Na początku muszę powiedzieć, że kompletnie nie zgadzam się z argumentacją szwajcarskiej władzy monetarnej w kwestii tego, że jedyną opcją wycofania się z polityki usztywnienia kursu CHF wobec euro było zaskoczenie. U podstaw działalności każdej władzy monetarnej, czyli banku centralnego, leży dobre komunikowanie się z rynkami finansowymi, tzn. także podejmowanie działań, które nie zaskakują uczestników rynku. W tym konkretnym przypadku sytuacja jest jeszcze bardziej kuriozalna, bo przedstawiciele banku na kilka dni przed decyzją wyraźnie podkreślali, że polityka usztywnienia kursu będzie prowadzona. Tak się po prostu nie robi!
Przypomnijmy, że przez ostatnie trzy lata szwajcarski bank centralny nie dopuszczał do tego, aby kurs euro w stosunku do franka spadł poniżej poziomu 1,20. Dlaczego w 2011 roku podjęto decyzję, aby tak działać? Ponieważ wobec kryzysu strefy euro wielu inwestorów zaczęło kupować szwajcarskie aktywa. Pisałem wtedy o tym, że Szwajcaria jawi się jako spokojny port na wzburzonym europejskim oceanie pogrążonym w kryzysie zadłużeniowym. Problem w tym, że Szwajcaria nie jest gigantycznym krajem ani gigantyczną gospodarką. Wartość jej PKB jest tylko nieznacznie większa niż wartość PKB Polski. Popyt na aktywa musiał zatem doprowadzić do wyraźnego wzrostu wartości szwajcarskiej waluty. A wzrost jej wartości spowodował hamowanie gospodarki. Pogorszona konkurencyjność eksportu czy turystyki zrobiły swoje. I stąd decyzja o walce z tendencją do umacniania się CHF.
Wzrost wartości franka wynikał zatem, tak naprawdę, ze słabości euro. I pomimo tego, że minęły trzy lata, niewiele się w tej kwestii zmieniło. Mało tego: europejski bank centralny podejmie zapewne w tym tygodniu decyzję o skupie obligacji skarbowych państw strefy euro, czyli o drukowaniu wspólnej waluty. Jeśli tak, to, jak się wydaje, największym odbiorcą tych nowych drukowanych euro zostałby właśnie szwajcarski bank centralny. I przed tym zapewne chciał się on zabezpieczyć, zdejmując powiązanie franka z euro. Poza tym Szwajcarzy wiedzą, że polityka drukowania ma swoje konsekwencje. Kiedyś (pytaniem otwartym na dzisiaj pozostaje: kiedy?) musi to doprowadzić do wzrostu inflacji, a walka z nią będzie oznaczała wyższe stopy procentowe, te z kolei będą hamować wzrost gospodarki. Im zatem mniej wydrukowanych franków, tym relatywnie niższe w przyszłości stopy procentowe.
Może zatem Szwajcarzy uznali, że w związku z akcją drukowania euro i niskimi cenami ropy Euroland wreszcie dźwignie się z marazmu, a to z kolei doprowadzi do wzrostu wartości wspólnej waluty, także wobec CHF? I stąd ich decyzja?
Tak czy inaczej wyszło to fatalnie. Nie tylko dlatego, że bank centralny wprowadził świat w błąd. Także dlatego, że w konsekwencji tych ruchów CHF bardzo wyraźnie się umocnił. A to z kolei skokowo pogorszyło konkurencyjność szwajcarskiej gospodarki. Bo duża część eksportu rozliczna jest w euro, a wielu turystów wybierających się do Szwajcarii to mieszkańcy strefy wspólnej waluty. W dodatku na giełdzie w Zurichu obserwowaliśmy załamanie porównywalne z tym po upadku banku Lehman Brothers. Czy zatem było warto?
To kluczowe pytanie. Nie ma bowiem pewności, że za klika miesięcy skutki dla szwajcarskiej gospodarki nie okażą się opłakane. Jedyna szansa w tym, że wreszcie ruszy gospodarka europejska. Wtedy faktycznie wzrost wartości euro byłby bardzo prawdopodobny. Ale czy gospodarka europejska ruszy?
Tak czy inaczej, teraz nie pozostało nic innego jak czekać. Trudno bowiem cokolwiek przewidywać w sytuacji, kiedy pojedyncze, i to nawet totalnie zaskakujące decyzje, wydawać by się mogło odpowiedzialnych ludzi, mogą nas znowu dotknąć. Naprawdę trudno jest dzisiaj wyrokować, co się będzie z CHF działo. Czeka nas zatem zapewne dość burzliwy okres. Choć mam świadomość tego, że dla kogoś, kto ma kredyt we frankach, perspektywa czekania nie jest załatwieniem sprawy. I trudno jest tak po prostu spokojnie czekać. Warto jednak wziąć pod uwagę także to, że szwajcarski bank centralny po raz kolejny obniżył stopy procentowe. Ta obniżka przeniesie się na oprocentowanie kredytów w ciągu najbliższych kilku miesięcy i wyraźnie obniży wzrost miesięcznych płatności wynikających ze wzrostu kursu CHF.
Co robić z frankiem?
REKLAMA
REKLAMA




















