SKOK‑i, czyli Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo – Kredytowe, nie są polskim wymysłem. Tego typu instytucje działały już w średniowieczu. Nowoczesny system kas powstał w połowie dziewiętnastego wieku w Niemczech. Idee szybko rozpowszechniły się w Europie, a na przełomie wieków dotarły na kontynent amerykański. Dziś mamy do czynienia ze światowym ruchem związków kredytowych, którego polskie SKOK‑i są częścią. A co to tak na prawdę są spółdzielnie kredytowe? To spółdzielnie utworzone przez zorganizowaną grupę ludzi połączonych ze sobą wspólną więzią po to, żeby z jednej strony gromadzić oszczędności, a z drugiej udzielać sobie wzajemnie tanich pożyczek. Pożyczki te są najczęściej krótkoterminowymi pożyczkami konsumenckimi, służącymi nabywaniu samochodów, prowadzeniu gospodarstwa domowego, ale także przeznaczanymi na leczenie lub na nagłe, nieprzewidziane potrzeby.
Sens funkcjonowania tego typu podmiotów jest bardzo głęboki. Widać to choćby w Stanach Zjednoczonych, gdzie system kas działa bardzo prężnie i to pomimo tego, że kraj ten dysponuje potężnym systemem bankowym. Kasy doskonale uzupełniają jego ofertę. W przeciwieństwie do typowej parabankowej działalności komercyjnej są bowiem dużo tańsze. Poza tym, z założenia, członkowie kas lepiej się znają, co ogranicza ryzyko udzielanych pożyczek.
Polskie SKOK‑i formalnie także, co jasne, nie są bankami. Ich działalność jest jednak regulowana ustawą. W dodatku od października 2012 roku są one pod kontrolą Komisji Nadzoru Finansowego. I to, tak na prawdę, od tego momentu o SKOK‑ach słyszymy częściej.
Walka o objęcie SKOK‑ów nadzorem KNF trwała kilka lat. I nie bez akcentów politycznych. SKOK‑i, a dokładnie ich prezes, są bowiem związane z PiS. Pojawiły się tezy, że objęcie ich kontrolą ma ograniczyć rozwój polskich firm w obszarze finansowym. No i ma osłabić największą partię opozycyjną, która, możemy chyba takiego określenia użyć, nie jest specjalnym miłośnikiem działających w Polsce banków, mających zagranicznych właścicieli. Po dwóch i pół roku wydaje się jednak, że kontrola Komisji Nadzoru Finansowego ma głęboki sens. To KNF właśnie wskazała na problemy z portfelem kredytowym SKOK‑ów i na nadużycia w niektórych z nich.
Zmiany przepisów doprowadziły także do tego, że dzisiaj powierzający SKOK‑om swoje własne środki mają zabezpieczenie ze strony Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Dokładnie na tej samej zasadzie jak w przypadku środków zdeponowanych w bankach. Gdyby nie to, mielibyśmy już tysiące osób pokrzywdzonych, czyli w tym sensie sytuacja byłaby podobna do afer WGI czy Amber Gold. Okazało się bowiem, że zarządzanie środkami klientów w SKOK‑ach pozostawia wiele do życzenia. A pamiętajmy, że SKOK‑i, w przeciwieństwie do typowych parabanków, to nie tylko ci, którzy pieniądze pożyczają, ale także ci, którzy je wpłacają. I ci właśnie mogą, teoretycznie przynajmniej, te pieniądze stracić.
Kolejne kontrole KNF wykazały, że część kas ma duży udział mocno przeterminowanych pożyczek. Jednak póki co trudno mówić o tym, że cały system jest na krawędzi. Faktem jest jednak, że najpoważniejsza jak dotąd afera, ta związana ze SKOK‑iem Wołomin, oznaczała już konieczność wypłacenia ponad dwóch miliardów złotych z BFG. W tym sensie rzeczywiście jest to jedna z największych afer ostatnich dwudziestu pięciu lat.
Problem w tym, że autentyczne podejrzenia o popełnienia przestępstw oraz złe decyzje zarządzających mieszają się obecnie z medialnymi oskarżeniami związanymi z tym, że mamy kampanię wyborczą. Trudno jest zatem ocenić, co jest prawdą, a co tylko pomówieniem. Nie sądzę, nie ma ku temu przesłanek, żeby stawiać tezy o problemach mogących zdestabilizować cały polski system finansowy. Faktem jest jednak, że z punktu widzenia dalszego rozwoju kas pojawił się potężny problem. Problem wiarygodności. W tym sensie trzeba jak najszybciej wszystkie podejrzenia wyjaśnić i na wszystkie znaki zapytania odpowiedzieć. Bo, jak już wspomniałem, system Kas może pełnić w nowoczesnej gospodarce bardzo ważną i pożyteczną funkcję.




















