Mecz z imienniczką z Leszna nie należał do interesujących widowisk, tor bowiem nie za bardzo nadawał się do walki, przede wszystkim w pierwszej fazie zawodów. W tej sytuacji kluczowe znaczenie miał start, a że z reguły stanowi on loterię, toteż wyniki pierwszych biegów były różne. W wyścigu otwarcia debiutował w barwach „Jaskółek” Artem Łaguta. Ten debiut wypadł dla Rosjanina bardzo dobrze, bieg wygrał, a trzecie miejsce zajął jadący początkowo na ostatniej pozycji Maciej Janowski. Dla niego był to też debiut, tyle że w roli seniora. Gospodarze objęli więc prowadzenie, ale szybko je stracili, bo w wyścigu juniorów, który w myśl nowego regulaminu jest rozgrywany jako drugi, Kacper Gomólski i Mateusz Borowicz (kolejny debiutant!) przegrali wyraźnie z Tobiaszem Musielakiem i Piotrem Pawlickim.
Wynik oscylował wokół remisu, a publiczność rozgrzał nieco Leon Madsen, który w V biegu potrafił przedrzeć się przed parę gości Grzegorz Zengota‑ Kenneth Bjerre i za plecami Martina Vaculika przywieźć dwa punkty. Było to pierwsze podwójne zwycięstwo tarnowian w tym spotkaniu. Takie akcje jak ta w wykonaniu Duńczyka należały jednak do rzadkości. Jak ciężko wyprzedzało się w miniony czwartek na tarnowskim torze, świadczyć może przebieg wyścigu VIII. Faworyzowany Janusz Kołodziej, który wcześniej przywiózł dwie bardzo pewne wygrane, tym razem źle wystartował i potem, chociaż dwoił się i troił, nie znalazł miejsca na to, aby chociaż rozdzielić leszczyński duet Piotr Pawlicki‑ Grzegorz Zengota. Po tym biegu na tablicy wyników był remis 24:24 i miejscowi kibice zaczęli bardzo poważnie obawiać się o rezultat tej pierwszej, tegorocznej potyczki.
Na szczęście zupełnie bezpodstawnie, bowiem druga część zawodów należała już bezwzględnie do podopiecznych trenera Marka Cieślaka, którzy po dwóch kolejnych biegach odskoczyli rywalom na 6 punktów. Spora w tym zasługa Macieja Janowskiego, który po pierwszym średnim występie potem jeździł już bezbłędnie, oraz duetu Vaculik‑Madsen, który przypomniał sobie znakomite występy w roku ubiegłym. Wszyscy seniorzy Unii zasłużyli jednak na słowa uznania. Ciekawie rozpoczął się wyścig XII, kiedy Unia Leszno miała jeszcze szansę na odwrócenie losów meczu. Trener Roman Janowski zastosował w tym wypadku rezerwę taktyczną, za bezbarwnego Bjerre desygnował na tor starszego z braci Pawlickich – Przemysława. Tymczasem najlepiej wystartował młody Mateusz Borowicz. Przez jedno okrążenie jechał za Leonem Madsenem, ale przyblokowany przy bandzie na prostej startowej przez Piotra Pawlickiego spadł na ostatnie miejsce. Ale i tak otrzymał dużą porcję braw, potwierdził bowiem swój potencjał. Tarnowianie losy meczu rozstrzygnęli po XIII biegu wygranym podwójnie. Dwa kolejne zwycięstwa w wyścigach nominowanych sprawiły, że przed rewanżem w Lesznie mają 16 punktów zapasu. To daje realną perspektywę na zdobycie punktu bonusowego.Unia: Artem Łaguta 7 (3,0,1,3), Maciej Janowski 12 (1,3,3,2,3), Leon Madsen 10 +2 (0,2,3,3,2), Martin Vaculik 11 (3,3,2,2,1)+2, Janusz Kołodziej 11 (3,3,1,1,3)+1, Mateusz Borowicz 0 (0,0,0), Kacper Gomólski 2 (1,1,0)
NCD: Leon Madsen 69,26 w wyścigu X. Sędziował Krzysztof Meyze. Widzów: 10 tysięcy.
Po meczu powiedzieli:
Grzegorz Zengota, Unia Leszno: – Ze swojego startu jestem w sumie bardzo zadowolony, bo zdobyłem sporo punktów, szkoda jednak, że przegraliśmy. Ale gospodarzom należą się gratulację, bo byli drużyną po prostu lepszą, szczególnie w drugiej fazie meczu.
Artem Łaguta, Unia Tarnów: – Jak wypadł mój debiut? Myślę, że bardzo dobrze. Wygrałem swój pierwszy wyścig w barwach Unii i potem jakoś poszło, chociaż środek zawodów miałem słabszy. Dobrze czuję się w nowym klubie i mam nadzieję, że będę zdobywał dla Unii sporo punktów w kolejnych meczach.
W niedzielę w identycznym zestawieniu tarnowianie wybrali się do Wrocławia. W powszechnej opinii byli faworytem, bowiem Sparta uchodziła za jednego z głównych kandydatów do spadku. Goście boleśnie przekonali się jednak, że w tym sezonie meczów łatwych nie będzie, szczególnie na wyjazdach. I chociaż prowadzili przez większą część spotkania, musieli przełknąć gorycz porażki.
Już pierwszy bieg pokazał, że łatwo nie będzie – wygrał rewelacyjny tego dnia Tai Woffinden i gospodarze objęli prowadzenie. Za moment jednak Spartę dopadł pech. W biegu juniorów najpierw taśmy dotknął Patryk Dolny, a w powtórce jadący za parą tarnowską Łukasz Bojarski przewrócił się i nie startował już do końca zawodów. Unia wygrała więc ten wyścig 5:0. W IV wyścigu znakomicie spisał się debiutujący w tym roku w Unii junior Mateusz Borowicz. Asekurowany przez Janusza Kołodzieja wygrał z doświadczonym Australijczykiem Troyem Batchelorem. Podopieczni trenera Marka Cieślaka objęli w tym momencie prowadzenie 13:10, które za moment powiększyli do pięciu punktów najlepszy wśród tarnowian Artem Łaguta z Maciejem Janowskim.
Wydawało się, że mecz mistrzowie kraju mają pod kontrolą, tak się jednak nie stało z dwóch powodów. Po pierwsze trafili na mocno zdeterminowanych gospodarzy, wśród których prym wiedli wspomniany Woffinden oraz kapitan drużyny, indywidualny mistrz Polski, Tomasz Jędrzejak. Z drugiej strony przyjezdni byli zaskakująco pasywni na torze. Zupełnie zawiedli przede wszystkim Martin Vaculik, który zanotował bodaj najsłabszy wynik w historii jego kilkuletnich występów w Tarnowie, oraz Maciej Janowski. Zawodnik, który przecież wychował się na wrocławskim torze i zna go jak własną kieszeń, jeździł słabo. Nawet kiedy udało mu się nieźle wystartować, tracił pozycję na dystansie. Tak było na przykład w kluczowym XIV wyścigu, kiedy to wyprzedził go Peter Ljung. Aż trudno było poznać, że jedzie zawodnik, który przez ostatnie sezony był najlepszym polskim juniorem. Bardzo przeciętny występ zanotowali też Leon Madsen i Janusz Kołodziej. Ten drugi, chociaż punktowo spisał się przyzwoicie, przegrał podwójnie dwa biegi. Jeszcze na trzy biegi przed końcem Unia prowadziła różnicą pięciu punktów. Wtedy jednak pokpili sprawę Kołodziej z Vaculikiem, dając się podwójnie ograć Woffindenowi i Sucheckiemu.
Przed XIV biegiem było jednak wiadomo, że podwójna wygrana da tarnowianom zwycięstwo w całym meczu. Para gości wygrała jednak tylko 4:2, bo jak wspomnieliśmy, Ljung wyprzedził Janowskiego. W tej sytuacji, wyjeżdżając do ostatniego biegu, Łaguta z Madsnem wiedzieli, że każdy wynik różny od porażki 1:5 da ich drużynie wygraną. Niestety, Madsen wystartował słabo, a Łagutę na pierwszym łuku Woffinden wywiózł pod bandę, co wykorzystał Jędrzejak. Para Sparty wygrała podwójnie i to gospodarze cieszyli się z wygranej.
Na wyróżnienie zasługuje młody Borowicz, który był jedynym pozytywnym zaskoczeniem w tym meczu.Unia: Artem Łaguta 11 (2,3,3,2,1), Maciej Janowski 4 (0,1,1,1,1), Leon Madsen 7+1 (1,1,2,3,0), Martin Vaculik 2 (0,2,0,0), Janusz Kołodziej 9+1 (2,0,3,1,3), Kacper Gomólski 5+1 (3,1,1), Mateusz Borowicz 6 (2,3,1). NCD: Tai Woffinden 59,76 w wyścigu VII. Sędziował Marek Wojaczek. Widzów: 5 tysięcy
Po meczu powiedzieli:
Piotr Baron, trener Sparty: – Chciałbym podziękować drużynie za walkę do samego końca i zwycięstwo, które pokazuje, że nie będziemy w lidze chłopcami do bicia. Szczególnie kapitalny mecz zaliczył Tai. Mamy wyraźną lukę na pozycji juniorów i nad tym elementem czeka nas dużo pracy
Marek Cieślak, trener Unii: – Ten mecz miał swoje cienie i blaski. Cienie to oczywiście porażka i słaba postawa drużyny, bo mecz był naprawdę do wygrania. Natomiast chciałbym wyróżnić najmłodszego naszego zawodnika Mateusza Borowicza, który miał znakomite spotkanie. Gratuluję zwycięzcom.























