
Bo zapomniał, poszedł prywatnie albo… umarł
W Zespole Przychodni Specjalistycznych w Tarnowie w pierwszym kwartale tego roku nie odbyło się 7 011 wizyt u specjalistów. – Pacjentom, którzy nie zgłoszą się na wizytę i nie uprzedzą o tym fakcie, termin przepada, a w to miejsce nie ma możliwości umówienia kogoś innego, kto z chęcią skorzystałby z porady – mówi Dorota Sajdak z Sekcji ds. Organizacji, Nadzoru i Rozliczeń Usług Medycznych ZPS. – Inaczej jest, gdy pacjent powiadomi nas, że go nie będzie, wtedy na jego miejsce wpisuje się kolejną osobę znajdującą się na liście oczekujących. Niestety, jeżeli nie potwierdzi swojej absencji, miejsce w terminarzu zostaje zablokowane. Nie jesteśmy w stanie kontaktować się z każdym z osobna, by sprawdzić, czy się pojawi u lekarza, codziennie odwiedza naszą przychodnię około dwa i pół tysiąca pacjentów.Jednym z powodów nieobecności jest długi termin oczekiwania na wizytę i zwykłe zapominalstwo, skorzystanie z usług innej placówki medycznej, rzadziej przypadki losowe, na przykład choroba czy śmierć. – Poszłam do lekarza rodzinnego ze spuchniętą nogą, a ten wypisał mi skierowanie do reumatologa. Termin był tak odległy, że w międzyczasie spuchnięcie wklęsło, a noga przestała boleć. I o wizycie zapomniałam – usprawiedliwia się Irena.Wanda pokazuje rozpisane na poszczególne dni zabiegi obejmujące laseroterapię i ultradźwięki. Do pracowni fizykoterapii ma się zgłosić 26 czerwca 2017 roku. – Czy ja będą o tej dacie pamiętać? Wszystkie ważniejsze terminy notuję na ściennym kalendarzu, który wisi w kuchni, i chcąc nie chcąc, wszyscy domownicy na niego zerkają. Kalendarza na przyszły rok jeszcze nie wyprodukowali.
Pani Krystyna wybiera się do rejestracji osobiście. – To nie jest sprawa na telefon – mówi. – Mąż zmarł niedawno, a na koniec lipca miał wyznaczoną wizytę u okulisty. Chcę zapytać, czy mogą mnie wpisać na jego miejsce.
– Niedawno zadzwonili do mnie z przychodni przy Marii Curie i powiedzieli, że termin u neurologa, który miałam wyznaczony na 17 stycznia przyszłego roku, mogą przesunąć na 30 sierpnia – cieszy się Stanisław. I przyznaje, że zdarzało mu się wizyty opuszczać. – To dlatego, że jak człowieka coś boli, to nie czeka pół roku na wizytę, tylko wyciąga portfel i idzie prywatnie. A jak już go nie boli, to o spotkaniu z lekarzem zapomina.
Tylko nieliczni pacjenci uprzedzają, że ich nie będzie. – Taka „pusta” wizyta oznacza, że miejsce jest zablokowane, lekarz oczekując na pacjenta traci cenny czas, który mógłby wykorzystać na zdiagnozowanie innej osoby. W sumie stratę ponosi przychodnia, ale także inni pacjenci, którzy mogliby w to miejsce zostać przyjęci – kontynuuje Dorota Sajdak.
Wolne łóżko i strata czasu
Do poradni specjalistycznych oraz pracowni diagnostycznych (na przykład rezonansu magnetycznego) w Specjalistycznym Szpital im. E. Szczeklika w Tarnowie nie zgłasza się około 10 proc. pacjentów. Część osób przesuwa termin, a i tak potem nie przychodzi. Są tacy, którzy nie pojawiają się na zaplanowanych operacjach. By zminimalizować takie sytuacje, szpital wymaga od pacjentów zapisujących się na zabiegi i czekających na ich wykonanie od kilku miesięcy do dwóch‑trzech lat potwierdzenia swojej obecności. W przypadku operacji – 7 dni wcześniej, w przypadku rezonansu magnetycznego – 14 dni wcześniej.– Niezgłaszający się pacjenci to oczywiście spory problem, przede wszystkim dezorganizacja pracy pracowni diagnostycznych, oddziałów, bloków operacyjnych oraz poradni. To strata czasu oraz niewykorzystane łóżka i niewykorzystana aparatura diagnostyczna w sytuacji, gdy w kolejce czekają inni pacjenci i ktoś mógłby wcześniej skorzystać z pomocy – podkreśla Danuta Nosek, wicedyrektorka szpitala im. Szczeklika.
W pracowni rezonansu brak zgłoszenia na przykład dwóch pacjentów oznacza dwugodzinną przerwę w wykonywaniu badań – przerwę w pracy lekarzy radiologów, techników RTG, pielęgniarek. W oddziale zabiegowym – wolne łóżko, a na bloku operacyjnym – zmiany organizacji pracy operatorów, anestezjologów, instrumentariuszek, przesuwanie godzin zabiegów u innych pacjentów.
– To również koszty pracy kadry medycznej, które ponosi szpital. Pieniądze nie są tu jednak największym problemem – kontynuuje Danuta Nosek. – We wszystkich poradniach i oddziałach i tak przyjmujemy więcej pacjentów, niż przewiduje umowa z Narodowym Funduszem Zdrowia. Rocznie szpital wykonuje ponadlimitowe świadczenia za około trzy – cztery miliony złotych bez gwarancji, że koszty ich udzielenia zostaną choć w części sfinansowane. Stąd niezgłaszanie się pacjentów na ustalone wizyty czy hospitalizacje nie zmniejsza dochodów szpitala, a może jedynie zmniejszyć poziom nadlimitów.
Czy w przypadku wcześniejszego powiadomienia zwolnione miejsce może zająć inny pacjent? Wicedyrektorka Szpitala Szczeklika mówi, że tak. O wcześniejszym terminie powiadamia się telefonicznie osoby pierwsze w kolejce, przyjmowani są pacjenci z rozpoznaniami onkologicznymi, a także osoby ustawowo zwolnione z kolejki – kombatanci, inwalidzi wojenni.
Rocznie w poradniach specjalistycznych Szpitala Wojewódzkiego im. św. Łukasza w Tarnowie lekarze udzielają ponad 150 tysięcy porad. – Ze względu na tak dużą liczbę nie jesteśmy w stanie potwierdzać telefonicznie każdej wizyty. Możemy jedynie prosić pacjentów podczas rejestracji, by powiadomili nas, gdy okaże się, że nie będą mogli przyjść w wyznaczonym dniu – informuje Damian Mika, rzecznik prasowy szpitala. – Jeżeli taki sygnał się pojawi, mamy możliwość zaproponowania wolnego terminu innym oczekującym pacjentom. Często też w naszych poradniach pojawiają się pacjenci, którzy liczą na to, że ktoś się nie zgłosi i skorzystają z wizyty typu last minute. Obserwujemy również przypadki, kiedy pacjenci rezygnują ze swoich terminów na rzecz konkretnych osób – rodziny czy znajomych.
W tarnowskim szpitalu wojewódzkim wykonuje się w ciągu roku około 11 tysięcy planowanych zabiegów i operacji. W tych przypadkach pacjenci muszą kilka dni wcześniej potwierdzić swoje przybycie. Mimo tego zdarza się, że chorzy i tak nie przychodzą. Konsekwencji nie ma żadnych. Chyba że przesunięcie na koniec kolejki.























