Łamańce, jakie ostatnio wyczynia PiS, trudno skwitować jednoznacznie. Nie wiadomo, czy idą twardo do przodu, czyli donikąd, czy też jakby odrobinę się cofali. Stąd tytuł – na rympał, co oznacza mniej więcej to samo, co – w zaparte, na wydrę, ani kroku w tył. Pytanie jest jednak istotne – czego naprawdę chcą pisowcy? W końcu strategia rządzącej partii wpływa na losy kraju i nas wszystkich.
Diagnoza tej strategii jest o tyle trudna, że chyba sami pisowcy nie wiedzą, czego chcą, do czego dążą i jak mają zamiar wybrnąć z trudnej sytuacji, w którą coraz bardziej zabrnęli i brną dalej wyłącznie z własnej winy.
Sprawa Banasia jest tego chyba najlepszym przykładem. Trudno uwierzyć, że pisowskie służby nie wiedziały o znajomościach i finansach Banasia (mówiąc najdelikatniej), bo skoro tak, to są zbyteczne i szkodliwe. Raczej wiedziały, ale uznały, że to jakoś przejdzie, że tak, jak w wielu innych przypadkach Glapińskiego, Srebrnej, służby zdrowia, podwyżki podatków, pustych obietnic itp. sprawa przyschnie i da się przeczekać. Tym razem jednak, jak w przypadku Kuchcińskiego, czy bezmyślnej ustawy o IPN‑ie, sprawa nie chciała przyschnąć. Polska żyje pytaniem – co zrobi Banaś, ustąpi czy nie ustąpi? Mało tego, powoli to Banaś wyrasta na bohatera i symbol oporu, można powiedzieć, że jaki pryncypał, taki opór i szkoda słów na przypominanie zachwytów Karczewskiego nad „kryształowym człowiekiem”, pisowskich głosowań na komisji i na sali, zachwytów reżimowych mediów, gratulacji czołowych pisowców ściskających ręce Banasia po pomyślnym (jakby mógł być inny?) wyborze na szefa NIK‑u. Teraz mamy z kolei żądanie tych samych ludzi, aby Banaś postąpił „honorowo” i ustąpił. Trudno odpowiedzieć na pytanie, co on zrobi (tekst pisany jest 1 grudnia wieczorem), ale stopień kompromitacji PiS‑u jest gigantyczny. Mamy dalszą eskalację konfliktu ze środowiskami niezależnych sędziów, represje, zawieszenia, dyscyplinarki, stały już arsenał represyjnych środków stosowanych przez p. Ziobrę i jego ludzi, aby zrealizować pisowską koncepcję „niezależnego sądownictwa”. Symbolem z jednej strony jest sędzia Nawacki i Schab, z drugiej niezłomny sędzia z Olsztyna Paweł Juszczyszyn, Waldemar Żurek i manifestanci, którzy w wielu miastach Polski po raz kolejny wyszli na ulicę, domagać się poszanowania Konstytucji, wolności i demokracji. Władze nie mają zamiaru respektować wyroku NSA w sprawie ujawnienia listy poparcia do neo KRS, a komentowaniem wyroku sądu i jego oceną zajmuje się sejmowy urzędnik, podwładny p. Kaczmarskiej (kancelaria sejmu), który najwyraźniej pomylił role i stanowiska.
To tylko maleńka cząstka polskiej rzeczywistości i to nie najbardziej ważnej w obliczu odchodzących z aptek emerytów i rencistów, których nie stać na wykupienie lekarstw, dzieci z drugiej zmiany noszących „pancerne” tornistry, coraz droższych jarzyn, chleba, prądu, masła, wszystkiego, zamykanych szpitali, odchodzących lekarzy i pielęgniarek, nowych pomników p. Pietrzaka i reżimowej nagonki na marszałka Grodzkiego, bo nie jest z PiS‑u. Dopiero na tym tle chciałbym odnieść się do słów wielkiego aktora i zasłużonego w walce o wolną Polskę człowieka, Daniela Olbrychskiego, który bardzo trafnie i najzwięźlej – chyba jak można – przedstawił swój stosunek do pisowskiej władzy. Powiedział w pięknym wywiadzie z Moniką Jaruzelską „Towarzyszka Panienka”, że może wybaczyć, czy zrozumieć targowicę (wiedzieli, co oznacza przegrana wojna z Rosją) i Radziwiłłów (tych od potopu, dla których szwedzki Waza i Waza polski prowadzili wojnę domową, Szweda poparł późniejszy król Jan III Sobieski), Wielopolskiego, a także ministrów kultury i ludzi rządzących Polską Ludową. Oni wszyscy mieli jakieś argumenty na swoją obronę, a ministrowie kultury po 1956 i wielu innych robiło w ramach jałtańskiej Polski i jałtańskich ograniczeń wiele dobrego. Ale nie ma żadnego usprawiedliwienia dla kłamców smoleńskich, dla zimnej wojny domowej, dla bezmiaru zła, kłamstwa i tego wszystkiego, co rozpętano tylko dla zdobycia i utrzymania władzy. Tu nie może być przebaczenia. A mówi się głupio, że aktorzy mówią tylko cudzymi tekstami. Dziękuję Danielu, nigdy nie zapomnę naszych rozmów w Drohiczynie nad Bugiem i Twoich filmów, na których się wychowałem, chociaż jestem trochę starszy. Dojdziemy do Wolnej Polski, ona przecież jest i myślę, że na nas czeka, a czasami nawet się uśmiecha.




















