Dawno chyba wyniki największej polskiej spółki nie wiązały się z tak zażartą dyskusją. Ale trudno się dziwić, skoro nawet one zostały upolitycznione.
Orlen opublikował wyniki za 2022 rok. Są one imponujące. Przychody płockiego koncernu zbliżyły się do poziomu 280 mld PLN. No, ale trudno, żeby nie były rekordowe, skoro teraz dotyczą de facto czterech spółek, a mianowicie Orlenu, Lotosu, PGNiG oraz Energii. Wiemy przecież, że ostatnie lata poświęcono na tworzenie olbrzymiej (jak na warunki Europy Środkowo – Wschodniej) grupy, a ostatni akt tego procesu nastąpił właśnie w roku 2022.
Patrząc na zysk, tu nie musiało wcale dojść do jakiegoś rekordu, bo to, że ktoś jest duży nie oznacza, że zarabia. No tak, ale jeśli jest duży i jest monopolem? A tak de facto jest w przypadku części paliowej Orlenu. To znaczy dostarczania nam benzyn, oleju napędowego i gazu? Owszem, w Polsce działa wiele sieci dystrybucji detalicznej. Jeśli popatrzymy na paliwa, to obok Orlenu mamy choćby Shella, BP czy Cirkle K, ale kupują one przede wszystkim w Orlenie. W przypadku benzyn 95% krajowej sprzedaży to produkcja polskiego giganta. W przypadku oleju napędowego mniej, około 70%. Resztę importujemy. Ale kto jest największym importerem? Oczywiście Orlen. A zatem mamy do czynienia de facto z monopolem. Tyle że nie na poziomie sprzedaży detalicznej, lecz produkcji. A jeśli tak, to co by się musiało wydarzyć, żeby ten monopol nie odnotował zysku? A zatem zysk mamy. I to rekordowy. W całej grupie wyniósł on bowiem 21,5 mld PLN. Fantastyczne zarządzanie? Efekt redukcji kosztów wynikających z połączenia? Może. Ale na pewno nie przede wszystkim. Co zatem Orlenowi sprzyjało? Albo co bezwzględnie wykorzystano? Trzeba zwrócić uwagę przede wszystkim na dwa elementy.
Po pierwsze 2022 to rok wysokich cen ropy naftowej. A to zawsze sprzyja generowaniu wysokich zysków. I tak było na całym świecie. Saudyjskie Saudi Aramco zarobiło około 300 mld USD, Amerykański Exon Mobil około 56 mld USD, również amerykański Chevron około 50 mld USD, a brytyjski BP około 23 mld USD. Tę wyliczankę można kontynuować. Nie każdy koncern odnotował rekordowe wyniki w swojej historii, ale rok 2022 należał do tych najlepszych. W przypadku Saudi Aramco to absolutny historyczny rekord. No, ale to narodowy (czytaj państwowy) operator w kraju, który jest drugim największym producentem ropy i liderem kartelu OPEC kontrolującego wydobycie. Czyli państwowy monopol u jednego z liderów rynku. Największym producentem są USA, ale tam mamy do czynienia z konkurencją, jeśli chodzi o wydobycie, rafinację i sprzedaż detaliczną. Dla porządku dodaję, że zysk Orlenu to nie tylko ropa, także gaz i prąd. W przypadku produkcji prądu monopolu nie ma, w przypadku gazu udział w rynku jest także przytłaczający. Jeśli chcemy porównać zysk Orlenu do światowych gigantów, które wymieniłem, to pamiętajmy, że w ich przypadku mówimy o produkcji ropy. Na tym tle Orlen naprawdę nie jest wielką firmą, o czym już pisałem.
Po drugie, kwestia monopolu i większych możliwości generowania zysku wynikających z tego tytułu. I tu Orlen podłożył się w sposób absolutny tym, co zrobił w grudniu 2022 roku „dla naszego dobra”, jak twierdzili jego przedstawiciele. Przypomnę: nie obniżano ceny, choć ropa na świecie zdecydowanie taniała, a złoty umocnił się do dolara. Moim zdaniem można ją było obniżyć przynajmniej o 80 groszy. Nie zrobiono tego, żeby nie podnosić gwałtownie ceny 1 stycznia, kiedy VAT wrócił do poziomu 23%. Oczywiście cena po 1 stycznia jest dokładnie taka, jakby była, gdyby w grudniu zdecydowano się na obniżki. Czyli płacimy tyle samo. Czy wzrost cen 1 stycznia spowodowałby panikę? Kolejki pod koniec grudnia? To dlaczego ich nie było? Dlatego, że ludzie uwierzyli, że cena nie wzrośnie, bo tak sugerował prezes Orlenu? Naprawdę?
I czwarty kwartał oznaczał absolutnie rekordowy zysk, bo wynoszący ponad 8 mld złotych. A ceny na stacjach nie były przecież rekordowo wysokie jak na rok 2022. No to skąd ten wynik? Oczywiście to głównie efekt grudnia. Wszyscy zrzuciliśmy się na ten zysk, kupując na stacjach, bo nie mieliśmy wyjścia. No chyba, że odwiesić kluczyki na kołku i nie jeździć w ogóle samochodem.
Widziałem i widzę plusy w połączeniu Lotosu z Orlenem, pisałem o tym zresztą. Ale pisałem też, że to, czego się najbardziej boję – i już samo to wystarcza, żebym był przeciwko temu połączeniu – to stworzenie regularnego monopolu. Ale chyba nikt nie przypuszczał, że efekty tej władzy nad rynkiem zobaczymy tak szybko.
Oficjalnie sprzedaż na stacjach w Polsce, według Orlenu, miała tylko 3% udziału w wygenerowanym przez spółkę zysku. Czyli prawie nic. To taka socjotechniczna sztuczka. Na stacjach tak. W sensie tyle zarobiono, biorąc pod uwagę marżę stacji. Czyli marżę nakładaną na stacjach w stosunku do ceny zakupu w rafinerii. Czyli w Orlenie. A ile Orlen zarobił na produkcji? A to już zupełnie inna kwestia. Te miliardy zysku nie wzięły się przecież znikąd…
Dla porządku trzeba jeszcze dodać, że w roku 2022 wciąż kupowaliśmy ropę w Rosji. Mniej, ale jednak w dalszym ciągu. Nie robię z tego zarzutu, ale warto pamiętać, że jej cena jest dużo niższa, niż na przykład ropy Brent. Aha, i jeszcze jedno. Orlen wciąż atakuje nas informacją, że paliwa w Polsce i tak należą do najtańszych w Europie. To prawda, bo podatki nakładane w naszym kraju wciąż są relatywnie niższe. Ale jak je odejmiemy, to co się okaże? Ano to, że cena benzyny i oleju napędowego w Polsce należy do najwyższych na Starym Kontynencie.




















