Żołnierze wyklęci

0
Stefan Niesiołowski
REKLAMA

O ich istnieniu nikt w Polsce nie wiedział, a ich walka miała tylko tragicznie symboliczny wymiar. Nie zagrażali już od dawna nikomu ani niczemu, przede wszystkim ukrywali się przed najpierw UB, a potem SB. Ich zamordowanie przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa było bezmyślnym mordem, aktem zemsty.
Ale ta śmierć, o której nikt przecież w Polsce nie wiedział, nie zakończyła walki. Już w dwa lata po śmierci „Lalka” w Łodzi i Warszawie powstawała nowa antykomunistyczna organizacja, która przeszła do historii jako „Ruch” i która stawiała sobie za cel obalenie komunizmu w Polsce i Europie Środkowej oraz odbudowanie demokratycznej, niepodległej Polski. Cel ten został zrealizowany w 1989 roku, a kilku przywódców „Ruchu” odegrało istotną rolę w odzyskaniu niepodległości i rozwoju demokratycznej Polski.
Zbrojne podziemie było jednym z elementów oporu zniewalanego narodu, który nie chciał i nie umiał pogodzić się z decyzją naszych zachodnich aliantów oddających w Teheranie i Jałcie Polskę Stalinowi jako zapłatę za walkę Armii Czerwonej przeciwko Hitlerowi. Wybitny historyk pisze, że nie byłoby antykomunistycznego podziemia „gdyby nie aresztowania ujawniających się żołnierzy AK w 1944 r., równie ważnych przyczyn determinujących podjęcie przez tysiące Polaków decyzji o walce podziemnej było znacznie więcej. U źródeł wielu leżał jednakże tragizm ludzi do takiej decyzji zmuszonych w wyniku działań komunistycznego aparatu przymusu”. (Krzysztof Szwagrzyk, „Winni? Niewinni? ”, Wrocław, 1999r.).
Bardzo zróżnicowane politycznie podziemie tworzyły organizacje nawiązujące ideowo i organizacyjnie do Armii Krajowej, z najsilniejszą z nich o nazwie „Wolność i Niezawisłość”, która w założeniach była organizacją cywilną, do zbrojnych i cywilnych grup narodowego podziemia na czele z Narodowym Zjednoczeniem Wojskowym i Pogotowiem Akcji Specjalnej, będącym kontynuacją walki Narodowych Sił Zbrojnych. To narodowe podziemie zapłaciło cenę najwyższą, bardzo wielu wybitnych uczestników tego podziemia zostało zamordowanych, a zniesławianie i szkalowanie ich pamięci trwa po dziś dzień.
Wszystkich, mimo ideowych i politycznych różnic, łączyła wrogość do komunizmu. Wydaje się, że dość powszechnie dziś stosowana nazwa żołnierze wyklęci nie jest najszczęśliwsza. Nie wiadomo, przez kogo i dlaczego ci właśnie żołnierze i bojownicy mają być wyklęci, a jeżeli już, to tylko przez propagandę komunistyczną, która z reguły nazywała ich „bandytami”. Zostali z całą pewnością zapomniani i niedocenieni. Byli w większości żołnierzami tragicznymi, bo bronili sprawy, której obronić nie mogli. Ich nadzieją była III wojna światowa i pomijając już dość jałowe rozważania czy taka wojna, która toczyć się musiała na ziemiach polskich, straszliwie skrwawionych i spustoszonych, wojna pomiędzy Związkiem Sowieckim i Stanami Zjednoczonymi, która wynosić musiała do siły i znaczenia pobite Niemcy, byłaby dobra dla Polski.
Tej wojny nikt wówczas prowadzić nie chciał, a już z pewnością nie mocarstwa zachodnie. Dla Polski oznaczało to długą noc komunistycznej dyktatury i nowej niewoli, nie tak okrutnej jak okupacja niemiecka, ale przynajmniej w początkowym stalinowskim prowadzącej do dalszego niszczenia i degradacji narodu polskiego.
Tego oczywiście nikt wówczas nie mógł być pewnym. Z jednej strony zdumiewa naiwność i wiara w anglosaskich sojuszników, którzy nas „wyzwolą” i „nie zostawią Stalinowi”. Z drugiej realistyczność oceny o konieczności uznania nowej rzeczywistości i rezygnacji z beznadziejnej walki prowadzącej do dalszych ofiar.
Dla ludzi przeciwstawiających się komunizmowi, a zwłaszcza stawiających zbrojny opór, praktycznie jedyną przyszłością było więzienie, często śmierć w stalinowskich katowniach. Polska stawała się bowiem totalitarną stalinowską dyktaturą.
Nie ulega wątpliwości, że ludzie, którzy kontynuowali albo podejmowali po II wojnie światowej walkę z komunistycznym systemem, byli polskimi patriotami, bohaterami ryzykującymi wolność, a często życie dla narodu i państwa polskiego. Z małymi wyjątkami, takimi jak gen. Emil Fieldorf, gen. Leopold Okulicki, por. Witold Pilecki czy Kazimierz Pużak, pozostali nieznani. Nieliczni mają swoje ulice, szkoły, tablice pamiątkowe i pomniki. Byli bowiem często wyrzutem sumienia dla wielu, którzy uznali, że dalsza walka zbrojna nie ma sensu i oznaczać musi kolejną klęskę.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze