
To wielkie zadanie przekazać pałeczkę młodym i wielka odpowiedzialność – podkreślał w dyskusji prof. Michał Nawrocki z tarnowskiej PWSZ. – Nie jest to jednak powszechna postawa, także w Tarnowie. Musimy zrozumieć, że osoby ze starszego pokolenia mają ten obowiązek. Nie mogą obawiać się tego, że młodzi „ich wygryzą”. Zwłaszcza, kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, że Tarnów się wyludnia, a młodzi coraz częściej decydują się wyjechać.
Podczas dyskusji szczególnie podkreślano brak polityki młodzieżowej, która dałaby szansę zdobycia młodym tarnowianom doświadczenia oraz poczucia, że są zauważani w mieście.
Student ma głos tylko w juwenalia
– Dobrym przykładem jest tutaj choćby samorząd uczelniany przy PWSZ – mówił Kamil Spędzia, były przewodniczący rady samorządu studenckiego. – Nie mam poczucia, że władze miasta liczą się z naszym głosem albo przynajmniej chcą wysłuchać tego, co mamy do powiedzenia. Tak naprawdę postrzegają nas jedynie przez pryzmat juwenaliów, które odbywają się raz w roku przez kilka dni. Poza tym praktycznie nie istniejemy w świadomości decydentów.
Podobne głosy wyrażali licealiści oraz przedstawiciele tzw. młodzieżowej rady miejskiej. Ich zdaniem próby nawiązania kontaktu ze starszymi natrafiają na duży opór. – To nie jest tak, że nam się nic nie chce – komentował Filip Olszówka, członek młodzieżowej rady miejskiej – Jest wprost odwrotnie – chcemy działać, staramy się działać, nie możemy jednak pozbyć się odczucia, że wszyscy traktują nas niepoważnie.
Warto jednak działać
O swoich doświadczeniach z czasów bycia „młodym politykiem” opowiadał Grzegorz Kądzielawski, jeden z najmłodszych radnych w historii tarnowskiego samorządu. – Początki rzeczywiście nie były łatwe – podkreślał. – Trzeba było się bardzo natrudzić, żeby inni zrozumieli, że jestem radnym po to, żeby realnie zmienić coś w tym mieście, i jestem zdeterminowany, by to robić, nawet jeśli reprezentuję inne pokolenie.
Lukę, którą tworzy miasto, starają się wypełnić organizacje tzw. „trzeciego sektora”. To tam młodzi mogą zdobyć doświadczenie w działalności. – W Tarnowie widać ich potencjał – podkreślał Dawid Solak, prezes Stowarzyszenia Projekt Tarnów. – Staramy się im umożliwić rozwój choćby poprzez uczestnictwo w programie Erazmus Plus. Dzięki niemu wielu młodych ludzi wyjechało do innych krajów, aby zobaczyć, jak można działać i przede wszystkim współdziałać ze starszymi.
Projekt Tarnów… w Zakliczynie
Z goryczą podkreśla jednak, że w całym przedsięwzięciu miasto nie wyciągnęło do nich przyjaznej ręki: – Staraliśmy się zainteresować naszymi działaniami miasto, prezydenta, ale bez odzewu. Nie chodziło nam bynajmniej o wsparcie finansowe, bo to zapewnia nam program rządowy. Chodziło bardziej o wsparcie logistyczne, może merytoryczne. Wobec takiej postawy zwróciliśmy się do burmistrza Zakliczyna, pana Dawida Chrobaka, który w zasadzie przyjął nas z otwartymi rękami i to właśnie tam, a nie w Tarnowie, odbywa się wymiana młodzieży i wiele innych działań Projektu Tarnów. To przykre, ale taka jest prawda.
Konieczna zmiana pokoleń
Zmiana podejścia, zdaniem uczestników forum, może być możliwa dopiero wtedy, kiedy nastąpi zmiana pokoleniowa, choć i z tym może być trudno.
– Jest coś takiego jak niechęć do tych, którzy chcą działać – mówił Kazimierz Koprowski, przewodniczący Rady Miejskiej w Tarnowie. – Patrząc z punktu widzenia działalności politycznej, można stwierdzić, że króluje myślenie w stylu „albo ja wykończę kogoś, albo ktoś mnie”. To jest brutalna rzeczywistość. Także w tym kontekście młody traktowany jest jako wróg, który tylko czyha na to, żeby zająć czyjeś miejsce.
Wśród wniosków podczas trzydniowego forum szczególnie wyraźny był jeden: miasto musi wyciągnąć do młodych rękę i dać im szansę w tworzeniu przestrzeni miejskiej, bo inaczej sprawdzą się prognozy, że za kilkadziesiąt lat Tarnów będzie miejscem, w którym mieszka … nieco ponad 50 tys. mieszkańców.




















![Klasowe ognisko koronawirusa [MEM] Koronawirus mem klasowe ognisko](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2020/09/korona-324x235.jpg)


