Personel medyczny odbija piłeczkę.
– Przeważnie najgłośniej krzyczą ci, którzy w ogóle nie powinni się tutaj znaleźć – mówią. SOR stworzono z myślą o pacjentach w stanie zagrożenia życia, a takich trafia tu zaledwie garstka. 95 procent stanowią ci, którym pomocy powinni udzielić lekarze rodzinni lub specjaliści. Dlatego wprowadzono nową procedurę przyjęć opartą na kolorach: czerwonym, pomarańczowym, żółtym i zielonym…
Uzdrawianie przez kolory
Nawet jeśli brzmi zaskakująco, to jednak skuteczności systemowi odmówić nie można. Segregację medyczną oparto w Tarnowie na funkcjonującym od lat brytyjskim modelu The Manchester Triage System. W zależności od stopnia pilności wynikającego ze stanu pacjenta określany jest maksymalny czas oczekiwania na lekarską wizytę. Poszczególne stopnie pilności oznaczone zostały kolorami: czerwony – pomoc natychmiastowa, pomarańczowy – pomoc do 30 minut, żółty – czas na podjęcie czynności przez lekarza do 60 minut, zielony – czas oczekiwania do 8 godzin (po udzieleniu pomocy pacjentom z pozostałymi kolorami).
Termin Triage pochodzi od francuskiego słowa oznaczającego sortowanie, selekcję. Segregację medyczną obowiązującą przed wiekami na polach bitewnych zaczęto stosować w sytuacjach wyjątkowych, takich jak wypadki masowe i katastrofy, a z czasem system wprowadzono również do oddziałów ratunkowych.
Szpitalne oddziały ratunkowe z założenia zajmują się wstępną diagnostyką, leczeniem i stabilizacją pacjentów w stanie zagrożenia życia, spowodowanym zarówno urazami, jak i nagłymi schorzeniami chirurgicznymi, internistycznymi, neurologicznymi oraz toksykologicznymi. Tymczasem takich przypadków w tarnowskim oddziale ratunkowym Szpitala Wojewódzkiego im. św. Łukasza jest zaledwie 5 procent. Pozostali kolejkowicze powinni udać się do lekarza rodzinnego lub specjalisty, ewentualnie skorzystać z nocnej opieki zdrowotnej.
– Przychodzą do nas, bo tak jest prościej i szybciej. Mamy obowiązek zajmować się nagłymi przypadkami zagrażającymi życiu, a zajmujemy się bólem brzucha, katarem, otarciami naskórka. Na szczęście wprowadzona trzy tygodnie temu segregacja medyczna zaczyna przynosić pierwsze efekty – mówi Norbert Januszek, kierujący Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym. – Osoby z kolorem zielonym wiedząc, że czas oczekiwania może wynieść nawet osiem godzin i mając świadomość tego, z jak błahym problemem do nas przyszły, często same rezygnują. To dobrze, bo SOR nie jest z gumy, a personel nie jest serialową dr Quinn, tak jakby chcieli tego pacjenci.
Stany nagłe i nienagłe
Tymczasem z Raportu Najwyżej Izby Kontroli, badającej funkcjonowanie ratownictwa medycznego, wynika, że choruje… cały system służby zdrowia.
Kłopoty z dostępem do lekarzy w przychodniach i długie kolejki do specjalistów powodują, że niektórzy pacjenci szukają pomocy w szpitalnych oddziałach ratunkowych. Tamtejsi lekarze przyjmują wszystkich, którzy się zgłoszą, ponieważ obawiają się odpowiedzialności za nieudzielenie pomocy pacjentowi. Wyręczają tym samym koleżanki i kolegów po fachu z podstawowej i specjalistycznej opieki zdrowotnej.
– Niektórzy pacjenci, chcąc ominąć kolejki do specjalistów, zgłaszają się do szpitalnego oddziału ratunkowego, symulując dodatkowe objawy. W ten sposób wykonuje im się bezpłatnie w krótkim czasie szereg specjalistycznych badań, na które w ramach podstawowej opieki czekaliby kilka miesięcy – dodaje Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Norbert Januszek potwierdza te słowa. Są tacy, którzy mówią wprost, że w ciągu tygodnia zajęci są pracą, nie mają czasu na wizytę w przychodni, więc wykorzystują wolną sobotę lub niedzielę na załatwienie spraw zdrowotnych.
– Nie byłoby żadnych kolejek, gdyby trafiały do nas osoby tylko w stanach nagłych. Kolorem czerwonym oznaczamy pacjentów wymagających pomocy natychmiastowej, są to chorzy przywożeni w trakcie reanimacji. Równie szybko staramy się pomóc pacjentom z udarami i zawałami. Te dwa kolory: czerwony i pomarańczowy to zaledwie garstka chorych, ale mająca absolutne pierwszeństwo. Kolor żółty, oznaczający kilkudziesięciominutowe oczekiwanie, obejmuje między innymi otwarte złamania i złamania z przemieszczeniami. Powierzchniowe urazy, zasłabnięcia bez utraty świadomości, infekcje, ukąszenia, skręcenia – muszą czekać. Każdy przypadek jest inny, ale właśnie w grupie oznaczonej kolorem zielonym jest najwięcej pacjentów mocno zniecierpliwionych. Ci poważnie chorzy cierpią i nie w głowie im słowne utarczki.
Szef tarnowskiego oddziału ratunkowego nie zabiega o zwiększenie liczby etatów.
– Wtedy stalibyśmy się oddziałem ogólnym dla każdego, o każdej porze, z czymkolwiek… SOR obejmuje część internistyczną, urazową i chirurgiczną. Przez całą dobę pracuje tu trzech lekarzy, dodatkowo drugi internista wspomaga kolegów między godziną 7 a 23. Niedawno pojawił się także drugi lekarz – urazowiec dyżurujący od godziny 15 do 22. – Są więc okresy, kiedy na miejscu jest pięciu lekarzy, jednak trzeba też wziąć pod uwagę liczbę pacjentów. Dziennie trafia do nas około 200 – 250 osób. Jesteśmy jedyną placówką w okolicy, która przyjmuje wszystkie urazy, najbliższa znajduje się dopiero w Brzesku. Bywają bardzo czasochłonne przypadki – diagnostyka jednego pacjenta zajmuje trzy – cztery godziny. Za drzwiami gabinetu jest spory ruch, bo w środku z reguły przebywa około dziesięciu chorych, ktoś idzie wykonać zdjęcia rentgenowskie, ktoś inny ma zakładany gips, następny czeka do szycia, czwartemu trzeba wypełnić kartę informacyjną…
Pacjenci przywożeni przez pogotowie podlegają takiej samej segregacji medycznej, jak pozostali. Kiedyś był to sposób, by dostać się do lekarza bez kolejki, teraz już nie jest. Czas oczekiwania „zielonych” może ulec zmianie, jeśli na miejscu pojawią się kolejni pacjenci z kolorem czerwonym, pomarańczowym lub żółtym.
























