Dyskusja o tym, czy PiS to przede wszystkim korupcja i podłość, czy też kłamstwo jest dyskusją interesującą i stanowi fragment trwającej od wieków dyskusji nad marnością ludzkiego losu oraz granicami podłości, do jakich zdolny jest nasz gatunek. Ostatnio pisowcy dostarczyli kolejnego mocnego argumentu, że ich reżim to głównie kłamstwo. Co kiedyś – trafnie pisząc na temat komunizmu – zauważyli już między innymi wielcy znawcy tego systemu: Aleksander Sołżenicyn i Alain Besancon. Tak jak komunizm upadł pod ciężarem własnych kłamstw i nieudolności, tak pod ciężarem tych samych patologii upadnie pisowska dyktatura. „Nie wierzcie, nie wierzcie” – pięknie śpiewał niezapomniany w moim pokoleniu Bułat Okudżawa. Nigdy nie należy wierzyć pisowcom.
Wiadomo było od dawna, że cała smoleńska ideologia PiS-u opiera się na kłamstwie, czołowym realizatorem tego kłamstwa był posłuszny pisowski lizus, p. Macierewicz. Pisowscy dygnitarze urządzali swoje absurdalne miesięcznice i bredzili o poszukiwaniu prawdy na temat „zamachu”. Obrzydliwą rolę odegrała istotna część polskiego episkopatu i kościoła. Pan Jędraszewski był uprzejmy autorytatywnie orzec: „Nikt o zdrowym rozsądku nie uwierzy, że brzoza jest w stanie oderwać skrzydło wielkiego samolotu”. A wysoki autorytet moralny i finansowany przez pisowski reżim polityk, p. Rydzyk, powiedział na antenie radia używającego imienia Matki Boskiej: „Wszystko wygląda na to, że byli zamordowani, że to był zamach. Mówi się, że byli prowadzeni na śmierć. To jest hańba”.
Hańbą jest, że tacy ludzie – a są to tylko przykłady najwyższych i najgłośniejszych kościelnych dygnitarzy – przewodzą kościołowi w Polsce, przy bezczynności i bierności Watykanu. Przy okazji kreowali fałszywych bohaterów i stawiali różnego rodzaju – na ogół wyróżniające się wyjątkową szpetotą – pomniki i tablice upamiętniające „poległych” pod Smoleńskiem. Mieliśmy do czynienia z powoli konającą ideologią smoleńską, na której wielu pisowców porobiło kariery oraz zarobiło ogromne pieniądze. Nie upierałbym się przy twierdzeniu, że na „trumnach smoleńskich” dorwali się do władzy. Na to złożyło się wiele czynników, a przede wszystkim brak rozeznania pisowskiego zagrożenia ze strony ludzi przywiązanych do demokracji. Jak często zdarzało się w historii, obrońcy demokracji byli mniej zdeterminowani i mieli mniejszą wolę walki w jej obronie niż zwolennicy dyktatury w ustanowieniu swojego reżimu. Mam nadzieję, że nauczeni doświadczeniem Polacy już nigdy nie dopuszczą do autorytarnej recydywy.
Jednak w momencie, gdy Putin napadł na Ukrainę a jego wojska dopuściły się niespotykanych od dawna bestialstw i okrutnych zbrodni, pisowcy uznali, że będą mogli wykorzystać tę wojnę (jak to mają w zwyczaju) do własnych celów politycznych. Dla pisowskiego reżimu liczy się tylko utrzymanie władzy. Uznali, że skoro Putin popełnia zbrodnie na Ukrainie, to można będzie wmówić polskiemu społeczeństwu i komu się da, że również zamordował pasażerów samolotu oraz wrócić do bredni o „zamachu w Smoleńsku”. Pisowska szczujnia uruchomiła taką narrację i rzeczywiście, w sondażach nieco wzrosła liczba osób wierzących w zamach. Tu jednak stało się coś, czego pisowcy nie przewidzieli. Niezależny od PiS-u dziennikarz Piotr Świerczek opublikował raport będący uwieńczeniem wieloletnich badań, z którego wynika, że to co twierdzi na temat „zamachu” p. Macierewicz i cały PiS to kłamstwo, a jego raport to ordynarne fałszerstwo polegające na podaniu do wiadomości tylko tych fragmentów raportu amerykańskiego, które pasują do tezy o „zamachu”, natomiast pominięciu tych, które im zaprzeczają. Kosztujący 8 mln złotych (jak wszystko związane z tą aferą opłacanych z pieniędzy podatników) raport amerykański wykazał, że samolot uderzył w zarośla i krzaki na lotnisku, a w końcu w brzozę, przekręcił się i spadł na ziemię. Pisowska teza, że w powietrzu miały miejsce wybuchy, a samolot nigdy nie zderzył się z ziemią została obalona w sposób niebudzący wątpliwości przez amerykańskich specjalistów i przemilczana przez p. Macierewicza. Amerykanie obalili wszystkie „dowody” komisji Macierewicza, jak np. ślady materiału wybuchowego mające zniszczyć samolot – a które pochodziły z mundurów latających tym samolotem żołnierzy i były także w innych samolotach – czy rzekomo pochodzący z wybuchu trzask, będący w rzeczywistości efektem uderzenia skrzydła w drzewo i przesunięty przez fałszerzy z komisji Macierewicza na ścieżce dźwiękowej oraz podstawowe pytanie, w jaki sposób uruchomiono ładunki wybuchowe, kto to zrobił, skąd wiedział jak będzie wyglądało lądowanie samolotu i dlaczego (skoro zamachu dokonała Rosja) pisowski rząd nie podejmuje żadnych kroków dla ukarania winnych, a zachowuje się tak, jakby głównym i jedynym sprawcą zamachu byli przeciwnicy pisowskiego reżimu w Polsce, zwłaszcza agent niemiecki Tusk? Czyli do absurdalnego żądania reparacji od Niemiec właściwie można dołączyć także odszkodowania za „zamach” smoleński?
Reakcja pisowców na ujawnienie ich kolejnego oszustwa była taka jak zawsze. Przyłapani na jawnym, bezczelnym kłamstwie nadal kłamią i zaprzeczają zgodnie z zasadą – PiS nie może się mylić, ma zawsze rację, a kto jest przeciw, to wróg Polski, zdrajca i agent. Histeryczny wrzask, że każdy kto nie popiera p. Macierewicza jest agentem Putina, to tylko dopełnienie tego obrazu i kolejne uprawdopodobnienie twierdzenia, że reżim zrobi wszystko, łącznie z fałszerstwami i użyciem przemocy, aby nie oddać władzy. Jakakolwiek dyskusja z nimi nie ma sensu, to jest bezwzględny wróg demokracji, wolności i prawdy. Komisja Macierewicza to pisowski odpowiednik Komisji Burdenki (stalinowska komisja powołana w 1944 r., której przewodniczącym był Nikołaj Burdenko, mająca za zadanie wykazać, że zbrodnię w Katyniu popełnili hitlerowcy). Obydwie te komisje obsługiwały kadzielnicę kłamstwa. Obecny reżim utuczył się i dorwał do władzy na kłamstwie smoleńskim i być może na kłamstwie smoleńskim i fałszerstwach Macierewicza władzę utraci.
Tak przy okazji, bardzo proszę uczciwych dziennikarzy i generalnie ludzi broniących w Polsce wolności (bo do zwolenników „dobrej zmiany”, tzw. twardego elektoratu PiS, nie mam zamiaru się zwracać), aby nie apelowali do p. Morawieckiego o jakieś działania „wyjaśniające” czy przywoływanie Macierewicza do porządku. P. Morawiecki jest wysłużonym pisowskim aparatczykiem, załganym do szpiku kości, może nieco mniej agresywnym i drapieżnym niż Terlecki, Macierewicz, Sasin i Szydło, ale politycznie zrobi każde świństwo dla utrzymania władzy. To trochę tak, jak apelować do komunistycznych propagandzistów, aby mówili prawdę. Morawiecki dobrze wie, że za to, co zrobił do tej pory nie uniknie odpowiedzialności, jak PiS utraci władzę. I nie zgadzam się z pesymistycznymi głosami, że Macierewicz nie popełnił przestępstwa. To chyba co najmniej ryzykowne twierdzenie. Czy wydanie wielu milionów publicznych pieniędzy na fałszowanie dowodów i rozpowszechnianie kłamstw dla ustanowienia w Polsce dyktatury nie jest przestępstwem. To co nim jest? Cały pisowski reżim jest przestępstwem i mam nadzieję, że sędzia, który będzie ich sądził, wyda sprawiedliwy wyrok? Do polskiego społeczeństwa – a zwłaszcza do pisowskiego reżimu – bardzo pasują słowa jednego z największych mężów stanu wszech czasów Winstona Churchilla: „Pozostaje tajemnicą i tragedią, że naród polski gotów do wielkiego heroicznego wysiłku, waleczny, ujmujący, powtarza stare błędy w każdej prawie decyzji swoich rządów. Wspaniały w buncie lub klęsce, haniebny i bezwstydny w triumfie. Najdzielniejszy pośród dzielnych, prowadzony przez najpodlejszych wśród podłych”. (Tadeusz Kisielewski, „Churchill najlepszy sojusznik Polski?”, Poznań, 2016 r.).
Jak pisowcy pompują publiczne pieniądze do kieszeni swoich klientów, pociotków i lizusów powołując „instytuty”, np.: „Instytut Języka Polskiego z rocznym budżetem 100 milionów złotych i pensją 30 milionów dla dyrektora, ale to nie wszystko, rząd PiS powołał jeszcze 10 innych instytutów z budżetem od kilku do kilkunastu milionów złotych. Posłuchajcie jak brzmią ich nazwy, wszystkie bardzo podobne: Instytut Pokolenia, Instytut Strat Wojennych, Instytut de Republika, Instytut Europy Środkowej, Polski Instytut Ekonomiczny, Instytut Solidarności i Męstwa, Instytut Współpracy Polsko-Węgierskiej, Instytut Ekspertyz Ekonomicznych i Finansowych, Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa, Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej”. (internet). To jawna kpina z wydawania publicznych pieniędzy, korupcja polegająca na zatrudnianiu z budżetowych pieniędzy funkcjonariuszy reżimu. Wydaje mi się, że jednym z pierwszych działań po odzyskaniu wolności i zakończeniu pisowskiej okupacji powinno być, obok ukarania odpowiedzialnych za zniszczenie w Polsce demokracji, także zwrócenie budżetowi zagrabionych budżetowych pieniędzy?
Myślę, że wściekłość i histeria, która charakteryzuje ostatnie wypowiedzi pisowskich dygnitarzy, wynika w dużej mierze ze świadomości klęski, jaką były wybory burmistrza w Rudzie Śląskiej, gdzie kandydat PiS-u nie wszedł nawet do drugiej tury. To już trzecia tego rodzaju klęska w lokalnych wyborach, po Rzeszowie i Szczecinku. Ważniejsza niż wszystkie sondaże, chociaż i sondaże wskazują, że jak powiedział kiedyś Leszek Kołakowski – ta czaszka nie uśmiechnie się już nigdy.



















