Jedyne, co możemy powiedzieć to to, że nie jesteśmy pewni, co się będzie działo. Także w kwestiach gospodarczych. Donald Trump kierował do wyborców jakieś hasła dotyczące tego obszaru, ale trudno z nich stworzyć dopełniającą się całość. Nowy prezydent chce obniżyć podatki, i to dość wyraźnie, zarówno firmom, jak i osobom prywatnym. Chce sprawić, aby w Stanach Zjednoczonych tworzono więcej nowych miejsc pracy. Ma się to dziać między innymi przez ograniczenie dostępu do amerykańskiego rynku towarów z innych części świata. Głównie z Chin, ale nie tylko. Trump chce renegocjacji umów handlowych. Chce także ułatwień dla prowadzących działalności gospodarczą. Gospodarkę ma też wspierać plan inwestycji infrastrukturalnych. Patrząc na te hasła, nasuwają się dwa pytania: czym to wszystko sfinansować i czy pomysły te nie grożą drastycznym pogorszeniem relacji z partnerami handlowymi, na czele z Chinami?
Zacznę od drugiej kwestii. Ewentualna renegocjacja umów handlowych niesie za sobą wiele wyzwań. Pierwszy problem to to, że trzeba by było udowodnić straty, które gospodarka amerykańska rzekomo odnotowuje. Z pewnością są takie branże, które cierpią, ale są też takie, które zyskują. Nie da się podpisywać umów w ten sposób, żeby tylko jedna strona czerpała korzyści. Warto też wspomnieć, że spora część Amerykanów szeroko korzysta z tańszych produktów sprowadzanych z Chin i sprzedawanych choćby w Walmarcie, największej sieci handlowej USA. Korzysta, bo na droższe najzwyczajniej nie byłoby jej stać. Może się zatem okazać, że skończy się tylko na pokrzykiwaniu. Może, ale nie musi. Tego w tej chwili nie wiemy.
Największym problemem jest jednak to, jak sfinansować obniżenie podatków i plany rozwoju infrastruktury. Warto wspomnieć, że mówimy tu o kwotach idących w setki miliardów dolarów w najbliższych latach. Oczywiście decyzje te oznaczałyby z pewnością aktywizację wzrostu gospodarczego. Pieniądze, które zostaną u ludzi i w firmach po obniżeniu podatków, będą w jakiejś części wydawane i inwestowane. Wpływ wydatków publicznych jest jasny. Jednak w krótkim i średnim okresie doszłoby też do wyraźnego wzrostu długu. A przecież już dzisiaj jest on monstrualny. Gorzej, ale nieznacznie, było tylko po drugiej wojnie światowej. No, ale wtedy gigantyczny dług był uzasadniony.
A może Trump wie, gdzie szukać oszczędności? Nie podoba mu się na przykład Obama care, czyli program powszechnych ubezpieczań dla ludności. Fakt, jest to program drogi i rzeczywiście nie jest optymalnie efektywny. Ale czy uda się go ograniczyć lub zreformować na tyle, żeby otrzymać istotne oszczędności?
Najbardziej obawiamy się tego, że cięcia mogą dotknąć wydatków na obronność. W tym roku te wydatki sięgną 600 mld USD. Ograniczenie aktywności w NATO czy też zmniejszenie liczby samodzielnych akcji prowadzonych przez siły zbrojne może oznaczać pozostanie w budżecie olbrzymich pieniędzy, ale będzie także oznaczało spadek bezpieczeństwa wielu krajów na świecie. Z naszego punktu widzenia być może ten efekt wyboru Trumpa na prezydenta byłby najgorszy. I to nie tylko bezpośrednio rozumiejąc naszą niepodległość i suwerenność. Wzrost ryzyka w Polsce mógłby zniechęcić wielu inwestorów do działania w naszym kraju. A to miałoby namacalny wpływ na nasz wzrost gospodarczy. Nie wiemy jednak tak na pewno, co zrobi nowy prezydent i w tej kwestii.
Gdzie nie spojrzeć, mamy zatem więcej pytań niż odpowiedzi. I samo to jest już problemem. Bo to, czego biznes nie lubi, to brak stabilności. Ma być przewidywalnie. Mamy wiedzieć, przynajmniej co do najważniejszych kwestii, co będzie za rok, dwa, trzy. A najlepiej dłużej. Bo decyzje inwestycyjne są najczęściej długoterminowe.
Osobiście boję się jeszcze jednego. Pisałem już zresztą o tym. Gospodarka amerykańska rozwija się od ośmiu lat w całkiem niezłym tempie, giełdy odnotowują coraz to nowe rekordy. Ale ile jeszcze z taką sytuacją będziemy mieli do czynienia? Prędzej czy później musi dojść do jakiejś silniejszej korekty. Wszak cykliczność jest atrybutem rozwoju gospodarczego i tego, co się dzieje na rynku kapitałowym. Może się zatem okazać, że Trump będzie się musiał zmierzyć z silniejszym spowolnieniem lub nawet z recesją i to może być dla niego największe wyzwanie.
Warto jednak pamiętać o tym, że nawet w USA prezydent musi współpracować z wieloma podmiotami i siłami. Dotyczy to również kwestii gospodarczych. Ale o tym za tydzień.
Brak stabilności?
REKLAMA
REKLAMA




















