Brexit

0
Marek Zuber
REKLAMA

Teresa May, premier Wielkiej Brytanii z kretesem przegrała głosowanie w kwestii przyjęcia uzgodnionych z UE zasad opuszczenia przez Wyspiarzy Unii Europejskiej. Można się oczywiście pastwić nad May i wskazywać na rekordowy brak poparcia przedstawionych propozycji, dawno niespotykany w brytyjskim parlamencie w odniesieniu do aktualnie urzędującego premiera, niewiele jednak z tego wynika. Dzień później May dostała bowiem, głosami w dużej mierze tych samych członków parlamentu, którzy głosowali przeciwko porozumieniu z UE, mandat zaufania. Odrzucono przecież votum nieufności wobec jej rządu.
Co z tego wszystkiego wynika? Oczywiście teza, którą postawiłem na początku, jest uproszczeniem. Nie jesteśmy w tym samym miejscu, przez ostatnie półtora roku udało się bowiem uzgodnić bardzo wiele kwestii dotyczących opuszczenia przez Wielką Brytanię UE i wzajemnych relacji między oboma podmiotami po dokonaniu wyjścia. Jednak w tym sensie jesteśmy w tym samym miejscu, co w czerwcu 2017 roku, kiedy negocjacje rozpoczynano – wciąż nie wiemy, czy i na jakich zasadach dojdzie do rozwodu Wyspiarzy z Unią.
Nie wiemy, co się wydarzy. Najbardziej prawdopodobną opcją jest chyba obopólna zgoda na przedłużenie okresu negocjacji o kolejne kilka miesięcy. Rodzi to problemy, mamy przecież za moment wybory do europarlamentu, ale chyba jest to najrozsądniejsze rozwiązanie. Głównie dlatego, że tzw. twardy brexit, czyli bez żadnego porozumienia, jest niekorzystny dla obu stron.
Co będzie, jeśli jednak nie uda się osiągnąć kompromisu? Największym problemem będą oczywiście pierwsze dni i tygodnie po wyjściu bez szczegółowych ustaleń współpracy. Wrócą cła, zastosowanie będą miały różne inne przepisy dotyczące wymiany handlowej i współpracy gospodarczej w ogóle. Już bez ułatwień i preferencji. Bardzo dobitnie problem widać na przykładzie przemysłu motoryzacyjnego, a swoje fabryki na Wyspach ma przecież wiele przedsiębiorstw. Weźmy jednego z najbardziej znanych, choć niewielkich, brytyjskich producentów, czyli Rolls Royce’a (RR). Tak na marginesie, rok 2018 był najlepszym w 115-letniej historii tej słynnej firmy, sprzedała ona bowiem na świecie ponad 4100 samochodów. Ponad 90 procent części, z których składają się obecne modele, jest importowanych. RR, podobnie jak zdecydowana większość fabryk innych marek, działa w systemie „just in time”. Oznacza to, że nie posiada wielkich, generujących koszty magazynów części potrzebnych do produkcji, ale dostaje je niemalże na bieżąco. To, co jest w danym momencie w zakładzie, wystarcza na 36 godzin pracy. Ponieważ branża opiera się na zamówieniach długookresowych, trudno jest w ciągu np. miesiąca zbudować większe rezerwy. Poddostawcy planują bowiem dostarczenie tego, co wynika z umów, wiele miesięcy do przodu. Twardy brexit oznaczałby zatem albo zatrzymanie produkcji RR, albo jej podrożenie przez konieczność zapłacenia ceł czy poniesienia innych kosztów.
To jeden z przykładów, ale takich sytuacji jest cała masa. Dotyczy to właściwie każdej branży. Jak będą wyglądały bezpośrednio po twardym breksicie relacje między City, czyli centrum finansowym Wielkiej Brytanii a UE, co będzie z importem żywności np. z Polski? Nie wiemy także, jak będzie wyglądało podejście Wyspiarzy do emigrantów. Mamy zatem bardzo wiele pytań.
Oczywiście zapewne w dłuższym okresie powoli te kwestie będą rozwiązywane. W końcu przeżyliśmy gospodarcze skutki ataku na WTC czy upadek Lehman Brothers i załamanie światowego sytemu finansowego. Przeżyjemy i twardy brexit. Wierzę na przykład głęboko w to, że nikt nie będzie hurtem wyrzucał z wysp pracujących tam Polaków, bo oni są po prostu potrzebni. Ale czy wszyscy? Tego już pewien nie jestem.
Trzeba też na twardy brexit patrzeć z innej perspektywy. Otóż jest to kolejny kamyczek do ogródka pod tytułem „pogorszenie światowego nastroju” i „wzrost niepewności”. Wojny handlowe, głównie ta USA – Chiny, protesty we Francji, problemy budżetowe we Włoszech, wzrost napięcia w związku z załamaniem relacji USA – Iran i jeszcze kilka innych czynników już dzisiaj osłabiają optymizm. Twardy brexit z pewnością go nie wzmocni. A to może oznaczać większe hamowanie europejskiej i światowej gospodarki, niż jeszcze kilka miesięcy temu myśleliśmy.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze