Do Polski ma przyjechać ponad 10 tys. osób, które uciekają z objętych wojną terenów Bliskiego Wschodu i Afryki, ratując się przed wojnami, ludobójstwem, prześladowaniami. Chrześcijańscy uchodźcy z Syrii, ofiary wojny domowej w swoim kraju, trafili już do kilkudziesięciu polskich miast. Przez rok mają zapewnione mieszkania oraz pomoc finansową i naukę języka polskiego. Po tym czasie powinni zaaklimatyzować się na tyle, by móc znaleźć pracę lub kontynuować naukę. Mają różne oczekiwania; część osób wyjechała na zachód Europy, pozostałym spodobało się w Polsce i chcą tu pozostać. Tylko nieliczni narzekają, że mają za mało pieniędzy i mieszkają w złych warunkach. Ich przylot oraz roczny pobyt w naszym kraju – wynajęcie mieszkania, kupno wyżywienia czy odzieży współfinansują m.in. Fundacja Estera, organizacja Barnabas Found, wspierająca chrześcijan w różnych zakątkach świata, a także indywidualne osoby, organizacje religijne i polskie wspólnoty chrześcijańskie.
W Tarnowie mieszkają dwie rodziny pochodzące z południowej Syrii, ale docelowo może być ich więcej. Jedna z rodzin trafiła tutaj jeszcze w lipcu, druga zaledwie przed tygodniem. 47‑letni Riad AlNahma i jego żona Reem oraz dzieci: dwudziestolatka Lama i jej młodszy o pięć lat brat Amer zamieszkali w trzypokojowym mieszkaniu niedaleko Rynku, wyposażonym we wszystkie niezbędne sprzęty, jak pralka czy lodówka. Ich pobyt finansuje wspólnota Kościoła Wolnych Chrześcijan w Tarnowie, na której zaproszenie przyjechali. Wybór rodziny nie był przypadkowy, uwzględniano referencje i opinie syryjskich duchownych, weryfikowano dokumenty.
Riad pracował w Syrii w urzędzie zajmującym się m.in. kontrolą towarów oraz cłem, jego żona Reem – podobnie jak większość syryjskich kobiet – prowadziła dom, córka Lama studiowała anglistykę, a syn Amer chodził do szkoły średniej. 47‑letni Syryjczyk przyznaje, że decyzja o wyjeździe z rodzinnego kraju była niezwykle trudna, niemniej najważniejsze było bezpieczeństwo rodziny. Teraz są wreszcie bezpieczni, więc ich marzenia nie są zbyt wygórowane: chcą tylko pracy dla siebie i żeby ich dzieci mogły kontynuować naukę.
– W Tarnowie żyje im się dobrze, są zadowoleni z warunków, cieszą się, że są w bezpiecznym kraju, gdzie mogą spokojnie wyjść na ulicę. Dla nas to normalność, dla nich wielka rzecz – podkreśla Bartłomiej Kapuściński, który pomaga w asymilacji Syryjczyków w Tarnowie.
Jak wygląda normalny dzień syryjskiej rodziny w naszym mieście? Jest podobny do dnia wielu tarnowskich rodzin: szukają zatrudnienia, rozmawiają ze znajomymi, robią zakupy i zwiedzają miasto. W załatwianiu niezbędnych formalności pomagają im osoby z Kościoła Wolnych Chrześcijan, które poświęcają swój czas, by pomóc syryjskiej rodzinie w odnalezieniu się w polskiej rzeczywistości.
– Mówią po arabsku i trochę po angielsku, ale mam nadzieję, że niedługo będą mówić po polsku – dodaje B. Kapuściński.
Czy są zadowoleni?
– Tarnów nam się podoba, jest bardzo ładnym miastem, czujemy się tu bezpiecznie, a tarnowianie nas polubili – podkreślają.
W minionym tygodniu do Tarnowa przyjechała druga syryjska rodzina: małżeństwo z piętnastoletnim synem. Wcześniej mieszkali w prowadzonym przez siostry zakonne ośrodku dla bezdomnych w podkieleckiej miejscowości, ale towarzysząca im rodzina wyjechała niedawno do Niemiec, więc zostali sami. Chcieli przeprowadzić się do naszego miasta, bo zadomowieni tu Syryjczycy to ich znajomi – obie rodziny pochodzą z tego samego regionu Syrii. Teraz mieszkają blisko siebie. Już nie zamierzają nigdzie wyjeżdżać. – Chcemy żyć wspólnie z tarnowianami – deklarują.
„Nasi” imigranci
REKLAMA
REKLAMA



















![Sprawa imigrantów dzieli tarnowian. Spierali się i demonstrowali. Ale pokojowo [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2025/07/demonstracja-4-218x150.jpg)




