W ubiegłym roku Straż Miejska w Tarnowie prowadziła razem z kominiarzami i Grupą Zdrowego Oddychania akcje poświęcone temu, jak należy palić w piecu, żeby nie było dymu. Również ministerstwo środowiska zaleca rozpalanie w piecu od góry. – A większość mieszkańców robi odwrotnie, rozpala w piecu, jakby to było ognisko, najpierw węgielek, szczapki drewna, a gdy to się rozpali, dosypuje węgiel. I stąd się bierze dym. Ta druga metoda jest bardziej czasochłonna, wymaga staranności, ale dymu nie ma – najpierw trzeba załadować paliwo, a dopiero potem na samej górze podkłada się ogień – instruuje nasza rozmówczyni.

REKLAMA (2)

A narzędzi brak…
Krzysztof Tomasik, komendant tarnowskich strażników miejskich potwierdza: Śmieci to nie jest problem Tarnowa, bardzo rzadko ktoś je spala. Problemem jest w ogóle spalanie węgla. Moje prywatne zdanie jest takie, że węgla być nie powinno. Gdyby istniało inne źródło zasilania, korzystniejsze ekonomicznie, to na pewno wiele gospodarstw domowych z węgla by zrezygnowało, bo to jest kłopot, trzeba przywieść, załadować, rozładować.
I podkreśla, że przyznanie strażnikom dodatkowych uprawnień pozwalających karać za palenie złym węglem i zbyt wilgotnym drewnem nie oznacza, że otrzymali pomocne w tym względzie narzędzia. Podręcznych higrometrów, czyli wilgotnościomierzy do sprawdzania drewna nie mają, a chcieliby mieć chociaż jeden. Będą występować do skarbnika miasta z nadzieją, że pieniądze na zakup dostaną. Nigdy nie sprawdzali laboratoryjnie próbek popiołu, bo wiąże się to z kolejnymi kosztami. Badanie jednej takiej próbki kosztować może nawet tysiąc złotych. I jeśli nawet przyczyniłoby się do udowodnienia komuś winy, to kara dla tego, kto spalał w piecu odpady, i tak będzie niższa od kwoty widniejącej na rachunku z laboratorium. I to strażnikom miejskim po prostu się nie podoba.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze