KPO – mamy te środki czy ich nie mamy?

0
REKLAMA

Marek ZuberW zeszłym tygodniu Warszawę obiegła nieoficjalna informacja: Polska dostanie wreszcie środki z KPO. Okazało się jednak, że to jeszcze nie tak szybko…
Krajowy Plan Odbudowy, który musieliśmy przedstawić Komisji Europejskiej, wynika z prawdziwej rewolucji, jaka dokonała się na poziomie Unii. Jest on bowiem związany z New Generation EU programem, który po raz pierwszy finansowany jest w ten sposób, że UE pożycza pieniądze na rynkach finansowych jako jeden organizm. New Generation EU ma pchnąć gospodarkę unijną na inne tory. Oczywiście wartość programu, około 750 mld euro, nie jest astronomiczna, biorąc pod uwagę wielkość całej gospodarki 27 krajów tworzących Unię. PKB tych krajów osiągnął w zeszłym roku około 14,5 biliona euro, 750 mld euro nie robi zatem jakiegoś olbrzymiego wrażenia. Trzeba jednak pamiętać, że po pierwsze są to środki dość precyzyjnie kierowane, głównie na innowacje i ekologię, no i po drugie – będą one wzmocnione innym finansowaniem, na przykład bankowym. Zostaną zatem zwielokrotnione. W sumie możemy pewnie mówić o wpływie na gospodarkę rzędu 2 bln euro, może nawet 2,5 biliona euro. A to już wygląda znacznie lepiej.

Żeby dostać środki z New Generation EU trzeba było napisać plan, na co te pieniądze mają być wydane. Czyli właśnie Krajowy Plan Odbudowy. Nazwa sugeruje odbudowę. Rzeczywiście w pierwszej chwili podkreślano, że koncepcja ma pomóc w walce ze skutkami COVID-19. Jednak zakres pomysłu jest – jak już napisałem – znacznie szerszy.
Polska zawnioskowała o 23 mld euro dotacji i 11,5 mld euro pożyczek. Tak na marginesie limit pożyczek mieliśmy większy, ale polski rząd z całości środków nie skorzystał. Tak czy inaczej Plan musiał zostać zaakceptowany przez Komisję Europejską. Jak wiemy w przypadku Polski jesteśmy tu jednym z nielicznych wyjątków. Był z tym problem. Kwestie praworządności blokowały nam dostęp do unijnych miliardów. Ale jak słyszeliśmy, intensywne negocjacje trwały. I w końcu doszło do przełomu. Pieniądze miały być wreszcie postawione do dyspozycji naszego kraju. Tak mówiła w zeszłym tygodniu warszawska ulica. I na to wskazywała zapowiadana wizyta szefowej Komisji Europejskiej w Polsce.

Teoretycznie przełom jest, KPO został bowiem przyjęty. Problem w tym, że chcąc środki dostać musimy spełnić szereg warunków. I tu pojawiają się „schody”. Warunków jest bowiem prawie 300. Bez ich spełnienia przelewu nie będzie. Przy okazji: wiele z tych warunków wydaje się w naszych realiach dość kontrowersyjne. Na przykład zmuszanie nas do korzystania z samochodów, innych niż spalinowe. O tym zresztą w ostatnich dniach mówi się najwięcej. Polska zobowiązała się do nałożenia różnego rodzaju opłat, które mają zwiększać koszty użytkowania benzyniaków i diesli. Kontrowersje w tym wypadku wynikają stąd, że samochody elektryczne nie są wciąż moim zdaniem – a na pewno jest tak w naszym kraju – pełną alternatywą dla dotychczasowych napędów. Głównie chodzi mi oczywiście o dłuższe podróże. Mam tu na myśli nie tylko problem z ładowaniem i czas, który trzeba na ten proces poświęcić. Chodzi mi także o koszty. Ładowanie w ładowarkach jest po prostu bardzo drogie.

REKLAMA (2)

Nie jest tak zatem, że oto ogłoszono przyjęcie programu i jednocześnie naciśnięto przycisk, który transferuje pierwsze pieniądze na konta w Polsce. KE zaakceptowała KPO, ale wypłata środków nastąpi dopiero wtedy, kiedy Polska spełni warunki, na czele z zobowiązaniami wynikającymi z „kamieni milowych’’. Dotyczą one niezależności sądownictwa.
Czyli kiedy pierwsze euro dostaniemy? Nie mam zielonego pojęcia. I nie wiem, czy ktoś jest w stanie to dokładniej sprecyzować. W tej chwili mówi się, że pierwsze 4 mld euro moglibyśmy dostać w okolicach września, ale to czysta teoria. Te cztery miesiące wynikają z technicznych kwestii, na czele na przykład z podjęciem tzw. decyzji wykonawczej przez Radę Unii Europejskiej. Obok takich rzeczy jest jeszcze proces związany ze zmianami przepisów w naszym kraju, czyli z faktycznym spełnieniem uzgodnionych warunków. A zatem wciąż dokładnie nie jesteśmy w stanie wskazać, kiedy zobaczymy unijne pieniądze.

REKLAMA (3)

A to ma wiele konsekwencji dla różnych aspektów rzeczywistości. Kwestia opóźnień projektów, które dzięki KPO mają być finansowane, jest oczywista. Ale Plan ma także na przykład wpływ na rynek walutowy. Ostatnie umocnienie złotego było częściowo „pod KPO”. Przedłużające się transfery nie będą z pewnością dla rynku walutowego korzystne. Przy okazji: jeśli nic dramatycznego się znowu nie zdarzy i perspektywa przelewów unijnych będzie się zbliżała, to euro może zejść nawet w okolice 4,40.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze