
Śmiało można powiedzieć, że sobie nie radzą. Jednak ten sam problem mają wszystkie inne miasta. Nie można winić urzędników za to, że przechodniom trudno donieść gumę do żucia do najbliższego kosza na śmieci i wypluwają ją natychmiast, gdy na przykład kupią sobie ciastko, gofra czy loda, bo właśnie przy tego typu punktach plam jest najwięcej. Pani Halina chodzi ulicą Krakowską na Burek, a że ma dużo wolnego czasu, to się nie śpieszy.
– Przysiądę sobie czasem na ławce na placu Sobieskiego i widzę: ktoś idzie na kawę, na kremówkę, na kebab i bach gumą o ziemię. Kosz na wyciągnięcie ręki, jeden obok drugiego stoi, ale łatwiej wypluć niż podejść dwa kroki. Może gdyby tak tackę pod brodę jednemu i drugiemu podłożyć, to byłoby w mieście czyściej – ironizuje staruszka.
Tarnowskie chodniki i place pełne są rozdeptanych gum do żucia. Najgorzej wyglądają najbardziej uczęszczane ulice w ścisłym centrum. Plamy o lepkiej konsystencji szczególnie zwracają uwagę na jasnej nawierzchni, czyli na placu Sobieskiego i ulicy Krakowskiej. Nowe chodniki oddano tu do użytku w kwietniu 2012 roku. Zostały wykonane z granitu. Bardzo szybko na jasnoszarych i żółtawych płytach zaczęły pojawiać się nieestetyczne plamy.
– Jedni proponują technologię polegającą na podgrzewaniu, inni na mrożeniu, ale skutecznej metody nie ma – mówi Mariusz Burnóg, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Tarnowie. Spółka zajmuje się codziennym czyszczeniem ulic i niektórych chodników z brudu i piasku. – Na ulicy Wałowej jest jeszcze inny problem – dodaje prezes. – Zdarza się, że z przejeżdżających tędy samochodów wycieka olej. Auto zatrzymuje się tylko na chwilę, ale plama zostaje. Na asfalcie takie plamy są mniej widoczne, na Wałowej trudno ich nie dostrzec i trudno usunąć tak, żeby nie było żadnego śladu.
Dwa lata temu próbę wywabienia plam po rozdeptanych gumach do żucia podjęło tarnowskie Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych.
– Samo usunięcie gum nie jest jeszcze jakimś wielkim problemem, dużo trudniejszym zadaniem jest zlikwidowanie plam po gumach, które wchodzą w reakcję z naturalnym kamieniem. Co innego kostki betonowe produkowane metodą wibroprasowaną, a co innego naturalny, skalny materiał, taki jak na placu Sobieskiego czy Krakowskiej – tłumaczy Krzysztof Golec, dyrektor Działu Zieleni i Oczyszczania PUK. – Zwłaszcza że położono tam swego czasu płytki chodnikowe w jasnoszarych i żółtawych kolorach, na których plamy widać bardzo wyraźnie.
Gdy tarnowscy urzędnicy znaleźli w Warszawie firmę dysponującą ponoć cudowną maszyną do usuwania rozdeptanych gum, zapragnęli ją mieć u siebie. Zamówiono prezentację sprzętu będącego połączeniem myjki wysokociśnieniowej z parownicą. Każdą gumę trzeba było potraktować osobno specjalną dyszą, mimo tak indywidualnego podejścia… plamy zostały.
– Porządki objęły cztery tysiące metrów kwadratowych chodników do skrzyżowania z ulicą Bandrowskiego i kosztowały blisko 18 tysięcy złotych – informuje Daniela Motak, rzeczniczka tarnowskiego magistratu. – Ile by miasto nie wydało pieniędzy, to do końca nigdy tych plam nie usunie. Nadal na rynku nie ma skutecznego i wydajnego sprzętu.
Wygląda na to, że dopóki nie znajdzie się odpowiednie rozwiązanie, służby miejskie mogą tylko odwoływać się do kultury przechodniów i apelować, by nie wypluwali gum do żucia na chodnik.
Skuteczne rozwiązanie wprowadzono w Singapurze, ale u nas raczej się nie przyjmie. Tam obowiązuje od wielu lat zakaz żucia gumy – nie można jej kupić w żadnym sklepie, a jeśli nawet ktoś nielegalnie wejdzie w jej posiadanie, to żucie grozi wysokim mandatem. Dostępna jest tylko w aptekach za okazaniem między innymi dowodu tożsamości.























