Kogo wyżywi autostrada?

0
autostrada
REKLAMA

– Przejedź się pan po wioskach – radzi jeden z mieszkańców Rudki. – Domy poszykowane, samochody nowe. Szkoda, że nie był pan tu wcześniej, byłoby łatwo porównać.
– Kto się panu przyzna, ile wziął za pole pod autostradę? W Polsce wszyscy wolą, żeby brać ich za biednych. Ale słuchy takie chodzą. Z tymi milionami musi być prawda – przekonuje inny rozmówca.
Wiesław Rajski, wójt gminy Wierzchosławice: – Milion złotych? No, nie wiem… Chyba że był to wyjątkowo dużej wielkości grunt, a najpewniej z jakimiś zabudowaniami.
Prawda, nieprawda, miliony podziałały na wyobraźnię. Nie wiadomo teraz, czy sąsiad obok został milionerem, czy tylko tak o nim plotkują.
– Na początku za ar ziemi płacili półtora tysiąca, potem do dwóch pięciuset – to wie na pewno Józef Kwapniewski, sołtys Komorowa. Twierdzi, że on na budowie autostrady stracił, podobnie jak jego sąsiedzi.
– Niech pan patrzy, gdzie myśmy się dziś znaleźli – denerwuje się sołtys. – Między wałem powodziowym a autostradą. Nasze domy i obejścia są jak w pułapce.

Mieliśmy gehennę
Rząd murowanych domów w tej części Komorowa stoi tuż przy samej szosie, a na południe od niej widać autostradę z ekranami akustycznymi, na północy zaś wał, przez który potrafi przedrzeć się wielka woda. Rok 2010 to już pokazał. W zasadzie to teren zalewowy, a sąsiedztwo A4, w opinii sołtysa, jeszcze pogorszyło sprawę.
– Wartość naszych nieruchomości jest mniejsza niż była. Kiedyś ktoś mnie jeszcze pytał, czy gdzieś tutaj nie byłoby jakiejś działki do kupienia. Dziś nie zapyta nikt – narzeka Kwapniewski.
Wtóruje mu sąsiad. – Co z tego, że są ekrany akustyczne. I tak hałas z drogi pójdzie z wiatrem ponad nimi i dotrze tutaj do nas. Wszyscy zdają sobie z tego sprawę.
Ale i tak najgorsze minęło.
– Mieliśmy gehennę, jak tą drogą jeździł sznur ciężarówek na budowę. Jeżdżą do tej pory, ale już mniej. To droga powiatowa, była kiedyś jak cacko, a teraz pęka w niektórych miejscach i wnet wyjdą dziury. Dzwoniliśmy na policję, mówiliśmy, że ciężarówkom po tej drodze jeździć nie wolno, że znaki są ustawione, ale kierowcy są cwani. Jak przyjeżdżała policja, to się wzajemnie ostrzegali i nikt tędy nie jechał, potem na drogę wracali. Ile tu przekleństw padło na tej szosie…
Strat jest więcej, bo – jak opowiadają obydwaj mężczyźni – niejeden z miejscowych kierowców na marnych objazdach stracił w samochodzie rurę wydechową albo wgniótł miskę z olejem. Nie mówiąc już o tym, że pobliskie wyrobisko pożwirowe znacznie obniżyło poziom wód gruntowych i susza zagląda do studni.
Jest jak w życiu: jedni tracą, drudzy zyskują. Wójt Wierzchosławic mówi, że zyskać wszyscy nie mogą, bo autostrada musi gdzieś pobiec i nie zawsze są z tego profity. Jest pewien, że niektórzy już sporo zyskali – na sprzedaży ziemi.
– Autostrada przecina naszą gminę w poprzek, więc inwestor musiał wykupić od ludzi sporo gruntów. Za hektar początkowo płacono po ok. 100 tysięcy, potem, w drugim etapie, po ok. 300 tys. zł.

REKLAMA (3)

Autostrada rozwojowa?
Ale i tak wszyscy w gminie wiedzą, że największe interesy porobili właściciele działek, na których znajdują się udokumentowane złoża kruszywa. W związku z budową A4 ceny ich poszły w górę o 200‑300 procent, teraz, gdy budowa się kończy, wartość spada.
Zbigniew Drąg, miejscowy radny i sołtys Wierzchosławic, w sprawie przyszłych korzyści wypowiada się ostrożnie. – Mało wiadomości mamy na ten temat. Ludzie trochę korzystali, gdy szła budowa. To stróżowanie im przypadło, to naprawa pojazdów, które jeździły na budowie. Na pewno w gminie będzie chciało się budować więcej krakusów. Teren jest atrakcyjny, a autostradą pojadą z Krakowa 40 minut. Tylko niepotrzebnie tak ogrodzili autostradę ekranami. Krajobraz prawie wyginął…
Zdaniem Wiesława Rajskiego, w ogólnym rachunku na autostradzie najbardziej zyska gospodarczo gmina.
– Miałem spotkanie już z kilkunastoma inwestorami, którzy są zainteresowani działalnością na naszym terenie. Autostrada otwiera nowe perspektywy. Na razie mogę powiedzieć o zagranicznej firmie, która chciałaby produkować u nas okna aluminiowe ze zbytem we Włoszech. W tym przypadku będzie można liczyć docelowo na około 100 miejsc pracy. Zatrudnienie znajdzie się też w dwóch Miejscach Obsługi Podróżnych (MOP) i w dwóch stacjach paliw. Gmina będzie miała dodatkowe podatki.
Wierzchosławice są w tej dobrej sytuacji, że na terenie gminy znajdą się zjazdy i wjazdy na A4. Jeśli przez inne gminy autostrada tylko przebiega i nie ma tam zlokalizowanych węzłów drogowych, korzyści z samego tranzytu nie wynikną. W Polsce od dawna panuje przekonanie, że autostrady będą czynnikiem rozwojowym dla miast i gmin. Jak informuje Dorota Kunc‑Pławecka, rzeczniczka prasowa prezydenta Tarnowa, z opracowań analityków wynika, że po oddaniu A4 miasto ma dużą szansę na pozyskanie wreszcie dużego inwestora. Nowa droga ma być nowym impulsem rozwojowym dla Tarnowa i okolic. Czy tak rzeczywiście będzie?
Dzisiaj wielu powołuje się na żywy przykład Strykowa, małego miasteczka w Łódzkiem, gdzie po zbudowaniu autostrad i nadejściu inwestorów stopa bezrobocia w gminie obniżyła się z kilkunastu do kilku procent. Inna rzecz, że Stryków leży na skrzyżowaniu dwóch autostrad środkowoeuropejskich A1 i A2 (Gdańsk–Wiedeń, Berlin‑Moskwa).
REKLAMA (2)

Już dość tej budowy
W gminie Lisia Góra panuje przekonanie, że w perspektywie autostrada będzie żywić, przynajmniej niektórych. Dowodem tego ma być zbudowane w Brzozówce, obok węzła Krzyż, wielkie Centrum Dystrybucji Liedla, które docelowo ma zatrudnić ok. 200 osób. Dziesięć hektarów powierzchni, cztery ha pod dachem.
– Liedl dawał za ziemię dobre pieniądze i ludziom poprzewracało się w głowach – mówi mieszkaniec Brzozówki. – Wszyscy nagle uwierzyli, że z powodu autostrady aż tyle warta jest ich ziemia.
Stanisław Wolak, wójt gminy Lisia Góra, potwierdza, że zainteresowanie ze strony inwestorów jest, ale na razie mniejsze, niż można byłoby się spodziewać. – Mamy kryzys i to wyraźnie daje się odczuć. Owszem, inwestorzy pytają o nowe możliwości, choćby te firmy, które współpracują z Liedlem i też chciałyby tu się ulokować. U nas jednak jest problem; tereny należą do prywatnych właścicieli, a nie, jak np. w Wojniczu, do samorządu. Chcąc pozyskać kilka hektarów gruntu, trzeba rozmawiać z kilkunastoma właścicielami, gdyż występuje duże rozdrobnienie. Prywatni zaś oczekują bardzo wysokich zapłat i to stanowi barierę. Staramy się pracować nad świadomością ludzi i przekonać ich, że chcąc otrzymać zbyt wiele, więcej można stracić niż zyskać.
Zaczarnie, położone w tej gminie przy granicy z Tarnowem, autostrady ma już serdecznie dość. O ile odcinek z Tarnowa na zachód, w kierunku Krakowa, ruszy niebawem, o tyle odcinek zachodni, w stronę Rzeszowa, do którego Zaczarnie przylega, zamarł w bezruchu. GDDKiA rozwiązała umowę z dotychczasowym wykonawcą, który zszedł z budowy, i być może dopiero wiosną ponownie ruszą prace.
– Zostaliśmy sami z dużym problemem – złości się Stanisław Sysło, sołtys Zaczarnia. – Najgorsze jest to, że nie mamy drogi powiatowej w kierunku Lisiej Góry, bo jest zamknięta. Przysiółek Partuły, 23 domy, nie ma dojazdu, dopiero teraz zrobiliśmy prowizoryczny przejazd, ale to nie załatwia sprawy. Wcześniej płaciliśmy za dowóz dzieci do szkoły busem, który jechał do Zaczarnia przez Stare Żukowice. Tych pieniędzy gminie nie zwrócił nikt. Robota na autostradzie została zostawiona, ludzie są źli, zastanawiają się, jak długo ta prowizorka jeszcze potrwa.
Nie wszyscy są źli, bo – jak szacuje sołtys – połowa mieszkańców sprzedała „autostradom” swój grunt pod budowę drogi. Najlepsza cena w tych stronach wyniosła 2860 zł za ar. Najwięcej zarobili ci, którzy oddali domy. W Zaczarniu były trzy wyburzenia. Narzekań na wysokość rekompensat nie słychać. Nie brakuje tu teraz takich, którzy żałują, że także ich dom nie stanął na drodze budowy.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze