„NZ” – „nie zamieniać”. Taki dopisek na recepcie może nas sporo kosztować, bowiem farmaceuta nie będzie mógł zamienić leku na jego tańszy odpowiednik. Recepty z dopiskami rozdają lekarzom firmy farmaceutyczne, które nie chcą, by chorzy kupowali tańsze lekarstwa konkurencji. Medycy w większości uważają jednak, że takie praktyki godzą w prawa pacjenta.
Apteka w centrum Tarnowa. Do okienka podchodzi kobieta, trzyma w ręce dwie recepty, obie są opatrzone pieczątką z napisem „Nie zamieniać”. Przepisane leki mają wiele znacznie tańszych zamienników, ale farmaceuta bezradnie rozkłada ręce. – Nie wolno nam się wtrącać do tego, co jest na recepcie – wyjaśnia klientce. Zgodnie z ustawą refundacyjną aptekarze mają obowiązek proponować klientom tańsze odpowiedniki preparatów z recept, ale jeśli medyk doda „Nie zamieniać”, żaden farmaceuta się na to nie odważy.
Skąd pomysł na recepty z pieczątką? Lekarze dostają je od firm farmaceutycznych. Na pieczątkach jest nazwa i dawkowanie leków oraz dopisek „Nie zamieniać”. Tym samym firmy mają pewność, że pacjent nie kupi tańszego medykamentu konkurencji. Jednak oficjalne tłumaczenie jest inne.
– Chcemy zwrócić uwagę pacjentom i aptekarzom, że mają do czynienia z nowym preparatem – mówią przedstawiciele firm.
Nie wiadomo, jak dużo pojawia się recept z pieczątkami, jednak farmaceuci przyznają, że są one coraz częstsze. Lekarze chętnie z nich korzystają, bo ułatwiają im pracę – są leki, przy których trzeba szczegółowo podać dawkę substancji czynnej, ale obliczenia bywają skomplikowane i łatwo się pomylić. Z pieczątką danej firmy nie ma takiego ryzyka. Tymczasem istnieje nieduża grupa chorych, której nie wolno zamieniać wskazanego przez medyka leku na żaden odpowiednik.
Lekarze przyjmujący w Zespole Przychodni Specjalistycznych w Tarnowie są przeciwni umieszczaniu na receptach pieczątek z napisem „Nie zamieniać”, gdyż uważają, że jest to naruszenie praw pacjenta. Chorzy powinni mieć jasny wybór: brać oryginalny, ale droższy lek czy może zdecydować się na jego tańszy zamiennik.
– Tylko w indywidualnych przypadkach zdarza się, że pacjent toleruje jedynie oryginalny preparat, więc wtedy faktycznie nie ma wyboru. Jednak zazwyczaj lekarze uwzględniają opinie pacjentów, którzy sami najlepiej wiedzą, jak czują się po danym leku – podkreśla Artur Asztabski, prezes tarnowskiej przychodni. W tej placówce recepty drukowane są w systemie komputerowym, więc nie ma mowy, by przedstawiciele firm farmaceutycznych wciskali medykom swoje druki z pieczątkami. Niemniej jednak zdarza się, że próbują w inny sposób wywierać nacisk na lekarzy. – Ostro się przed tym bronimy – dodaje szef ZPS.
Podobnie jest w Centrum Medycznym Kol‑Med w Tarnowie. Recepty drukowane są w komputerze, a sami medycy bardzo rzadko dopisują na nich, by farmaceuci nie stosowali zamienników. Zazwyczaj dzieje się tak tylko wtedy, gdy dany preparat nie ma innego odpowiednika lub jest najlepszy dla chorego. – W ponad 90 proc. przypadków pacjenci podczas wizyty u lekarza wyjaśniają, jaki lek dostali w aptece i pytają, czy mogą go nadal stosować. Najważniejszy jest ten sam skład tabletek – wyjaśnia Marta Owczyńska, dyrektor placówki. – Czasem o zamianie leku decyduje też cena. Mamy pacjentów, którzy biorą po 5‑6 leków. Jeśli nie ma przeciwwskazań, nie widzę przeszkód, by dostali tańszy zamiennik, bo przecież producent nie ma żadnego znaczenia.
Zamienników rozmaitych preparatów jest bardzo dużo, ale nie wszystkim pacjentom można je polecić. Najgorzej bywa z osobami starszymi.
– Są chorzy, którzy biorą po 8 lub 10 tabletek dziennie. Dla nich ważna jest nazwa leku bądź to, że jego opakowanie ma kolor niebieski albo zielony. Jeśli farmaceuta proponuje im zamiennik, bardzo często gubią się, zażywając ten sam lek pod trzema innymi nazwami. A to szkodzi. Starszym osobom bardzo trudno jest też wytłumaczyć, że w aptece mogą kupić taki sam preparat, tylko pod inną nazwą. Dlatego dwóm swoim pacjentom zaznaczam na recepcie, by w aptece nie stosowano zamienników, bo wiem, że oni sobie po prostu nie poradzą – komentuje Jadwiga Sołtys, szefowa Przychodni Lekarskiej nr 3 w Tarnowie.























