Wypowiadany do znudzenia zestaw ciągle powtarzanych zaklęć i kłamstw robił przygnębiające wrażenie. Oklaski zgromadzonych na sali klakierów były zdumiewająco anemiczne, a całość robiła wrażenie politycznej stypy.
Wystąpienie przypominało te, z którymi mieliśmy do czynienia podczas seansów nienawiści nazywanych miesięcznicami smoleńskimi lub „dochodzeniem do prawdy”. Sprowadzało się do tego, do czego sprowadzają się przemówienia wszystkich dyktatorów, którzy twierdzą, że tylko oni mają rację, reprezentują narodowy interes i są dobrodziejstwem dla rodaków. Żenujące twierdzenia o PiS‑owskich gwarancjach demokracji i wolności oraz praw obywatelskich w Polsce oraz zapewnienia o pełnym poparciu dla „suwerennego” członkostwa Polski w Unii Europejskiej zasługują tylko na uśmiech politowania. Tak samo jak atakowanie mediów, które są wrogie wobec PiS, podczas gdy w rzeczywistości kioski są zawalone reżimowymi gazetami robiącymi wrażenie redagowanych w Moskwie, a ogromna większość audycji radiowych i telewizyjnych robi wrażenie przygotowywanych na Nowogrodzkiej albo jest uległa wobec PiS i wroga wobec wszystkiego, co PiS‑em nie jest.
Sytuacja jest jasna: kto nie jest entuzjastą reżimu, jest wrogiem Polski. Tak twierdzi każdy autorytarny reżim i pod tym względem reżim obecny jest stały i przewidywalny. Napoleon z Żoliborza wylał swoje żale na to, że nie może kontrolować polityków i mediów zagranicznych i po raz kolejny ujawnił swoją tyle zapiekłą, co bezsilną wściekłość wobec Donalda Tuska, który samym swoim istnieniem, a zwłaszcza popularnością wymierza solidne ciosy Kaczyńskiemu. Wszystkie te zaklęcia i pobożne życzenia warte są mniej więcej tyle samo, ile słowa p. Kurskiego, że media publiczne są jedynym źródłem prawdziwej, rzetelnej i bezstronnej informacji, że PiS‑owski reżim jest najbardziej demokratyczny na świecie, wszystkie afery siłą rzeczy nie mogą dotyczyć rządu, tak jak woda święcona nie może stanowić napoju dla diabłów, Lech Kaczyński jest największym człowiekiem w dziejach Polski, a „Jarozbaw” to samo dobro.
Pocieszające jest, że wspomniane wystąpienie i wszystko, co dzieje się ostatnio w Polsce, świadczy o powolnym upadku i starczym uwiądzie reżimu. Afery KNF nie udaje się zamieść pod dywan, a słowa, które wymknęły się p. Świączkowskiemu (zwanemu trafnie Godzillą z tym, że Godzilla miała coś sympatycznego, a ten jest niestety obrzydliwy), politykowi zbliżonemu do p. Ziobry, że aresztowanie byłych szefów KNF, Andrzeja Jakubiaka i Wojciecha Kwaśniaka, to jest „prawdziwa afera”, potwierdzają, o co chodziło w tym działaniu. Ziobrowska prokuratura zatrzymała (po dwóch dniach zostali zwolnieni) ludzi, którzy wbrew histerycznemu oporowi PiS‑owców – Lech Kaczyński odwołał się nawet w tej sprawie do sądu, co bardzo przedłużyło nadzór, doprowadzili do nadzoru nad SKOK‑ami i uchronili depozyty wielu ludzi. Za to wynajęci przez SKOK–Wołomin gangsterzy ciężko pobili w 2014 roku Wojciecha Kwaśniaka.
Opinie w mediach są jednoznaczne: to dzisiejsza zemsta nad ludźmi, którzy nie dali się zastraszyć SKOK‑owskim dygnitarzom i ich politycznym mocodawcom. To najgorszy przykład mafijnego państwa mającego zastraszyć przeciwników politycznych, tak jak słynne pobicie przedwojennych, wrogich wobec reżimu pogrobowców Piłsudskiego dziennikarzy i wydawców oraz w PRL‑u marcowych „nieznanych sprawców” grasujących także w latach późniejszych, którzy bili wybitnych pisarzy i dziennikarzy, jak m in. Paweł Jasienica i Stefan Kisielewski, oraz działaczy demokratycznej opozycji.
Niedołęstwo
REKLAMA
REKLAMA




















