Najważniejsze obietnice Prawa i Sprawiedliwości, niemalże wyborczy znak rozpoznawczy tego ugrupowania, to wypłacany z budżetu państwa zasiłek na dzieci, 500 PLN miesięcznie, podniesienie kwoty wolnej do poziomu 8 tysięcy PLN, z 3,091 tysiąca PLN obecnie i obniżenie wieku emerytalnego. Z każdym z nich wiążą się dodatkowe wydatki finansowane z budżetu państwa. W kwestii obniżenia wieku emerytalnego jesteśmy, ekonomiści i analitycy, dość zgodni: w krótkim okresie, dwóch, trzech lat, nie zmieni to w istotny sposób sytuacji budżetu. W dłuższym wpłynie na nią w sposób zdecydowany. W dłuższym, czyli w perspektywie wykraczającej poza najbliższą kadencję parlamentu. Te kwestię zatem chwilowo zostawmy, skupiając się na dwóch pozostałych pomysłach.
Ile będzie zatem kosztowało wprowadzenie zasiłku na dzieci i podwyższenie kwoty wolnej? Problem w tym, że nie jesteśmy w stanie tego precyzyjnie policzyć. W znacznej mierze zależy to od kwestii, o której już pisałem: efektu mnożnikowego. Pieniądze, które dostaną rodziny lub które zostaną u pracujących, w części zostaną wydane. Dzięki temu relatywnie przyspieszy gospodarka, zwiększą się zatem wpływy do budżetu. Ale o ile przyspieszy, tego po prostu nie wiemy. Nie wiemy bowiem, jaka część pieniędzy pochodzących z zasiłków i tych, które zostaną z podwyższenia kwoty wolnej, zostanie wydana na konsumpcję. Nie wiemy też, jaka będzie struktura tej konsumpcji, a różne dobra są różnie opodatkowane i ich wytworzenie wiążę się z różnymi podatkami i różną wartością tych podatków. W tym kontekście powoływanie się nowego ministra finansów na wyliczenia Narodowego Banku Polskiego, a nie własne, nie są już tak zastanawiające. Sam robił zapewne jakieś analizy, ale skoro są one obarczone sporą dozą bardzo niepewnych założeń, dobrze jest je skonfrontować z kimś innym.
Teoretycznie samo policzenie wydatków na dopłaty na dzieci nie, powinno stanowić problemu. W Polsce mamy około 7 mln dzieci do osiemnastego roku życia. Gdyby na każde opiekunowie otrzymywali 500 PLN miesięcznie oznaczałoby to wydatek ponad 40 mld PLN rocznie. Wiemy jednak, że propozycja nie dotyczy wszystkich. Czekamy jeszcze na dokładne określenie, kto będzie mógł z niej skorzystać, przy czym głównym wyznacznikiem ma być dochód. No i wiemy, że część tych środków wróci do budżetu w związku z efektem mnożnikowym. Koszty pomysłu określa się zatem w przedziale od około 17 mld PLN do około 30 mld PLN.
W przypadku kwoty wolnej możemy mówić o około 15 mld PLN, zakładając, że mamy około 16 mln osób pracujących. Pamiętajmy, że kwota wolna nie dotyczy na przykład samozatrudnionych, którzy zdecydowali się rozliczać podatkiem liniowym. Jednak to znowu szacunek bez uwzględniania efektu mnożnikowego. W rzeczywistości, próbując określić wpływ na budżet, podaje się kwoty między 8 a 12 mld PLN.
Jakby zatem nie patrzeć, realizacja tylko tych dwóch obietnic musi kosztować minimum 25 mld PLN. I to jest założenie dość optymistyczne. Skąd zatem wziąć na to pieniądze?
Podatek bankowy i podatek od sieci handlowych dadzą w sumie około 8 – 9 mld PLN. Coś pewnie uda się znaleźć w samym budżecie, przeglądając wydatki, powiedzmy, że będzie to 1 mld PLN. Intensyfikując dochody z dywidend spółek skarbu państwa, pewnie znajdziemy kolejne 1,5 mld PLN. Choć nie wiemy przecież dokładnie, ile te spółki zarobią na przykład w 2017 roku. Pamiętajmy poza tym, że wtedy będą one miały mniej środków na inne pomysły, które zgłaszane są przez polityków PiS. Na przykład na finansowanie funduszy inwestujących w gospodarkę. Oczywiście, jeśli utrzymamy wzrost gospodarczy, w budżecie pojawią się środki związane z tym faktem. Możemy szacować, że utrzymanie obecnego tempa wzrostu będzie oznaczało przynajmniej 8‑9 mld PLN rocznie. Jednak z uwagi na różne zobowiązania budżetowe całej tej kwoty nie będzie można przeznaczyć na zasiłki na dzieci i na podwyższenie kwoty wolnej.
W sumie, jak dotąd, mamy do dyspozycji nie więcej niż 15 mld PLN. Kluczowe będzie zatem to, ile się uda ściągnąć z tytułu walki z przestępcami podatkowymi. Przypomnijmy, że na samych przestępstwach związanych z VAT tracimy około 35 mld PLN rocznie. Żeby domknąć dziurę z tytułu realizacji dwóch pomysłów PiS, którymi się dzisiaj zajmujemy, potrzeba by było około 10 mld PLN. Czyli należałoby ograniczyć utratę wpływów z tytuły przestępstw vatowskich o jedną trzecią. Czy jest to realne? I to jest pytanie na miarę utrzymania stabilności budżetu i nieprzekroczenia 3% deficytu w stosunku do PKB.
Tak czy inaczej z powyższej analizy widać jedno: trudno będzie w pełnym zakresie zrealizować zgłaszane pomysły. I zapewne trzeba będzie je ograniczyć. A najlepiej podzielić na etapy, bo wtedy w sposób bezpieczny można będzie zakładać choćby wpływ efektu mnożnikowego. Z pewnością jednak realizacja nie oznacza pojawienia się dziury na poziomie 40 czy 50 mld PLN, jak wieszczyli i wieszczą niektórzy. Zupełnie inną kwestią jest natomiast to, czy na przykład dopłaty na dzieci są najbardziej efektywnym sposobem zwiększania dzietności.
Czy znajdą się pieniądze na pomysły rządu?
REKLAMA
REKLAMA
![Restauracja „Różana” w Tarnowie kusi smakiem i bogatą historią [ZDJĘCIA] Różana Tarnów 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Rozana-Tarnow-2026-3-218x150.jpg)
![Własnoręcznie ratują pozostałości po Zamku Tarnowskich na Górze św. Marcina [ZDJĘCIA] Zbieranie cegieł zamek](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zbieranie-cegiel-zamek-10-218x150.jpg)




![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)













