Straszne.
Prawdziwe. To nasza – służby medycznej rzeczywistość od roku. Dziś i tak jest już dużo lepiej, służba zdrowia weszła w rytm, wyćwiczyła się, lecz było naprawdę ciężko. Covid na początku był wyzwaniem wymagającym przeorganizowania naszej pracy. To była karkołomna logistyka. Trudna do wyobrażenia dla tych, którzy nie mieli z wirusem w ogóle do czynienia.
– Na początku epidemii wiele placówek zdrowia pracowało głównie na zasadzie teleporad. Teraz, choć nie wszędzie, powoli się to zmienia. Wyobrażam sobie odizolowaną służbę zdrowia w tym podstawowym kontakcie. Gdzie chorzy szukali ratunku?
Często w izbach przyjęć i na SOR-ach. Służba zdrowia od roku przeszła prawdziwy chrzest bojowy. Muszę powiedzieć, że w zakresie szczepień przeciwko koronawirusowi przychodnie bardzo nam pomagają. To, że wzięły na siebie wykonywanie szczepień, jest sporym odciążeniem. Wciąż bowiem brakuje ludzi do pracy. Zdarzają się ośrodki w Polsce, gdzie ze względu na brak personelu wysocy rangą specjaliści zamiast pracować na oddziale, pracują w punktach szczepień. Jedna osoba, choćby była mistrzem świata – trzech nie zastąpi. Trzech natomiast jednego – tak. Ludzkie możliwości są ograniczone.
Może warto zaapelować, by do pomocy czynnemu personelowi zgłaszali się np. lekarze emeryci?
Na pewno warto. Taki apel skierowaliśmy do medyków już na początku epidemii. Lecz wtedy, co zrozumiałe, najbardziej narażeni na zachorowanie seniorzy po prostu się bali. Bardzo dziś cenię współpracę z tarnowską PWSZ, gdyż istotnie pomagają nam wykształcone tam pielęgniarki.
Będzie IV fala covid-19 jesienią?
Tego nie wiem, nie chcę wyrokować. Jeśli będzie, to liczę, że słabsza od pozostałych. Spora populacja będzie już zaszczepiona. To jest w tej chwili największa nadzieja na lepsze.

















