Jeśli ktoś przypuszczał, że korzystne dla miasta rozstrzygnięcie ministra rolnictwa oraz Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie w głośnym sporze o zamek Tarnowskich szybko zakończy sądowy proces, od początku był w błędzie. Wiele wskazuje na to, że ten spór potrwa jeszcze latami. To zła wiadomość dla miłośników zamku. Jego średniowieczne ruiny, pozbawione rzeczywistej opieki konserwatorskiej, powoli zanikają. W dodatku przedłużająca się w czasie pandemia jeszcze bardziej opóźni działania sądu.
Po krótkotrwałym ożywieniu spór miasta z rodem Sanguszków w kwestii ustalenia własności wzgórza zamkowego znowu znalazł się w impasie. Sprawa ciągle jest w toku, ale nikt nie wie, kiedy się zakończy. Spór toczy się od 2008 roku.
– Czas, który upływa, jest dla resztek zamku Tarnowskich zabójczy – twierdzi Wiesław Marszalik, znawca historii budowli i wielki jego miłośnik, zaangażowany w ratowanie zabytku. – Niezabezpieczone ruiny podlegają nieustającej destrukcji, wkrótce nie będzie już co ratować.
Wiosną ubiegłego roku Wiesław Marszalik i Andrzej Wojtanowski, także aktywny w ratowaniu zachowanych fragmentów średniowiecznego zamczyska, doprowadzili do podjęcia tematu przez Komisję Strategii Miasta Rady Miejskiej w Tarnowie.
– Na spotkaniu zgłosiliśmy wiele postulatów, niektóre znane są już od dawna. Chodzi nam o to, by chociaż wykonać tymczasowe zabezpieczenia ocalałych obiektów, niektóre próbować zrewitalizować w uzupełnieniu projektu technicznego wykonanego w przeszłości w Politechnice Krakowskiej. Istotne jest też, aby urząd konserwatora zabytków objął swoim nadzorem całość zabytkowych terenów, a nie tylko ich część. Efektem tego byłoby powstrzymanie niekorzystnej dzikiej zabudowy, która tam się dokonuje. Wskazane byłoby wystąpienie do Urzędu Gminy w Tarnowie o przesunięcie na mapie ul. Wypoczynkowej poza wał obronny zamku i podjęcie próby odzyskania z rąk obecnych właścicieli działek, na których znajdowały się historyczne ogrody zamkowe.
Nic nie możemy
Ewa Kropiowska, prezes stowarzyszenia Zamek Tarnowskich, postulowała o utworzenie na Górze św. Marcina Centrum Historycznego, w skład którego weszłoby także cenne grodzisko średniowieczne, rozlokowane u podnóża dawnego zamku, dziś niemal całkowicie zapomniane.
Radny Marek Ciesielczyk z kolei, przewodniczący Komisji Kultury RM, namawiał do polubownego zakończenia sporu o własność terenu z księciem Pawłem Sanguszko, co mogłoby przyspieszyć wiele działań na rzecz zamku.
Na większość postulatów działaczy społecznych i radnych odpowiedziała Dorota Krakowska, zastępczyni prezydenta Tarnowa. Konkluzja jej pisma jest następująca: W związku z wniesieniem skargi przez P. Klaudię Sanguszko i P. Pawła Sanguszko do Naczelnego Sądu Administracyjnego na decyzję Ministra Rolnictwa z 25 marca 2019 roku w przedmiocie podpadania nieruchomości pod działanie dekretu PKWN z dnia 6 września 1944 roku o przeprowadzeniu reformy rolnej, wszelkie działania dotyczące zabezpieczenia ruin zamku mogą być podjęte po wydaniu wyroku przez Naczelny Sąd Administracyjny.
Kolejny przestój
Przypomnijmy, że półtora roku temu Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę pełnomocnika Pawła i Klaudii Sanguszko na decyzję Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z 25 marca 2019 r. Decyzją tą minister stwierdził, iż działka, na której znajdują się ruiny zamku, podpada pod działanie dekretu PKWN o przeprowadzeniu reformy rolnej, a więc wzgórze zamkowe wraz z ruinami od 1944 r. stanowi własność Skarbu Państwa.
Co wydarzyło się od tamtego czasu, oprócz tego, że Sanguszkowie ze swoją skargą udali się do NSA?
– Wszystko pozostaje bez zmian – odpowiada mec. Grzegorz Szczerba, pełnomocnik miasta w sprawie sporu z Sanguszkami, prywatnie badacz dziejów zamku Tarnowskich. – Od lat sprawa przechodzi przez kilka różnych szczebli, ale dotyczy ona wyłącznie kwestii reformy rolnej. Warto przypomnieć, iż kwestię własności działek na Górze Św. Marcina rozstrzyga sąd cywilny w Tarnowie. Oczywiście, orzeczenie WSA w Warszawie, którym dysponujemy jako miasto, powinno mieć wpływ na postanowienie tego sądu, ale nie ma ono charakteru przesądzającego.
Księżna nie dożyła…
Jak tłumaczy mec. Szczerba, orzeczenie WSA przesądza tylko w jednym wątku, już wspomnianym, gdy chodzi o formalny związek nieruchomości na Marcince z dekretem PKWN, ale w celu przypisania własności terenu sąd bada także inne okoliczności.
Bardzo ważny jest tu wątek ostatecznego ustalenia treści księgi wieczystej, w której Klaudia Sanguszko i jej syn, Paweł Sanguszko, figurują jako właściciele działek na wzgórzu zamkowym, choć zdaniem magistratu powinien tam figurować Skarb Państwa.
– Myślę, że jest to ciągle sprawa na lata. Niestety – twierdzi mec. Szczerba. – W dodatku pandemia i zawirowania w sądach nie służą szybkiemu załatwieniu sprawy.
Tak więc ci, którzy po wyroku WSA już odtrąbili zwycięstwo miasta w sporze Sanguszkami, będą musieli jeszcze poczekać. Wiadomo, że jakiekolwiek byłoby orzeczenie sądu, nie zadowoli ono obu stron. Każda będzie mogła jeszcze odwołać się od sądowych decyzji, co tylko wydłuży czas rozstrzygnięcia niezgody. Niedawno wkroczyła ona w czternasty rok, licząc od chwili ujawnienia sprawy. Zakończenia jej nie dożyła już księżna Klaudia Sanguszko, zamieszkała w Sao Paulo, która zmarła w październiku ubiegłego roku.






















![Średniowieczne klimaty na zamkowym wzgórzu… [ZDJĘCIA] Rekonstruktorzy 2025](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2025/06/Rekonstruktorzy-2025-9-100x70.jpg)
![Ruiny przestaną wreszcie straszyć [ZDJĘCIA] Ruiny zamku](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2024/08/Ruiny-zamku-7-100x70.jpg)
