Stracił zdrowie z winy lekarzy

0
wina lekarza
wina-lekarza
REKLAMA

Dziś 61‑letni tarnowianin ma bardzo poważne problemy zdrowotne. Wini lekarzy, domaga się ich ukarania, zawiadomił tarnowską prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Miał być jak nowo narodzony
Jan Zaucha ma 61 lat, jeszcze do niedawna był sprawny, pracował zawodowo. Jako budowlaniec zarabiał na tyle, by móc leczyć się u prywatnych specjalistów. Od 2009 roku odwiedzał gabinet jednego z tarnowskich urologów. Dwa lata później medyk zasugerował, by pacjent poddał się resekcji gruczołu krokowego, zabiegowi, który – jak się później okazało – był zupełnie zbędny. Jednak lekarz powtarzał: będzie pan odnowiony.
W czerwcu 2011 roku Jan Zaucha pojechał do Szpitala Powiatowego w Mielcu. Jednak już podczas wykonywania zabiegu tracił przytomność, a po wszystkim poczuł się bardzo źle. Spadło mu ciśnienie i miał duszności. Został podpięty do aparatury i zaintubowany, potem podano mu antybiotyki i kroplówki.
– Dzień przed wypisaniem ze szpitala wyjęto mi cewnik. Nic jednak nie było dobrze, miałem trudności z oddawaniem moczu, dostałem strasznych bólów, a potem zacząłem odczuwać dotkliwe zimno i dreszcze. Wieczorem obudziłem się z wysoką gorączką, majaczyłem…Pacjentowi podano antybiotyk, kroplówkę i mimo temperatury wypisano do domu z receptą na „dobry lek”, który miał wykupić i „zaraz zażyć”. Powiedziano, że nie może zostać dłużej w szpitalu, bo kolejny chory czeka na planowany zabieg.

Od szpitala do szpitala
– Po godzinie pobytu w domu znowu miałem dreszcze i bóle brzucha – kontynuuje Jan Zaucha. – Przyjechała karetka, ale ratownicy nie dali rady mi zmierzyć ciśnienia – takie miałem drgawki. Gdy pokazałem im receptę z Mielca, chwycili się za głowę, że taki mocny antybiotyk dostałem. Karetka zawiozła mnie do Szpitala im. św. Łukasza, gdzie na oddziale urologicznym zostałem zbadany i założono mi cewnik. A potem wysłano ponownie do Mielca. Tam podano mi antybiotyk w kroplówce, ale nikt nie zlecił nawet zwykłego badania moczu.
Po kilku dniach tarnowianin powrócił do domu z zaleceniami dalszej kuracji antybiotykowej, po której miał zgłosić się do prywatnego gabinetu swojego lekarza. Czuł się coraz gorzej.
– Byłem słaby. Pojechałem nawet do izby przyjęć w szpitalu, gdzie dostałem kroplówkę, ale nie pomagało. Mówiłem o tym swojemu lekarzowi, lecz nie słuchał, przepisał mi kolejny antybiotyk i oświadczył, że wyjeżdża na wczasy – skarży się nasz rozmówca.
Mimo przyjmowania zaleconych leków stan zdrowia Jana Zauchy wcale się nie poprawił.
– Wytrzymałem do połowy sierpnia. Zacząłem wtedy odczuwać silne bóle w dole brzucha, miałem powiększone jądra, wróciły dreszcze, drgawki, gorączka – opowiada. Pacjent trafił do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego ze stwierdzeniem stanu zapalnego, jednak badania moczu na obecność bakterii nie zlecono. Chciał na urologię, ale personel tłumaczył, że nie ma urologa, choć podobno ten pełnił w tym czasie dyżur telefoniczny. Lekarze wykonali choremu USG i RTG jamy brzusznej, podali sześć kroplówek i wypisali do domu o trzeciej nad ranem.

REKLAMA (2)

Badanie? A po co?
Przez kolejne tygodnie Jan Zaucha nadal leczył się antybiotykami.
– Czasem odnosiłem wrażenie, że lekarze testują na mnie lekarstwa – mówi.
Było już dwa miesiące po zabiegu w mieleckim szpitalu, ale nadal czuł się źle. W końcu żona w Internecie zaczęła szukać możliwych przyczyn dolegliwości męża. Odkryła, że podstawowym badaniem, jakie należało wykonać, była analiza posiewowa moczu, której żaden lekarz nie zlecił. Wzięła próbkę od męża i zawiozła do laboratorium. U Jana Zauchy wykryto enterobacter cloacae, jeden z częstych drobnoustrojów układu moczowego, którym można zakazić się również w szpitalu.
Gdy wynik analizy zobaczył lekarz prowadzący tarnowianina, zareagował oburzeniem: po co było to robić? Przepisał pacjentowi silną dawkę Biseptolu – choć z badania posiewowego wynikało, że jedynym skutecznym medykamentem jest zupełnie inny lek podawany w kroplówce tylko w szpitalach. Efekt był taki, że czujący się coraz gorzej Jan Zaucha chwilowo tracił świadomość i kontakt z otoczeniem. Przestraszona żona pobiegła w końcu do lekarza rodzinnego, przyjmującego w jednej z tarnowskich przychodni.
– Trzeba natychmiast jechać do szpitala – usłyszała.
Dopiero zastosowanie specjalnego leku Imipenem w Szpitalu im. św. Łukasza przyniosło choremu niemal natychmiastową ulgę.

REKLAMA (3)

Kto zawinił?
Skutki pobytu w mieleckim szpitalu i późniejszej kuracji antybiotykowej Jan Zaucha odczuwa po dziś dzień. Jest niesprawny seksualnie, ma trwałe i niewyleczalne uszkodzenia układu moczowo‑płciowego. Bakterii, którą został zakażony, nie można całkowicie wyeliminować z organizmu, dlatego przez cały czas musi uważać, by się nie przeziębić. Na dodatek nie ominął go powtórny zabieg resekcji gruczołu krokowego, bo wcześniejszy został wykonany nieprawidłowo. Ma też problemy żołądkowe, nie mógł jeść, śluzówka przełyku została uszkodzona przez antybiotyki. Z powodu przebytej traumy cierpi na przewlekłą depresję, bezsenność i drażliwość. Nie jest w stanie prowadzić dawnego życia.
– Nie dałem rady pracować, musiałem przejść na rentę, świadczenie mam niewielkie – mówi.
Nieprawidłowości w diagnostyce i leczeniu Jana Zauchy potwierdzili biegli lekarze. Ich zdaniem do zakażenia pacjenta doszło w mieleckim szpitalu, a prowadzący tarnowianina specjalista nie zlecił koniecznych badań, co skutkowało niezdiagnozowaniem bakterii i poddaniem poszkodowanego wyniszczającemu i całkowicie nieskutecznemu leczeniu. „Obecny stan urologiczny pacjenta jest skutkiem zakażenia wewnątrzszpitalnego, które nastąpiło podczas pierwszego pobytu badanego w Oddziale Urologii Szpitala w Mielcu. Doszło wówczas do zakażenia drobnoustrojem enterobacter cloacae, wielolekoopornym. Wszystkie pozostałe powikłania są skutkiem tego zakażenia” – stwierdził w swej opinii dr n. med. Janusz Tuchendler, chirurg urolog.
Jan Zaucha szuka sprawiedliwości. W procesie cywilnym tarnowski Sąd Okręgowy zasądził na jego korzyść 25 tys. zł zadośćuczynienia ze strony Szpitala Powiatowego w Mielcu oraz 15 tys. zł od pozwanego lekarza. Po apelacji kwoty te zostały zmniejszone.
Niedawno Jan Zaucha zawiadomił tarnowską prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez kierownika urologii w mieleckim szpitalu, specjalistę, u którego leczył się prywatnie w Tarnowie oraz medyków tarnowskiego SOR.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze