W związku z sytuacją epidemiologiczną, niską frekwencją pasażerską i ograniczeniami w transporcie publicznym w trudnym położeniu znalazło się Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Tarnowie. Pojawiła się nawet pogłoska, że spółka po zwolnieniu części załogi będzie przymierzać się także do sprzedaży części swojego taboru. Prezes zaprzecza, żeby były plany wyprzedaży autobusów.
Według niepotwierdzonych informacji, MPK, którego w najbliższym czasie czeka restrukturyzacja, miałoby za niedługo ogłosić przetarg na sprzedaż kilkunastu autobusów. Kiedy „cięty” jest rozkład jazdy, część taboru okazuje się zbędna.
– To kolejny fake news – twierdzi Jerzy Wiatr, prezes MPK. – Nasza sytuacja jako firmy jest trudna, ale nie jest prawdą, że przymierzamy się do sprzedaży autobusów. Nie bierzemy tego pod uwagę.
A co z ludźmi?
– Nie da się całkowicie uniknąć zwolnień – odpowiada prezes Wiatr. – Mogą one obejmować do 10 osób. Niektóre odchodzą na emeryturę, innym kończą się umowy na czas określony, dla tych drugich przygotujemy specjalne programy osłonowe. Wstrzymaliśmy także wypłacanie pracownikom premii motywacyjnych. To są decyzje absolutnie konieczne, gdyż bez nich w ciągu najbliższych miesięcy spółka straciłaby płynność finansową.
Uciekły bilety
Z powodu obecnej sytuacji MPK każdego miesiąca notuje straty rzędu 300‒400 tys. zł. Ponieważ rozkład jazdy obowiązuje taki jak w soboty, liczba kursów jest znacznie ograniczona. Poza tym, zgodnie z obowiązującymi w całym kraju obostrzeniami, pojazdy komunikacji publicznej nie mogą zabierać na swój pokład kompletu pasażerów. Na przykład do standardowego 12-metrowego autobusu miejskiego, który może pomieścić ponad 90 osób, teraz wolno wsiąść – dla zachowania odpowiednich odległości – tylko 15 pasażerom. Efektywność wykorzystania taboru więc drastycznie spadła, tym samym przychody ze sprzedaży biletów.
– W kwietniu straciliśmy przychody w wysokości 660 tys. zł, czyli jedną czwartą, na paliwie zaoszczędziliśmy 220 tys., gdyż jest mniej kursów, a na premiach 85 tys. – wylicza prezes Wiatr. – Bilans jest zdecydowanie ujemny.
Przyszłość także rysuje się w niezbyt jasnych barwach. Jeżeli epidemia zostanie opanowana, to kolejne miesiące również będą trudne. Już dziś mówi się, że nie będzie powrotu do rozkładów jazdy sprzed pandemii, przypuszczalnie dojdzie do kolejnych cięć. We wrześniu, po wakacjach, może być pod tym względem wiele przykrych zaskoczeń.
Ile dopłacą do MPK
Miasto znalazło się w bardzo skomplikowanej sytuacji finansowej, Zarząd Dróg i Komunikacji traci na wpływach ze sprzedaży biletów, coraz trudniej będzie mu dotować komunikację miejską. Do tej pory była to kwota rzędu kilkunastu milionów zł rocznie, doliczając do tego także dopłaty samorządów sąsiednich gmin, do których docierają autobusy tarnowskiego MPK. Chociaż na razie nikt oficjalnie o tym nie mówi, możliwa jest wkrótce podwyżka cen biletów.
Być może z powodu perspektywy kurczenia się komunikacji miejskiej w Tarnowie pojawiło się pytanie, czy spółce nadal będzie potrzebnych 95 autobusów. Ich utrzymanie sporo kosztuje, nawet gdy bezczynnie stoją.
– To są pojazdy kupione z funduszy unijnych, także za kredyty, więc ich sprzedaż nie wchodzi w grę również z powodów formalnych – podkreśla szef MPK. – Jeżeli będziemy w przyszłości mniej jeździć, to najwyżej będziemy mieli większą niż dotychczas rezerwę taborową. Poza tym epidemia na pewno kiedyś się skończy i wiele kursów zostanie przywróconych. Oczywiście, stojące na placu autobusy też kosztują, gdyż biorąc pod uwagę formy realizacji zakupu pojazdów musimy na przykład obowiązkowo opłacać składki autocasco.
Dalsze ograniczenia?
Ten rok dobrze zapowiadał się w MPK.
– Paliwo od początku było dość tanie, co napawało nas optymizmem, zakładaliśmy, że spółka osiągnie dobre wyniki ekonomiczne – wspomina Jerzy Wiatr. – Paliwo nadal jest tanie, ale co z tego. Żeby były przychody, musimy jeździć, dużo jeździć, a nie stać. Nikt się nie spodziewał tego, co nastąpiło teraz. Mimo wszystko uważam, że i tak jesteśmy w korzystniejszej sytuacji niż wielkie przedsiębiorstwa komunikacyjne, na przykład w Krakowie. W naszym przypadku koszt tzw. wozokilometra wynosi średnio 7–10, a w przypadku tramwaju już około 15 złotych. Tam straty narastają jeszcze szybciej.
Teraz MPK walczy o to, by w najbliższych dniach ZDiK nie podjął decyzji o dalszym ograniczeniu kursów, według rozkładów niedzielno-świątecznych. W tej sprawie wystąpił już jeden ze związków zawodowych działających w spółce – „Solidarność ‘80”. Twierdzi on, że w autobusach powoli przybywa pasażerów, a dalsze ograniczenia mogą spowodować większe zwolnienia załogi. Od poniedziałku, 4 maja, w Nowym Sączu zostały przywrócone prawie wszystkie połączenia; autobusy miejskie kursują tu podobnie jak w dni robocze.
Dużo niewiadomych
Czwartego maja Unia Metropolii Polskich i Związek Miast Polskich zwróciły się do ministra zdrowia z apelem o złagodzenie ograniczeń w transporcie zbiorowym. W specjalnym liście napisano, że z powodu kolejnych etapów „odmrażania” gospodarki, m. in. w handlu, zauważa się rosnące zainteresowanie pasażerów usługami komunikacji publicznej i postuluje się, aby dostępność połowy miejsc siedzących w autobusach i tramwajach zamienić na ogólne zapełnienie pojazdów w 50 procentach.
MPK w Tarnowie zatrudnia 280 osób, w tym 188 kierowców. Przyszłość spółki nie jest dzisiaj jasna, podobnie jak wielu innych przedsiębiorstw w mieście i kraju. Najwięcej będzie zależało od tego, kiedy epidemia wygaśnie, ale także inne okoliczności będą miały wpływ na losy firmy. Na pewno komunikacja miejska w Tarnowie nie przestanie istnieć, ale w jakim kształcie będzie funkcjonować za trzy miesiące czy za rok, wciąż pozostaje kwestią otwartą.
























