Od 2 października trwał protest głodowy Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy przeciwko niewystarczającemu finansowaniu placówek medycznych, wydłużającym się kolejkom do świadczeń zdrowotnych i postępującej degradacji ochrony zdrowia. Medycy domagają się wzrostu nakładów na branżę zdrowotną do 6,8 procent PKB w 2021 roku i powołania zespołu, który zająłby się analizą i renegocjacją zapisów ustawy regulującej minimalne wynagrodzenia pracowników medycznych.
Do akcji powoli dołączały kolejne miasta. W minioną środę Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy zorganizował „dzień bez lekarza” w całej Małopolsce. W poradniach i szpitalach regionu lekarze pracowali w trybie ostrego dyżuru, a specjaliści, rezydenci i stażyści nie przyszli do pracy. W całej Małopolsce oddawało honorowo krew lub wzięło urlopy na żądanie około 350 lekarzy. Niektórzy przyszli do pracy w koszulkach bądź z plakietkami manifestującymi poparcie dla głodujących medyków.
Do protestu przyłączyli się również tarnowscy lekarze. W Zespole Przychodni Specjalistycznych urlopy wzięło 13 specjalistów, ich pacjentom wskazano nowe terminy wizyt, w najbardziej ekstremalnych przypadkach – koniec roku. W Mościckim Centrum Medycznym większość lekarzy przyjmowała chorych, a do protestu przystąpił tylko jeden specjalista. Rezydenci pracujący w Przychodni Rodzinnej NMedica nie przyszli do pracy, natomiast lekarze leczyli pacjentów tylko w ostrych przypadkach. Protest poparli również medycy i pracownicy Specjalistycznej Przychodni Lekarskiej Alergomed, gdzie nie przyjmowano chorych. W środę w pracy nie zjawiło się kilkunastu medyków ze Specjalistycznego Szpitala im. E. Szczeklika w Tarnowie, ale większość oddziałów funkcjonowała normalnie, także praca w poradniach nie była zaburzona. Tylko w poradni zakaźnej dzieci lekarze nie przyjmowali pacjentów, a wizyty zostały przesunięte najdalej do piątku. Większość planowanych zabiegów i operacji w lecznicy było wykonanych, na następny dzień przesunięto zaledwie kilka lekkich zabiegów.
W Szpitalu Wojewódzkim im. św. Łukasza wszystkie oddziały funkcjonowały zgodnie z planem, przeprowadzano zabiegi i operacje. Jednak przyszpitalne poradnie nefrologiczna, endokrynologiczna i onkologiczna nie przyjmowały pacjentów, a urologiczna była czynna krócej niż zwykle. Terminy wizyt zostały przesunięte na najbliższe dni. W „nowym” szpitalu nie przyszło do pracy dwunastu spośród 300 specjalistów oraz siedmiu z 40 rezydentów. Dane te mogły być jednak zaniżone, ponieważ część lekarzy niezatrudniona w ramach umowy o pracę nie musiało korzystać z urlopów, by nie zjawić się w lecznicy.
Obowiązków nie podjął tego dnia rezydent Damian Kurzawski, pracujący na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii Szpitala im. św. Łukasza.
– Odzew na „dzień bez lekarza” był bardzo duży zarówno ze strony rezydentów, jak i specjalistów. Jednak w obawie o pacjentów część lekarzy popierających protest zostało w szpitalu, by zagwarantować bezpieczeństwo chorym – mówi. – Na moim oddziale przebywał tylko jeden rezydent, który w środę pełnił dyżur. Nasz protest miał wesprzeć głodujących lekarzy w Krakowie, by wiedzieli, że nie są w tej akcji sami. Jeżeli głodówka będzie się przedłużać, niewykluczone, że podejmiemy inne formy poparcia.
Tarnowianin jako jedyny lekarz z naszego regionu pojechał na początku października do Warszawy, by prowadzić protest głodowy.
– Pokładaliśmy nadzieję w rozmowach ze stroną rządową, jednak dwa spotkania, do jakich wówczas doszło, nie przyniosły żadnych rezultatów. Wciąż liczymy na porozumienie, chociaż obecnie rządzący nie prowadzą z nami dialogu – dodaje Damian Kurzawski.
Protestowali lekarze
REKLAMA
REKLAMA
























