
Polacy masowo kupują lekarstwa poza aptekami i punktami aptecznymi. W każdym roku potrafimy zakupić na stacjach benzynowych czy w supermarketach blisko 500 milionów sztuk tabletek przeciwbólowych! Pod tym względem jesteśmy w czołówce europejskich krajów. Według danych w 2014 roku kupiliśmy 680 mln opakowań leków bez recepty za łączną kwotę 11,4 mld zł!
– Jeżeli jestem w galerii handlowej i mam możliwość w trakcie robienia zakupów kupić dodatkowo opakowanie tabletek przeciwbólowych czy syrop na kaszel, to dlaczego miałbym z tego nie skorzystać? – dziwi się jeden z mieszkańców Tarnowa.
O tym, aby ograniczyć sprzedaż leków poza apteką i punktami aptecznymi, mówi się od bardzo dawna. Sprawy w swoje ręce bierze ministerstwo zdrowia, którego projekt zakłada m.in. ograniczenie sprzedaży leków przeciwbólowych do kilku tabletek w opakowaniu oraz wykreślenie z listy tych leków, które muszą być przechowywane w specjalnych warunkach, np. w lodówce. Projekt popiera Naczelna Rada Aptekarska, według której leki nie są produktami konsumpcyjnymi, więc powinny być sprzedawane jedynie przez osoby posiadające stosowne kwalifikacje. Również przedstawiciele Stowarzyszenia „Leki tylko z apteki” opowiadają się za wprowadzeniem zmian. – Projekt ma przede wszystkim na celu wyeliminowanie patologii z nadużywaniem leków i samodzielne leczenie się bez konsultacji z lekarzem – mówi członek stowarzyszenia, Paweł Bernat. – W telewizji ponad połowa reklam dotyczy leków, a przedstawiane są one w taki sposób, jakby były cukierkami. Jesteśmy za tym, żeby obrót pozaapteczny był nadal dostępny, ale pod warunkiem, że istnieje świadomość, że to leczenie doraźne. Jeżeli głowa boli mnie przez dłuższy czas, to nie leczę się sam, tylko idę do lekarza.
Inicjatywę popiera również tarnowski toksykolog dr Jacek Janiszewski.
– Mocno kibicuję temu projektowi. Dostęp do paracetamolu jest poza kontrolą. Wśród moich pacjentów mam wiele przypadków osób, które leczyły ból zęba, przyjmowały kolejne dawki paracetamolu co kilka godzin, tyle tylko, że pod różnymi nazwami handlowymi, i pojawiały się u mnie z cechami ciężkiego uszkodzenia wątroby. Pod wpływem reklamy pacjent szuka konkretnego leku, nie zwracając uwagi na fakt, że przed chwilą zażywał ten sam specyfik, tyle że pod inną nazwą. Uważam, że najlepszym posunięciem byłoby ograniczenie liczby tabletek w opakowaniu, dokładne ich opisanie i oznakowanie, a także wprowadzenie na rynek pozaapteczny jednej nazwy leku przeciwbólowego, a nie kilkunastu.
Nie wszyscy jednak popierają tego typu pomysły. Przeciwnikami są przede wszystkim osoby zamieszkujące małe miejscowości, gdzie brakuje aptek całodobowych. Taka sytuacja ma miejsce chociażby w Rzepienniku Strzyżewskim, gdzie apteka czynna jest do późnych godzin popołudniowych, natomiast wieczorami i w święta rolę „pierwszej pomocy” przejmują sklepy monopolowe i stacja benzynowa. – Mamy wielu klientów, którzy kupują u nas leki na ból głowy, gardła czy na… kaca – nie ukrywają pracownice stacji benzynowej Statoil w Rzepienniku Strzyżewskim. – Oprócz tego jest wiele osób, które potrzebują lekarstwa na choroby lokomocyjne. W okresie świąt, kiedy punkt apteczny jest zamknięty, mamy naprawdę duży popyt na leki. Świadczy to o tym, że ograniczenie dostępności leków poza aptekami może stać się dla osób zamieszkujących małe miejscowości sporym problemem.
Ministerstwo zdrowia zapewnia, że zmiany nie będą wprowadzane w sposób „rewolucyjny” oraz mają być przedmiotem konsultacji publicznych. Niewykluczone jednak, że z biegiem czasu Polska przyjmie zachodnioeuropejskie standardy. We Francji leki można kupić wyłącznie w aptekach, a w niemieckich supermarketach oraz w drogeriach można zakupić jedynie roślinne specyfiki na przeziębienie, ból gardła, zgagę oraz suplementy diety.























