Są dwa światy – jest taka piękna piosenka mojej ukochanej Agnieszki Osieckiej i słowa te znakomicie pasują do obecnej polskiej, smutnej rzeczywistości. Jeden świat to pisowskie kłamstwa, reżimowe media, puste obietnice, w które nie wierzy nawet ich autor, patriotyczne frazesy, jak za komuny. Drugi świat to emeryci przeliczający bilon w aptekach i przy kasach, koszmar gasnącej, niewydolnej, umierającej służby zdrowia, coraz starsze pielęgniarki i nauczyciele, ubożejący niedołężni, podwyżki cen, kryzys rozpaczliwie odwlekany, byle do najbliższych wyborów.
Rzeczywistość komunistycznej propagandy była zaprzeczeniem tej realnej, a uśmiechnięte radosne dzieci otaczające towarzysza Stalina i pomniejszych satrapów miały ukryć istnienie gułagu, nędzy, zbrodni i strachu. Teraz nie ma gułagu i zbrodni, strach, jeśli jest, to przed utratą pracy i zepchnięciem do nędzy, a przemoc to ciągle tylko raczej „wypadki przy pracy” policji, jak w Koninie, w przypadku Igora Stachowiaka czy Barbary Blidy. Ale dwie rzeczywistości mamy tak samo jak w komunizmie, tę smutną, ponurą, prawdziwą i radosną, propagandową, chronioną przez barierki, kordony policji, pełną limuzyn, flag, biskupów i orderów. Mamy też coraz większą arogancję reżimu, który przestał zwracać uwagę na jakiekolwiek pozory. Nominacje pp. Pawłowicz, Piotrowicza czy Banasia są tego kolejnym potwierdzeniem. Pytaniem jest – jak długo te dwa światy będą istniały obok siebie i czy dojdzie do ich konfrontacji, co z pewnością dla reżimu nie będzie miłe? Jak mówił w obozie internowanych wielki, chociaż trochę zapomniany Janusz Szpotański – wierzę w Chronosa. I jak wykazała przyszłość, miał całkowitą rację.
Pewną nowością w polskiej polityce jest osoba pana Marszałka Grodzkiego, którego orędzie było pierwszym wystąpieniem wysokiego polskiego urzędnika państwowego, wypowiedziane ludzkim głosem, spokojne, rzeczowe, kulturalne. Zasadniczo różniło się od pisowskiej nowomowy. Różniło się też od analiz p. Schetyny. Dla mojego pokolenia w tym kontraście było coś z kontrastu pomiędzy politykami Praskiej Wiosny a zwolennikami doktryny Breżniewa. Taka pisowska doktryna Breżniewa polegająca na nieustępowaniu nigdy w żadnej sprawie i bez względu na wszystko, na twierdzenie, że my pisowcy musimy rządzić, nie możemy nie rządzić, bo bez nas nie ma Polski, Polska to my, a reszta to zdrajcy. Oczywiście Praska Wiosna to tylko daleka historyczna analogia, ale słuchając Marszałka Grodzkiego takie porównanie nasuwało się samo. Spór o to, czy można reformować PiS, jest moim zdaniem równie jałowy, jak spór o możliwość reformowania komunizmu. Ten zmurszały reżim musi odejść, ponieważ nie jest zdolny do rozwiązania żadnego z istotnych problemów, przed którymi stoi nasz kraj. Każdy dzień trwania tego rządu (obojętne Szydło, Morawieckiego czy kogoś w tym rodzaju – niezły byłby rząd Suskiego, Budy, Horały lub Sasina?, gdyż miałby coś z cesarstwa Romulusa Augustulusa), jest nieszczęściem dla Polski.
Jest niewątpliwie zagadką, co p. Schetyna i jego otoczenie chce ugrać przez jakieś dziwaczne ruchy przy tzw. prawyborach? Same prawybory są bardzo złym pomysłem, gdyż siłą rzeczy wymuszają podczas debaty kandydatów jednej partii spór, który ich osłabia, a z kolei brak sporu rodzi słuszny zarzut, że te całe prawybory to fikcja i ukartowana gra. I tak źle, i tak niedobrze. Twierdzenie, że Schetyna doprowadził do wprowadzenia drugiego kandydata z PO jest co najmniej niejasne, bo po pierwsze ten kandydat (jeśli to pomysł Schetyny, a tak twierdzi część komentatorów) osłabia Małgorzatę Kidawę‑Błońską, którą już skłócił ze Schetyną, a po drugie, co się stanie, jak wygra prawybory? Kogo w końcu popiera Schetyna, oczywiście poza sobą. Prawybory i jakieś podchody i zagrywki z nimi związane są szkodliwe dla głównego celu, jakim jest pokonanie Dudy. I jeszcze jedno. Jak przemawia Morawiecki, Duda, czy ktoś w tym rodzaju, to moim zdaniem szanująca się opozycja powinna opuścić salę sejmową, a nie bezmyślnie kiwać głowami i robić im publiczność. Oni tego błędu nie popełniali.




















