Przypomnijmy najpierw, że inflacja, to popularne określenie wskaźnika CPI, czyli Cosumer Price Index. W polskim tłumaczeniu oznacza to indeks cen konsumenta. Główny Urząd Statystyczny tworzy grupę towarów i usług, tzw. koszyk, które są najczęściej kupowane przez gospodarstwo domowe, czyli w uproszczeniu przez rodzinę. W koszyku tym będzie oczywiście żywność z podziałem na różne jej rodzaje, owoce, warzywa, mięso itd., będzie ubranie, paliwo, ale także wydatki związane z utrzymaniem domu, czy na leczenie. Raz w miesiącu dokonuje się pomiaru cen tych wszystkich rzeczy. W ten sposób dowiadujemy się, ile kosztuje koszyk, z którego korzysta rodzina. Porównując ceny w poszczególnych miesiącach, potrafimy zatem wskazać, jak zmienia się cena całego koszyka. Jeśli natomiast odniesiemy cenę w jakimś miesiącu danego roku do analogicznego miesiąca poprzedniego roku, będziemy wiedzieć, o ile w całym tym czasie podrożał koszyk, czyli ile więcej trzeba było wydać, żeby kupić dobra i usługi, które go tworzą. I to jest właśnie inflacja.
Oczywiście jasnym jest, że nie co miesiąc kupujemy wszystkie dobra i usługi, które są w koszyku. Mało tego: różne gospodarstwa tak naprawdę korzystają z różnych rzeczy. Ludzie starsi więcej wydają na lekarstwa, małżeństwa z małymi dziećmi na ubranka dla dzieci. Mamy tu zatem do czynienia z pewną średnią. Ale jednak dość dobrze oddaje ona rzeczywistość.
Niska inflacja nie jest nam obca. Mało tego: lutowy odczyt wcale nie jest rekordowy. W kwietniu 2003 roku CPI wyniosło 0,3% w ujęciu rocznym i to jest dotychczasowe minimum. Faktem jest jednak, że wtedy nie obserwowaliśmy tak szybkiego wyhamowania wzrostu cen. Czy zatem oznacza to, że tym razem może dojść do absolutnie nadzwyczajnej w polskich warunkach sytuacji, kiedy ceny zaczną spadać?
No właśnie, ceny koszyka dóbr konsumpcyjnych mogą też spadać. Mamy wtedy do czynienia z deflacją. Za te same pieniądze w danym miesiącu roku możemy kupić więcej niż rok wcześniej. I okazuje się, że taka sytuacja jest bardzo niebezpieczna. Znacznie bardziej niż wtedy, gdy inflacja jest nieco za wysoka. Spadek cen hamuje bowiem naszą chęć do wydawania pieniędzy. Myślimy sobie: poczekajmy z zakupami, będzie przecież taniej, to wtedy kupimy. Czekamy, ale przecież ceny dalej spadają. Za jakiś czas znowu przekonujemy się, że warto jeszcze trochę poczekać, bo przecież będzie jeszcze taniej. I tak dalej…. Efekt: hamuje konsumpcja. A hamowanie konsumpcji to hamowanie gospodarki. Taką sytuację od lat obserwujemy na przykład w Japonii. Tylko dzięki wysokiemu eksportowi i inwestycjom firm nie dochodzi tam do załamania gospodarczego. Ale wzrost gospodarczy w ciągu ostatnich dwudziestu lat jest praktycznie zerowy.
Wysoka inflacja jest niebezpieczna. Pisałem o tym na łamach TEMI. Może bowiem dojść do tzw. spirali inflacyjnej, która zawsze kończy się załamaniem gospodarczym. Wysoki wzrost cen powoduje dramatyczny spadek wartości pieniądza i wcześniej czy później ktoś „nie zdąży” ich wydać. Ale niebezpieczna jest również deflacja, z którą znacznie trudniej jest walczyć. Dodajmy, że za optymalną uważa się taką sytuację, gdy ceny rosną o 2% – 2,5% rok/rok.
Czy grozi nam obecnie deflacja? Jest ona bardzo mało prawdopodobna. Spadek inflacji wynika z kilku powodów; najważniejszym jest oczywiście hamowanie gospodarki, głównie wynikające z sytuacji w strefie euro, ale także z naszych działań, opóźnień w obniżaniu stóp procentowych, zbyt mocnego zakręcenia śruby kredytowej itd. Jednak, z wielkim prawdopodobieństwem jesteśmy właśnie w dołku wzrostu gospodarczego lub bardzo blisko dołka, najdalej za kilka miesięcy sytuacja powinna zacząć się powoli poprawiać, co wpłynie na stabilizację lub nawet na wzrost inflacji. Rozwój sytuacji na rynku żywności czy nośników energii także nie powinien przyczynić się do wystąpienia deflacji. Ale nawet jeśli, to nie powinniśmy na nią nerwowo zareagować. Zanim dojdzie do naszej świadomości, że ceny faktycznie spadają, powinny już one znowu zacząć rosnąć. A zatem, jeśli można tak powiedzieć, nie zdążymy negatywnie, z punktu widzenia wzrostu gospodarczego, zareagować na ewentualną deflację.
Zagrożenie deflacją?
REKLAMA
REKLAMA




















