Powiew optymizmu?

0
REKLAMA

Marek ZuberInflacja w Stanach Zjednoczonych spadła do 7,7% w ujęciu rocznym. To oczywiście w dalszym ciągu bardzo wysoki odczyt, ale jednak powiało optymizmem. Rynek oczekiwał dużo gorszych danych.
Rosnąca inflacja spędza sen z powiek większości krajów na świecie. Nie we wszystkich, bo na przykład takie Chiny żadnych problemów z inflacją nie mają. Ostatni odczyt to 2,1% rok/rok. USA czy strefa euro – nie mówiąc już o nas – mogą co najwyżej pomarzyć o takim poziomie. W Polsce zanim zobaczymy takie wielkości minie pewnie ze trzy lata. No może trochę mniej, jak będziemy mieli szczęście. Z drugiej strony pamiętajmy o tym, że Chiny wciąż walczą z pandemią, co w ich wykonaniu oznacza mrożenie, zamykanie, ograniczanie. Tak jak w Europie w drugim kwartale 2020 roku. A to musi oznaczać ograniczenie popytu, czyli ograniczenie wzrostu cen. Tak czy inaczej większość krajów boryka się z wysoką inflacją. I z tym, że wciąż trudno jest wskazać, gdzie jest szczyt i kiedy zobaczymy jakieś bardziej przyjazne odczyty. Tym bardziej trzeba dostrzec to, co wydarzyło się październiku w Stanach Zjednoczonych.

We wrześniu ceny wzrosły w USA o 8,2% rok/rok. To nie jest najwyższy odczyt w ostatnim czasie, w czerwcu odnotowano bowiem poziom ponad 9% rok/rok. Tren spadkowy był od tego czasu obserwowany, ale wszystko działo się wolno. W ostatnich trzech miesiącach CPI roczne spadało o 0,1 – 0,2 punktu procentowego. Analitycy oczekiwali kontynuacji tego trendu. Trochę dziwne to wszystko było, szczególnie uwzględniając rynek surowców i żywności. Dobrze, gospodarstwo domowe – a przecież jego dotyczy wskaźnik CPI, czyli potocznie „inflacja” – nie kupuje raczej prętów zbrojeniowych czy aluminium, ale mimo wszystko mocne przeceny na rynku surowców, nawet o 30% – 40% w stosunku do szczytu z początku roku, musiały się przecież przenieść na ceny różnych towarów i usług. Z żywością sytuacja wydawała się jeszcze bardziej oczywista z punktu widzenia wpływu na koszyk konsumenta. Na przykład taka pszenica potaniała o 35% od szczytu w marcu, a olej rzepakowy jeszcze bardziej. Jednak mimo to poważnego wyhamowania inflacji nie było. Tak na marginesie, w Polsce obserwujemy to samo. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego musimy płacić za litr oleju rzepakowego około 10 PLN, a nawet więcej, skoro na świecie jesteśmy w cenach z końca zeszłego roku, czyli 45% poniżej kwietniowego szczytu. Nawet uwzględniając kurs dolara coś się tu nie zgadza. A właściwie zgadza się, bo skoro jakiś hurtownik czy detalista kupował olej kilka miesięcy temu, to nie chce teraz na nim stracić. A poza tym z pewnością są i tacy – nie mam dowodów, że dotyczy to akurat oleju – którzy nie muszą podnosić cen, ale je podnoszą, bo społeczeństwo się nie połapie, że coś jest nie tak, skoro „wszystko drożeje”.

REKLAMA (3)

No, ale wreszcie coś drgnęło. Jeszcze nie u nas, ale w najważniejszej gospodarce świata. Oto bowiem październikowa inflacja wyniosła w USA 7,7% rok/rok. I od razu powiało optymizmem. Oczywiście to wciąż bardzo wysoki odczyt, ale jednak dużo poniżej wrześniowego, no i dużo poniżej oczekiwań. A zatem nie będzie tak źle, najgorsze za nami, stóp nie będzie trzeba tak mocno podnosić, gospodarki nie wejdą w recesję, nie taki diabeł straszny, jak go malowali!
No nie, niestety nie. Dane ze Stanów są z pewnością optymistyczne i mamy nadzieję, że tak będzie też w kolejnych miesiącach. A zatem trend inflacji na świecie może się wreszcie zmienić, choć Europa jest w trochę bardziej skomplikowanej sytuacji przez działania Rosji, co wpłynie także i na Polskę. Oby tak było, ale to jeszcze nic pewnego i to jeszcze nie koniec problemów. Zimny prysznic nastąpił chwilę po publikacji danych, bowiem jeden z przedstawicieli Fed – czyli amerykańskiego banku centralnego – wyraźnie dał do zrozumienia, że stopy procentowe będą dalej podnoszone. Fed doskonale pamięta lata siedemdziesiąte i początek lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku.

REKLAMA (2)

Kryzys naftowy, który zaczął się w 1973 roku doprowadził do wzrostu inflacji, w USA przebiła ona poziom 12% rok/rok, co wymusiło podwyżki stóp procentowych. Główna stopa Fed została podniesiona do 13%. Potem inflacja spadła, więc i stopy zaczęto mocno obniżać. Na przełomie 1975 i 1976 roku CPI doszło do 4,9% rok/rok, osiągając wtedy najniższy poziom, najniższy, ale wciąż relatywnie wysoki. A potem wskaźnik znowu zaczął rosnąć, by na początku 1980 roku dobić do prawie 15% rok/rok. Tym razem Fed chcąc się rozprawić z hydrą inflacyjną raz na zawsze zareagował gwałtownie i podniósł główną stopę do 20%, a to wepchnęło Stany w recesję. Widać wyraźnie, że teraz Amerykanie nie chcą powrotu tamtego scenariusza i chcą zdławić wysoką inflacją w pierwszym podejściu. Nie zmienia to jednak faktu, że mocny spadek inflacji w USA oznacza światełko w tunelu. Oby ono nie zgasło.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze